sobota, 31 marca 2012

Dzieciaki

Ostatnio przeglądałam po raz kolejny zdjęcia z Korei Południowej, co lubię robić, gdyż wakacje w tym kraju były pod każdym względem cudne, i "rzuciło mnie się na oczy", iż z uporem maniaka fotografowałam małych Koreańczyków.







W pałacu królewskim Gyeongbak w Seulu...




... uczestnicy szkolnej wycieczki oznakowani żółtymi T-shirtami wykazywali niezwykłe zainte-resowanie architekturą i sztuką.




















Przed wejściem do świątyń i pałaców obowiązkowo zdejmuje się buty.

Kontemplacja (w) parku


Gdy zwiedzaliśmy pałac Changdeok, lało jak z cebra. Przebiegaliśmy w popłochu dziedzińce, trzymaliśmy się kurczowo krytych korytarzy i tłoczyli na werandach.
Tymczasem najmłodszy turysta w grupie był zachwycony warunkami pogodowymi. Zanegował parasolkę, zrzucał płaszcz przeciwdeszczowy, na ile zapięcie pozwoliło, wychylał się spod daszku.




Pulchne rączki bynajmniej nie wyciągały się do mamy, lecz do interesującego zjawiska meteo-rologicznego - płynącej z góry wody. To była totalna fascynacja, wręcz amok :)


Oto kolejny przykład dziecięcego zafascynowania wodą, płynącą inaczej. Chłopina w koszulce w paski, kompletnie przemoczony mimo słonecznego dnia, biegał z jednego brzegu strumienia Cheong-gyecheon na drugi niczym na haju, prawie strącając ludzi usiłujących zmieścić się obok niego. Niewielu zdecydowało się wejść mu w drogę. Gdy się zmęczył, zeskakiwał dla ochłody do wody.




CDN.

poniedziałek, 26 marca 2012

"Rzeź" "niewiniątek" rękami Polańskiego

Dwa małżeństwa spotykają się, aby omówić bójkę, do jakiej doszło pomiędzy ich jedenastoletnimi synami. Elegancki, uprzejmy początek szybko przeradza się w jazdę bez trzymanki, podczas której spadają przywdziane maski, nie sprawdzają się przyjęte pozy, znikają zahamowania oraz wygłaszane są głęboko skrywane przekonania i sądy.

Politycznie i społecznie zaangażowana przeciwniczka przemocy okłada pięściami męża niezgadzającego się z jej opiniami, tzw. kobieta z klasą womituje na stolik pełen albumów poświęconych sztuce, pewny siebie adwokat traci grunt pod nogami, flaczeje niczym pacynka bez animatora, pozbawiony iphone`a, poczciwy sprzedawca sprzętu agd okazuje się koneserem whiskey i cygar, przeciwnikiem rodziny.

Stoją przed nami przez chwilę nadzy jak ich natura stworzyła. Bezradni i zagubieni jak aktorzy, którzy zapomnieli swoich ról na scenie teatru życia (oj, poleciałam szekspirowską metaforyką). I twierdzą, że ten dzień konfrontacji z prawdziwym "ja" był najgorszym dniem w ich życiu.

"Rzeź" (Jodie Foster, John C. Reilly, Christoph Waltz i Kate Winslet)

Pewna ręka Polańskiego, czwórka świetnie obsadzonych, fantastycznych aktorów, błyskotliwy i przewrotny scenariusz oparty na sztuce Yasminy Rezy złożyły się na tragikomiczny obraz jednostki i społeczeństwa, małżeństw, kobiet i mężczyzn, precyzyjne studium kruchości fundamentów i felernej konstrukcji "cywilizowanego" świata.

Kto nie widział, a mieszka we wrocławskim grodzie, niechaj pędzi do Dolnośląskiego Centrum Filmowego http://dcf.wroclaw.pl - pozycja obowiązkowa dla każdego kinomana i dla każdego cywilizowanego człowieka ;)

niedziela, 25 marca 2012

Pułapka

Wpadłam w serialowy trans, amok, pułapkę zastawioną przez HBO.




