czwartek, 12 czerwca 2014

W krainie kiczu

W ubiegłą niedzielę około godziny dziesiątej znów wylądowałam pod młynem.
Pomimo Zielonych Świątek handel kwitł w najlepsze, choć podobno lekko zmrożony przez pojawienie się ... pracowników urzędu skarbowego. Na własne oczy ich nie widziałam, opieram się na relacji pana, u którego zawsze kupujemy jajka oraz czasami mleko (które, potrafi skwasić się jeszcze tego samego dnia, co jest cechą cudownie naturalną, niezbyt pożądaną jednakże przez obywatela dwudziestego pierwszego wieku, gdy ma akurat ochotę na kakałko (kakaoko?)). Stop dygresjom!

Kupujących było tym razem mniej, czy to z powodu palącego słońca, czy świąt. W każdym razie znajomy kolekcjoner, inni kolekcjonerzy oraz wszelkiej maści handlarze staroci dotarli na pewno przede mną. Niczego nie upolowałam, ale pełnej rekompensaty dostarczyło mi oglądanie wspaniałości kiczu, który znów obrodził.

Chiński szczęśliwy zestaw do ustawienia na kominku lub w centralnym punkcie salonu. Goście oniemieliby z wrażenia, niektórych może nawet trzeba byłoby cucić. Pośrodku posążek bogini miłosierdzia i współczucia Guanyin zasiadającej na rybie (uratowała życie pewnej ryby - syna Króla Smoka, ale to dłuższa opowieść; chińscy rybacy modlili się do niej o szczęśliwy powrót). Bogini towarzyszą uczniowie, pomocnicy, dziewczynka i chłopiec zasiadający na mitycznym stworze - qilinie. Zwykle chłopiec na qilinie uosabiał życzenie szlachetnego, uczonego potomstwa, które zapewni rodzicom dostatnią i dumną starość. Znawcy by trzeba, żeby się w tym zamieszaniu mitów i symboli rozeznać... Tak czy inaczej - komplet idealny dla rodzin z dziećmi :)



Korowodu ślicznotek w słodkim anturażu ciąg dalszy. Tym razem cud-dziewica, drzemiąca na szezlongu prawdopodobnie nad romansem, której roi się we śnie zaślubienie cud-kawalera. U jej stóp siedzi Amor z kołczanem i strzałą, a chmara skrzydlatych chłopców niesie stosowne atrybuty - obrączkę, welon, wianek, bukiet, suknię ślubną, biżuterię. Twórca dzieła nie zapomniał o niczym. Para malców za stolikiem najprawdopodobniej studiuje intercyzę...



A teraz małe ćwiczenie dla szyjnego odcinka kręgosłupa, wskazane dla dotlenienia mózgu. Tak wiem, że macie dotlenione, ale nie potrafię obrócić tego zdjęcia. Obraz stał pionowo przy samochodzie i tak go sfotografowałam. Na drugi raz przestawię obraz ;)



Dzieło odznacza się niezwykle żywą kolorystyką, zastosowano prawdopodobnie technikę oleodruku na papierze, być może pochodzi już z czasów powojennych. Przedstawia roześmiane piękne dziewczęta w zwiewnych strojach i w uroczych okolicznościach przyrody, obowiązkowe sarenki i róże, pojawia się również mandolina. Mityczne nimfy i Diana w wersji sentymentalno-lukrowanej.

Na zakończenie mniej słodyczy, za to imponująco rogato. Jakim szlakiem przywędrował ten fragment biednego bawołu (?) pod młyn Sułkowice?



Teraz wyobraźcie sobie ścianę w jakimś pokoju oraz zawieszone na niej oba zaprezentowane wyżej wizerunki, pomiędzy nimi poroże bawołu a zaznacie autentycznej estetycznej ekstazy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...