środa, 25 czerwca 2014

Dzień dobry!



Pani została sfotografowana przez Spidera w okolicach wrocławskiego Rynku, podobno celem podbudowania jakiejś prezentacji dla studentów...

Nie wątpię, że taki slajd zenergetyzuje słuchaczy :)

niedziela, 22 czerwca 2014

Luksemburg

Tak się złożyło, że wylądowałam ostatnio w Luksemburgu. Samo miasto nie zachwyciło, choć starówka ma sporo uroku. Przyczyn upatruję w architektonicznej niejednorodności, przemieszaniu starego i nieefektownego nowego, zbyt dużej ilości betonowej szarości. Dość liczne remonty, związane z nimi hałasy i spalinowe odory różnych minikoparek nie pomogły w tworzeniu pozytywnego wizerunku. A moje estetyczne rozwydrzenie dopełniło dzieła. Nawet "najpiękniejszy balkon Europy", czyli widok z murów obronnych niegdysiejszej twierdzy Luksemburg na położone w dole dzielnice, kolejowe wiadukty i bujną zieleń, choć przyjemny, uznałam za mocno przereklamowany, gdyż nie wytrzymuje porównania z zapierającymi dech panoramami miasteczek Lazurowego Wybrzeża.


Najładniejsze budowle w historycznym centrum Luksemburga to Pałac Wielkich Książąt...
... oraz sąsiadujący z nim budynek Parlamentu.
Skromna reprezentacja luksemburskiej secesji z obowiązkowymi łabądkami.
Godna reprezentacja licznych luksemburskich fontann i pomników.
Wykop(y)aliska na Placu Wilhelma II
Znajdzie się kilka klimatycznych zaułków.
Widok z "najpiękniejszego balkonu Europy", spostponowany przez moje wybrzydzanie oraz niedobory aparatu.
J.w. tylko bardziej prześwietlony i na lewo.
Jednakże czasowa wystawa "Romantyczna podróż" w Narodowym Muzeum Historii i Sztuki urzekła mnie do tego stopnia, że odwiedziłam ją dwa razy, a Muzeum Sztuki Nowoczesnej MUDAM wywarło takie wrażenie świetlistą, pełną niespodzianek architekturą, że warto było dla nich przelecieć 1000 km. Ale o tym w następnym odcinku, który tradycyjnie nie wiadomo, kiedy, o ile w ogóle, nastąpi ;)




W MUDAM





sobota, 14 czerwca 2014

Pogwarki uliczne

Maszerowałam Bulwarem Włostowica, wiodącym przez Wyspę Piasek od Mostu Piaskowego do Tumskiego. Mijając dwóch młodych mężczyzn siedzących na ławce usłyszałam, jak jeden relacjonował:

- Zadzwoniła i powiedziała: "W poniedziałek będę we Wro". Ja do niej: "Wyjdę po ciebie i pojedziemy do domu się zabawić". Ona na to: "Dobrze".

Szłam zbyt szybko, by poznać dalszy rozwój wypadków. Dwie sekundy później mijałam się z dwiema starszymi paniami i bardzo wyraźnie dobiegło moich uszu:

- We wtorek usiadłam do Starego Testamentu...

Wszystko ma swój czas a czasu nie ma za wiele ;)

czwartek, 12 czerwca 2014

W krainie kiczu

W ubiegłą niedzielę około godziny dziesiątej znów wylądowałam pod młynem.
Pomimo Zielonych Świątek handel kwitł w najlepsze, choć podobno lekko zmrożony przez pojawienie się ... pracowników urzędu skarbowego. Na własne oczy ich nie widziałam, opieram się na relacji pana, u którego zawsze kupujemy jajka oraz czasami mleko (które, potrafi skwasić się jeszcze tego samego dnia, co jest cechą cudownie naturalną, niezbyt pożądaną jednakże przez obywatela dwudziestego pierwszego wieku, gdy ma akurat ochotę na kakałko (kakaoko?)). Stop dygresjom!

Kupujących było tym razem mniej, czy to z powodu palącego słońca, czy świąt. W każdym razie znajomy kolekcjoner, inni kolekcjonerzy oraz wszelkiej maści handlarze staroci dotarli na pewno przede mną. Niczego nie upolowałam, ale pełnej rekompensaty dostarczyło mi oglądanie wspaniałości kiczu, który znów obrodził.

