niedziela, 24 marca 2013

Dali w Pompidou


Dziś i jutro ostatnie dni retrospektywy Salvadora Dalego w Centrum Pompidou. Jak przystało na Paryż, wystawa imponuje zawartością, poraża wielkością i przyciąga rzesze.

 

Już mieliśmy wyjeżdżać z Miasta Zarąbistych Ekspozycji darowawszy sobie, gdyż Dali Spidera nie ziębi (efekt nie do zaakceptowania przez kriogenika), mnie nie grzeje (cecha nieprzyjemna dla zmarzlucha), ale lało jak z cebra, zostaliśmy dzień dłużej i postanowiliśmy dać wielkiemu ekscentrykowi szansę, zweryfikować osądy.


Płomiennych uczuć i dreszczy estetycznej rozkoszy nie wzbudził, ale zakolegowałam się z jego poczuciem humoru (przezabawny, absurdalny performans wykpiwający twórczość Mondriana i generalnie sztukę abstrakcyjną), doceniam warsztat, podziwiam koncepcje. Spider jakby trochę zmarzł...

piątek, 22 marca 2013

Hitchcock

Nie wiem, czy po ostatniej notce powinnam... Może jednak, żeby nie było, że tylko inni wypisują głupstwa, podzielę się kilkoma rozwichrzonymi myślami pofilmowymi.

Obejrzałam ostatnio sporo filmów i uzbierało się tyle wrażeń, że na szczęście wszelkie szanse na szczegółowe analizy przepadły. Zresztą te pozostawiam specjalistom wysokiej próby - Tadeuszowi Sobolewskiemu oraz Tamaryszkowi. Żeby nie było, że kompletnie odcinam się od czytania recenzji w necie.

"Hitchcock"

na co warto popatrzeć

- kulisy realizacji klasyka światowej kinematografii - "Psychozy" (co wiecie z każdej kinowej synopsis), przy okazji na funkcjonowanie ówczesnego biznesu filmowego, m.in. instytucji cenzora dbającego o respektowanie niesławnego kodeksu Hayesa

- zawsze na pasję, odwagę i determinację utalentowanego twórcy, tu sześćdziesięcioletniego, gotowego zaryzykować swoją pozycję zawodową i utratę majątku dla szalonego, niesmacznego zdaniem otoczenia przedsięwzięcia - adaptacji brukowej powieści o psychopatycznym mordercy, którego zbrodnie wstrząsnęły amerykańską opinią publiczną w końcu lat 50.

- fascynację wielkiego reżysera tematem i zbrodniarzem, którego potworne wyczyny z balsamowaniem zwłok, obijaniem mebli skórą ofiar, zawieszaniem w charakterze ozdób wycinanek z ust i twarzy do dziś przyprawiają o dreszcz przerażenia; ekscytacja Hitchcocka wynikała być może z przeczucia?, świadomości?, iż tworzy nowy gatunek filmowy - thriller (który będzie święcił triumfy przez kolejne dziesięciolecia); zbrodnia mogła również trącić w duszy Alfreda struny szaleństwa, okrucieństwa, perwersji, co zdaje się wygrywać Hopkins, a że ten ostatni potrafi genialnie zasugerować wewnętrznego potwora, wiemy od spotkania z Hannibalem Lecterem, niektórzy nawet od czasu pewnej przerażającej pacynki w filmie "Magic"; spokojnie, w tej opowieści wszystko pozostanie pod kontrolą błyskotliwego umysłu, pokryte przewrotnym poczuciem humoru Hitcha



- sprawiedliwość oddaną Almie Reville - pani Hitchcock - silnej, utalentowanej kobiecie, której wkład w mężowskie filmy jest nie do przecenienia; pisała i poprawiała scenariusze, uczestniczyła w castingach, montażu, a małżonek ogromnie liczył się z jej zdaniem

tandem Hitchcocków w akcji zawodowej splecionej z prywatnym życiem; rozdmuchany przez wyobraźnię Alfreda kryzys małżeński z pisarzem-scenarzystą i blondynkami w tle zakończony nie tyle hitchcockowską, co hollywoodzką pointą

- jak zwykle znakomitą Helen Mirren odtwarzającą Almę Reville, uroczą w roli Janet Leigh Scarlett Johansson

sensualne przyjemności

- precyzyjnie oddane szczegóły wnętrz oraz strojów przełomu lat 50. i 60.