Przez pięć odcinków z podniesionym pulsem śledziłam poczynania, marzenia i ambicje bohaterów Mildred Piercenamiętny romans z różnicami klasowymi w tle, skomplikowaną relację matki i córki, miłość macierzyńską, która przyćmiewa wszystkie inne uczucia.
Gdy skończyłam oglądać, kolejne trzy dni nie mogłam wydostać się z potrzasku myśli. Ba, wciągnęłam w tę matnię Spidera, który widział co prawda co drugi odcinek (gdyby akcja toczyła się w 2131 roku na pewno obejrzałby wszystkie), ale też przejął się dramatycznymi losami bohaterów i chętnie podejmował dyskusję na temat motywów ich postępowania.


W serialu zachwyca przede wszystkim Kate Winslet grająca tytułową bohaterkę - opuszczoną przez męża gospodynię domową, która w Kalifornii czasów Wielkiego Kryzysu (akcja zaczyna się w 1931 roku) robi karierę od kelnerki do właścicielki sieci restauracji.

Guy Pearce w roli Monty`ego Beragon, jej nowego mężczyzny, jest tak uroczy, że gdyby nie był postacią fikcyjną, Spider musiałby się martwić ;) Bogaty hedonista z wąsikiem Clarka Gable`a, ironicznym, pewnym siebie uśmiechem i opalenizną próżniaka spędzającego życie na grze w polo, plażach Santa Barbara lub snobistycznych garden parties, przywodzi na myśl złote czasy Hollywoodu.

I choć pojawiający się ni z gruszki, ni z pietruszki sopran koloraturowy (nie powiem więcej, żeby nie popsuć nikomu zabawy) wydaje się mało prawdopodobny, byłby to zarzut pod adresem niejakiego Jamesa M. Caine`a, autora powieści, której wierną ekranizacją jest serial. (Zresztą, co ja się tu będę rozwodzić na temat prawdopodobieństwa zdarzeń. Często najbardziej wydumane historie okazują się oparte na faktach.)

Ta kolejna ambitna produkcja telewizji HBO, wielowymiarowy dramat psychologiczny, odznacza się przemyślaną reżyserią Todda Haynesa, stylowymi kostiumami Ann Roth, znakomitym poziomem aktorstwa. Kate Winslet i Guy Pearce wygrali każdy niuans dialogów, każdą scenę i zgarnęli zasłużenie telewizyjne nagrody Emmy, Winslet również Złoty Glob.

Teraz zastawiam pułapkę na Was - zobaczcie koniecznie!!!

środa, 21 marca 2012

Prequel do Okachimachi

Spider postanowił wywrzeć na Mieko niezapomniane wrażenie swoją elegancją, dlatego przed wyjazdem do Tokio-Meguro zabrał się za... prasowanie dżinsów. Robił to długo i metodycznie tyle tylko, że żelazkiem niepodłączonym do prądu... Co najciekawsze - do końca nie zauważył, że jest zimne...

Przyłapany na niegorącym uczynku stwierdził:
- Musiałem trochę mocniej przycisnąć, ale sama zobacz – wyprasowałem!

Mamy XXI wiek, a mężczyźni wciąż przedkładają rozwiązania siłowe nad refleksję. ;)

poniedziałek, 12 marca 2012

Okachimachi...

... to dzielnica Tokio, do której zaprowadziła nas po raz pierwszy Mieko. Mieko przyjechała tego dnia shinkansenem (superekspresem) z Hamamatsu do Tokio, na konferencję poświęconą Warszawie, zorganizowaną w ambasadzie RP. Urwała się z większości wykładów i pokazu filmu "Warszawa", żeby spotkać się z nami po kilku latach przerwy. Wyglądała pięknie - niczym chodzące logo mojego bloga;) Tokyo+Paris+Wrocław = Japonka z torebką Chanel w polskiej biżuterii z bursztynem (Wrocław co prawda daleko od Bałtyku, ale prowadził przezeń szlak bursztynowy :)
Najpierw nadrabialiśmy zaległości towarzyskie przy czarnej herbacie i torcie bezowo-dyniowym w cukierni w dzielnicy Meguro, gdzie znajduje się polska ambasada, następnie pojechaliśmy linią Yamanote do Okachimachi.