Chiński szczęśliwy zestaw do ustawienia na kominku lub w centralnym punkcie salonu. Goście oniemieliby z wrażenia, niektórych może nawet trzeba byłoby cucić. Pośrodku posążek bogini miłosierdzia i współczucia Guanyin zasiadającej na rybie (uratowała życie pewnej ryby - syna Króla Smoka, ale to dłuższa opowieść; chińscy rybacy modlili się do niej o szczęśliwy powrót). Bogini towarzyszą uczniowie, pomocnicy, dziewczynka i chłopiec zasiadający na mitycznym stworze - qilinie. Zwykle chłopiec na qilinie uosabiał życzenie szlachetnego, uczonego potomstwa, które zapewni rodzicom dostatnią i dumną starość. Znawcy by trzeba, żeby się w tym zamieszaniu mitów i symboli rozeznać... Tak czy inaczej - komplet idealny dla rodzin z dziećmi :)



Korowodu ślicznotek w słodkim anturażu ciąg dalszy. Tym razem cud-dziewica, drzemiąca na szezlongu prawdopodobnie nad romansem, której roi się we śnie zaślubienie cud-kawalera. U jej stóp siedzi Amor z kołczanem i strzałą, a chmara skrzydlatych chłopców niesie stosowne atrybuty - obrączkę, welon, wianek, bukiet, suknię ślubną, biżuterię. Twórca dzieła nie zapomniał o niczym. Para malców za stolikiem najprawdopodobniej studiuje intercyzę...



A teraz małe ćwiczenie dla szyjnego odcinka kręgosłupa, wskazane dla dotlenienia mózgu. Tak wiem, że macie dotlenione, ale nie potrafię obrócić tego zdjęcia. Obraz stał pionowo przy samochodzie i tak go sfotografowałam. Na drugi raz przestawię obraz ;)



Dzieło odznacza się niezwykle żywą kolorystyką, zastosowano prawdopodobnie technikę oleodruku na papierze, być może pochodzi już z czasów powojennych. Przedstawia roześmiane piękne dziewczęta w zwiewnych strojach i w uroczych okolicznościach przyrody, obowiązkowe sarenki i róże, pojawia się również mandolina. Mityczne nimfy i Diana w wersji sentymentalno-lukrowanej.

Na zakończenie mniej słodyczy, za to imponująco rogato. Jakim szlakiem przywędrował ten fragment biednego bawołu (?) pod młyn Sułkowice?



Teraz wyobraźcie sobie ścianę w jakimś pokoju oraz zawieszone na niej oba zaprezentowane wyżej wizerunki, pomiędzy nimi poroże bawołu a zaznacie autentycznej estetycznej ekstazy.

czwartek, 5 czerwca 2014

Antyki, starocie i barachło

Na wrocławską giełdę staroci i na pchli targ pod młynem Sułkowice obok Korony latam regularnie. Giełda przy ul. Gnieźnieńskiej odbywa się w każdy ostatni czwartek, piątek i sobotę miesiąca i tę opuszczam jedynie, gdy leje jak z cebra lub temperatura spada poniżej -10C. (Na majowej nabyłam talerzyk ze śląskiej porcelany z połowy 19. wieku, malowany ślicznie w kwiatki, z którego Spider konsumował już zakalcowatą zebrę. Lubię ryzyko ;)

Przyjemność bycia na giełdzie nie leży tylko w kupowaniu, choć na widok pięknego, wyjątkowego przedmiotu serce mi przyśpiesza i budzi się żądza posiadania, ale w bywaniu, patrzeniu, rozmowach z ludźmi. To jak muzeum pod chmurką, choć bez ładu, składu i tabliczek z opisami. Antyki przemieszane ze starociami, klasa i precyzja spotyka banał i bylejakość, absurd ściska się z dziwactwem. Wystarczy czujne oko, sprawna wyobraźnia i poczucie humoru, a bywalca czekają niezapomniane wrażenia.

Ostatnio sfotografowałam kilka ciekawostek.


Fajansowy talerz z krabem. Koncept pełnoplastycznego przedstawiania pożywienia na talerzu spotkał się z radosnym odzewem niejadków i sybarytów kolekcjonujących takie niejadalne jedzenie na nieużywalnych talerzach. Na targach antyków od Lizbony po Amsterdam można spotkać porcelanowe szparagi, ryby, homary, fajansowe czosnki, cebule i kapusty.



