sobota, 26 marca 2016

Alleluja!!!

Drodzy,
ożywczych i odkrywczych Świąt Wielkiej Nocy,
odwagi i uporu w poszukiwaniu, zdobywaniu, sięganiu po swoje sacrum.
Bee

piątek, 18 marca 2016

Piątkowy nektar

Muzyczny smakołyk. Prostota i wdzięk. "Dla Mamy" Korteza.



W kinie "Barany. Islandzka opowieść". O dwóch takich, co kochali owce (bez woodyallenowskiej dosłowności ;). O tym, że łatwiej miłować zwierzę niż bliźniego, a już najtrudniej własną rodzinę i że często nie dostrzegamy, jak wiele nas łączy, fiksując się na tym, co dzieli i dopiero w obliczu tragedii... Znakomita filmowa przypowieść w islandzkim entourage`u.




środa, 16 marca 2016

Pogwarki rodzinne

Szósta trzydzieści rano w mieszkaniu Niuni&Co.
Mama miota się przed wyjściem do pracy. Zrelaksowana dzieweczka poleguje w piżamce na łóżku. Nie wybiera się do przedszkola. Babcia przyjechała.
- Mamuniu, jaki mas napis na bluzce? - zapytuje sennym głosikiem.
- Nowy Jork.
- A wies, kto był w Nowym Jorku?
Odrobinę zaintrygowana mamunia zatrzymuje się na moment.
- No kto?
- Misiek.

P.S. Wyjaśnienie dla niezorientowanych w tematyce filmów dla dzieci - "Misiek w Nowym Jorku" wyświetlany był niedawno w kinach i przedszkole Niuni zaliczyło jeden z seansów.



sobota, 12 marca 2016

Koncertowo, czyli Mela czaruje, Pink Freud buduje


Jeżeli poszukujecie muzyki windującej ducha w rejony metafizyczne, gorąco polecam wytropić Pink Freud i/lub Melę Koteluk. Ich koncerty, pierwszy w Starym Klasztorze, drugi w Narodowym Forum Muzyki, były dla mnie dotknięciem jakiegoś muzycznego absolutu. Muśnięciem palca bogini Muzyki, bo ona jest oczywiście kobietą. :-)

***

Ladies first.
8 marca 2016, godz. 18.40. W obficie płynącym deszczu, przez rozległy, ciemnawy, zazwyczaj pusty o tej porze i w tak podłą pogodę Plac Wolności, w stronę przeszklonego głównego wejścia gmachu NFM zmierzają kilkuosobowe grupy, pary, pojedyncze dziewczyny i kobiety. Wszyscy w tym samym kierunku i celu. 1820 osób, bo tyle mieści największa sala koncertowa, zakupiło bilety (na trzy tygodnie przed koncertem można było o nich tylko pomarzyć) i w zimny, marcowy wieczór śpieszy w jedno miejsce, żeby posłuchać Meli Koteluk. Jaką prawdę i talent, wrażliwość i siłę trzeba mieć, żeby przyciągnąć takie rzesze ludzi?????

***
W jednym z wywiadów Mela powiedziała: "U mnie z tą muzyką i z tym pisaniem jest tak, że piszę i wymyślam melodie stale, nie wtedy, kiedy mam je nagrać. To nie jest zadaniowe podejście od albumu do albumu. To trochę jak wewnętrzny przymus, coś, na co czasami się denerwuję, bo mogłabym na przykład dwie godziny leżeć, ale nie daje mi to spokoju - muszę usiąść nad kartką papieru, spisać coś, co siedzi mi w głowie. Dopiero jak to wyrzucę, mogę się zrelaksować."
Po prostu - stworzona, by tworzyć.

***

Koncert w NFM zapisze się w pamiętnikach, biografiach, na blogach i w głowach uczestników jako wizyta w krainie czarów. Zagrały wszystkie elementy - olbrzymia sala, wypełniona do ostatniego miejsca na trzecim balkonie życzliwą, entuzjastyczną publiką, genialna akustyka, wspaniała oprawa świetlna, dużo nowych, rockowych aranżacji "starych" przebojów, które zabrzmiały tak mocno i energetycznie, że trudno było usiedzieć w fotelu. Przede wszystkim jednak głos Meli. Wyjątkowy instrument posłuszny znakomitej wirtuozce, wydający momentami najbardziej oryginalne, zaskakujące dźwięki. Ten kunszt techniczny w połączeniu z emocjonalną interpretacją pięknych, metaforycznych tekstów wywoływały wielką intensywność odbioru i prawdziwe wzruszenia...




***

Panowie idą na drugi ogień.
Podczas koncertu Pink Freud nasuwało mi się uparcie skojarzenie ich brawurowych kompozycji i szalonych "wykonów" z gotyckimi katedrami. (Być może sprowokowane przez miejsce imprezy.) Oni grają jakby budowali katedry. Zaczynają od solidnych fundamentów, żeby następnie wznosić strzeliste filary, łuki, wyżej, jeszcze wyżej, a gdy wydaje się, że już dalej nie można, czwórka genialnych muzyków dźwiga sklepienie o kolejny poziom.

***

Pozwolę sobie przytoczyć fragment z mejla do przyjaciółki pisanego chwilę po koncercie:
"... Pink Freud był fantastyczny, odjazdowy, mega, giga i mogłabym tak mnożyć epitety przez kolejnych dziesięć linijek, prędzej zabrakłoby mi przymiotników niż entuzjazmu. Uwielbiam tych chłopaków za nieziemskie, porywające kompozycje, wariactwo, energię i radość, jaka bije od nich i ich muzyki ze sceny. (...) Oboje jesteśmy zachwyceni, choć S. pewnie ująłby swój zachwyt w dwóch przymiotnikach."



piątek, 4 marca 2016

Tytułem usprawiedliwienia


Drodzy Moi Zaglądacze,
nie piszę, bo czytam, jak zwykle kilka książek naraz, w tym dwie po francusku, którego nie znam. Kiedy nie czytam i nie piszę, latam po koncertach, którymi obrodził ten wyzywający meteorologicznie i psychologicznie kwartał roku. (O odlotowym graniu Pink Freud powinnam, mam potrzebę wkrótce pokrótce...) W kinach też śmiesznie, pięknie, wstrząsająco, więc sami rozumiecie... A jeszcze giełdy antyków, galerie, muzea. I Niunia!!! O obowiązkach nawet nie wspomnę...
Niemniej jednak pozdrawiam Was wdzięcznie.
Do rychłego!
Bee

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...