Każda dzielnica Tokio jest jak miasto w mieście. Ma swój charakter, specyficzny klimat będący wypadkową mnóstwa czynników - układu przestrzennego, dawnej i nowej architektury, pełnionej funkcji, wieku i pochodzenia mieszkańców oraz odwiedzających, mód i trendów. W Okachimachi czas stanął w latach 70.-80. Zamiast przeszklonych biurowców, wyrafinowanych domów towarowych, modnych butików odkryliśmy tam zwykłe-niezwykłe codzienne życie, pozbawione landrynkowego glamouru toczące się w zatłoczonych ulicach handlowych, małych restauracjach, tanich barach sushi, licznych supermarketach z żywnością i kosmetykami.




W Japonii nie kupuje się kota w worku. Degustacje odbywają się w co drugich delikatesach. Nie zaleca się wchodzić przed obiadem.
Popularne marynaty.
U sympatycznego pana, odzianego nie przypadkiem w zielenie, można było spróbować różnych gatunków zielonej ambrozji.


"Sklep rybny" zabrzmiałoby jak beczka śmiejących się śledzi. Poniżej królestwo owoców morza:


Sushi do domowej konsumpcji, jadalne kwiatki, niejadalne listki klonów oraz pojemniki w kształcie łódki świadczą o zmyśle piękna i dbałości o szczegóły.



Okachimachi po zmroku nie oszałamia neonami jak Shinjuku czy Ginza.
Uliczny sprzedawca okonomiyaki.
Handlowa uliczka tuż przy linii Yamanote.
Na koniec wylądowaliśmy w barze kaiten sushi, w którym świeże, soczyste kawałki łososi, tuńczyków, krabów i różnych innych morskich stworów suną na talerzykach wokół kontuaru. Takie rozwiązanie ma wiele zalet. Pozwala do woli napaść oczy napływającymi wciąż nowymi porcjami (te o kijankowatych, przezroczystych ciałach z czarnymi oczkami wpędzają mnie w poczucie winy), wybierać najsmakowiciej wyglądające kąski, obserwować uwijających się w taśmowym kręgu kucharzy, zamawiać u nich brakujący asortyment, zagadywać sąsiadów.


Itadakimaaasu!!!!

sobota, 3 marca 2012

Tokyo International Forum

Tokyo International Forum to centrum konferencyjne, wystawowe, kulturalne w biznesowej dzielnicy Tokio - Marunouchi, dziesięć minut pieszo od Pałacu Cesarskiego i Dworca Głównego Tokio z jednej strony, pięć minut od dystryktu handlowego Ginza z drugiej.
Kompleks zaprojektowany przez Urugwajczyka z Nowego Jorku Rafaela Vinoly otwarto w 1996 roku.

Pożyczone z internetu
Gigantyczne, przeszklone atrium jest jak transatlantyk, który zacumował na dachu ultranowoczesnej opery w rozświetlonym metropolis. Wrażenie, jakie robi to połączenie, jest trudne do opisania. Coś jakby człowiek wstąpił do nieba czystej architektury. Nieskalanej funkcją praktyczną, użytkową, ekonomicznymi ograniczeniami wyobraźni. To pomnik Japonii czasów prosperity, bańka ze szkła i stali, która pozostała po ekonomii bańki mydlanej.