Figurka, ewentualnie przycisk do papieru, z nasłuchującą myszą, stojącą na jabłku uszczkniętym zębem czasu lub... małego gryzonia.



Lampka z porcelanową gejszą na podstawie, prawdopodobnie z okresu dwudziestolecia międzywojennego z oryginalnym kloszem, widocznym z tyłu.

Hitem giełdy jak dla mnie był drewniany koń na biegunach. Już wyobrażałam sobie Niunię galopującą, rodziców Niuni rwących włosy z głów "gdzie my to będziemy trzymać"... Odpuściłam. Na Dzień Dziecka dostała składaną hulajnogęU siebie także widziałabym tak rasowego konia, problem w tym, że w przypadku Spidera mogłoby się nie skończyć na rwaniu włosów i musiałabym się wyprowadzić z konikiem do wynajętej pod miastem stajni ;)



***
Targowisko wokół młyna rozkłada się w każdą niedzielę i reprezentuje cudowny folklor, odwieczny żywioł handlu, antytezę poukładanej, błyszczącej galerii handlowej, której jest zresztą praprzodkiem. Na rozległym terenie, na trawie, gołej ziemi i resztkach betonu handluje się tu z płachty materiału lub dermy, z pudeł, z samochodu i z nielicznych straganów. Nabyć można przysłowiowe mydło i powidło - ekologiczne kiełbasy oraz chleby, niemieckie środki czystości, holenderskie rowery, tureckie chałwy, używane kosiarki, meble i tony poenerdowskiej porcelany. Znajomy nazywa takie miejsca "barachołkami". Termin wywodzi się od rosyjskiego słówka "barachło" i szalenie przypadł mi do gustu.




Nie jeżdżę pod młyn co tydzień, ponieważ nie zawsze chce mi się zrywać z łóżka w niedzielny poranek, a jechać koło południa nie ma sensu. Chyba że zamiaruje się kupić wiejskie jaja i pietruszkę. Na łowy należy wyruszać wcześnie rano, o ile chce się upolować ciekawy okaz. Moje rano oznacza "między dziewiątą a dziesiątą". O tej porze właściwie i tak jest już "pozamiatane", gdyż znajomy kolekcjoner, pan B. rozpoczyna polowanie około siódmej rano i "zamiata" najbardziej interesujące przedmioty, sprząta mi sprzed nosa (naciągam rzeczywistość literacko, gdyż nos nie wychylił się jeszcze spod kołdry) japońskie talerze i wazony. Mogę jedynie liczyć na to, że w natłoku przedmiotów nie dostrzeże jakiegoś cacka albo że wyjechał na weekend ;) Zdarzyło mu się to i owo przeoczyć...

Pod młynem cieszą przede wszystkim oko wspaniałości kiczu, dziwactw, dewocjonaliów. Powtarza się motyw łabędzi i pięknych niewiast w wersji doprowadzonej do granic słodyczy, ba!, eksplorującej nowe terytoria smaku :)





Blond Wenus w różowej sukience na mini-rydwanie, powożonym przez uwspółcześnionego Amorka, ciągnionym przez parę łabędzi została wyprodukowana przez austriacką wytwórnię porcelany prawdopodobnie w latach 30. Tą odjazdową grupą na chmurce wykazała zainteresowanie pani pochodzenia romskiego. Sprzedawca rzucił jednak kwotę, która wprawiła ją w lekkie osłupienie i wywołała żachnięcie, iż w Niemczech można podobne kupić o połowę taniej. Skłaniam się ku jej wersji zważywszy na estetyczne wyzwanie, jakie przedmiot tego typu stanowi.

Domorosłego malarza poniosła fantazja - latający jelonek. Gdzie on ma zamiar wylądować...?:


Dobre na zakupy po porannej mszy, gdyby nie było grzechem:

Kryształowy żyrandol i romantyczne chińskie ptaszki sąsiadują z używanymi patelniami i garnkami:

Jastrząb wylądował... na grillu:

"Sztuka" "współczesna" (co dwa cudzysłowy, to nie jeden!:)

Czy wystarczająco Was zachęciłam? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...