Wchodzimy:


Zadzieramy głowę:


Włazimy na wszystkie możliwe kładki (a można na wszystkie), napawamy się ciszą i samotnością na szczytach architektonicznego Parnasu (bo mało ludzi, a nie dlatego, że maczaliśmy palce w projekcie ;). Zmiany perspektywy, kątów widzenia przyczyniają się do rozkoszy estetycznych. Z lekkim drżeniem kolan spoglądamy kilkadziesiąt metrów w dół ( brak innych zabezpieczeń poza dość wysokimi poręczami, Japończycy nie bzikują na punkcie bezpieczeństwa) i czujemy mrowienie pustej przestrzeni pod stopami. Zachwycamy się przytulnością podświetlonych galerii, miastem światła na zewnątrz...



Na dokładkę w każdą pierwszą i trzecią niedzielę miesiąca na dziedzińcu kompleksu odbywają się giełdy antyków, w drugą niedzielę pchle targi.


Dziedziniec w nocy

czwartek, 1 marca 2012

Kinomania

Taka obfitość w kinach, że rogówki wysychają. Nie nadążam chodzić i pisać. Nie zamierzam zamęczać szczegółami rojeń pokręconych zwojów kinomaniaka, tylko pokrótce polecić:

"Żelazna Dama"
Reżyserka - Phyllida Lloyd, scenarzystka - Abi Morgan oraz Meryl the Greatest wespół w zespół sportretowały kobietę z charakterem i niezłomnymi przekonaniami, odważniejszą i twardszą od większości mężczyzn parających się polityką wówczas i dziś. Najważniejsze momenty z życia politycznego i osobistego sławnej pani premier pokazano z perspektywy staruszki z początkami Alzheimera. Dla wielu kontrowersyjny punkt widzenia, moim zdaniem boleśnie doskonały do podsumowania tak niezwykłego życia. Dotkliwie uzmysławiający warunki, na jakich żyjemy, prostą prawdę, że czas jest limitowany i od nas zależy jak go wykorzystamy.



Streep nagrodzono Oscarem, i dobrze, bo statuetka należy jej się za cztery piąte zagranych ról. Zasłużony Oscar za charakteryzację, bo na upodobnioną do Thatcher czy postarzoną aktorkę patrzy się bez rozpoznawczego dysonansu, mówiąc prościej - bez odczucia, że coś nie gra a na pewno nie jest to wina Kobiety Kameleona.

"Róża"
Wojciech Smarzowski pokazuje dramatyczną powojenną rzeczywistość przyłączonych do Polski Mazur. Wspólną potworną historię Mazurów, Polaków, Niemców i Rosjan. I znów nie pozostawia wątpliwości co do niegodziwości i bestialstwa rodzaju ludzkiego, które to cechy wyłażą na wierzch w całej okazałości w czasach próby - wojen, przemian dziejowych, przełomów życiowych. Jedyny sprawiedliwy (bez ironii) w morzu złoczyńców i oportunistów, grany oszczędnie i bardzo przekonująco przez Marcina Dorocińskiego, daje oparcie skrzywdzonej kobiecie (równie prawdziwa, krucha i silna Agata Kulesza) i jej córce. Malutki płomyk nadziei niesie w tym smutnym filmie drugi człowiek, który sprawdził się w najtrudniejszych okolicznościach.

Marcin Dorociński i Agata Kulesza w

"Mój tydzień z Marilyn"
czyli w jakich bólach rodziła się urocza komedia "Książę i aktoreczka" z sir Laurencem Olivierem i Marilyn Monroe. Lekka farsowa forma, niczym z wspomnianego filmu, odbiera ciężaru dramatowi psychicznych zmagań Marilyn, która sześć lat po przedstawionych wydarzeniach popełniła samobójstwo.



Próba uchwycenia fenomenu kobiety-dziecka i symbolu seksu w jednym, pokazania spotkania geniusza sceny z gwiazdą filmową. Bardzo trudne zadanie dla Michelle Williams odtwarzającej gwiazdę, z którym nieźle sobie poradziła, choć zabrakło tej iskierki, której zagrać nie sposób. Plejada aktorów z Kennethem Branaghiem i Judi Dench na czele.
Ogląda się pysznie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...