- słabość Hitchcocka do francuskich czekoladek i foie gras, które sprowadzał do Hollywood z paryskich delikatesów Fauchon i pochłaniał w nocy, gdy dbająca o jego dietę żona spała; (słabość całkowicie zrozumiała; gdybym dysponowała podobnymi środkami, szybko upodobniłabym się wyglądem do Alfreda ;)

przyczepiam się

- charakteryzacja moim zdaniem ukryła Hopkinsa a nie przybliżyła Hitchcocka, jednego i drugiego poszukiwałam usilnie w oczach i trafiałam na ścianę

co wyszło

"Hitchcock" to obyczajowo-rozrywkowy obrazek z życia znanych ludzi, zrealizowany na świetnym poziomie, bez nurkowania w intelektualne głębiny, wpisujący się estetyką, konwencją w tę samą serię, co "Mój tydzień z Marilyn" i "Weekend z królem", o którym następnym razem.

środa, 20 marca 2013

Plusy internetu

Nie, nie, po prostu nie zdzierżę. Miałam dać spokój i zostawić ten kwiatek do uwiędnięcia, jednak on wciąż pachnie i odurza...

Po zobaczeniu "Nędzników" zerknęłam na kilka recenzji internetowych oraz siłą rozpędu na komentarze pod nimi. Znalazłam tam wiele intelektualnych wyzwań, a poniższe było największe:

Aktorowi grającemu Mariusza irytująco trzęsła się bródka przy śpiewaniu.

Od tamtej pory zastanawiam się, dlaczego po obejrzeniu dramatu z wzruszającą muzyką autorka komentarza poczuła potrzebę podzielenia się właśnie tym wrażeniem???

Być może jest to cenne ostrzeżenie dla bródkowych wrażliwców, czy nawet alergików, którzy zostali niniejszym uświadomieni, że gdy Mariusz rozdziawia buzię do śpiewu, powinni wyjść do toalety, poszukać czegoś na podłodze, zdrzemnąć się na chwilę.

Informacja może być również przydatna dla specjalistów od castingów oraz śpiewających aktorów - nad drgającymi brodami należy panować, należy eliminować, gdyż potrafią zirytować widza do tego stopnia, że z całego filmu zapamięta tylko bródkę.

Dzięki owemu komentarzowi na pewno zobaczę "Nędzników" po raz kolejny, gdyż, niestety, wykazałam się kompletnym brakiem spostrzegawczości i przegapiłam ten kluczowy element dramaturgii.

Właśnie dlatego warto czytać recenzje, a jeszcze bardziej komentarze w necie ;)

poniedziałek, 18 marca 2013

Wystawy, wystawy

W domu, wieczorową porą
Bee: W Muzeum Narodowym szykuje się kolejna fajna wystawa.
Spider: Mhmmm...
Bee: Chcesz wiedzieć jaka?
Spider: Noo...
Bee: Moda dziecięca od XVII do XX wieku.
Tu indagowany zrobił krągłe oczy oraz rybi pyszczek.
Bee: A widziałeś kiedyś ubranko dziecięce z XVII wieku???
Spider: Nie widziałem i nie chcę zobaczyć.

Na tę ekspozycję pójdę sama.

środa, 13 marca 2013

Czas żałować róż...



 

Śródmieście... Przywołuje obraz i klimat dziewiętnastowiecznego Wrocławia, po którym wskutek drugiej wojny niewiele pozostało. Należałoby się z nim obchodzić jak z jakim jajkiem Faberge`go a przynajmniej z wielkanocną wydmuszką.... To tu można zobaczyć niezwykłą, półokrągłą kamienicę z bluszczowo-słoneczną secesyjną dekoracją, odrestaurowaną kilka lat temu, właściwie odrodzoną niczym feniks z ... osypanego tynku. Tutaj znajduje się dom Edyty Stein i "jej" kościół Michała Archanioła. Gmach Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej, położony malowniczo nad stawem Parku Nowowiejskiego, ciążący ku ziemi a jednocześnie wyrywający się w górę niczym tłusty Amorek z za małymi skrzydełkami, wygląda dziś jak przed stu laty.


Śródmieście mogłoby być radością dla oka, jak nie przymierzając burżuazyjne paryskie dystrykty. Niezbędnym punktem programu każdej szanującej się wycieczki i ambitnego turysty. Miejscem, do którego ciągną miejscowi po rozrywkę, kulturę i na niedzielne spacery. Na razie jednak zapuszczają się tu gnani wewnętrznym nakazem nieliczni niemieccy turyści, raczej za dnia, raczej w grupach, w poszukiwaniu miejsc, gdzie urodzili się i mieszkali oni sami lub ich przodkowie.




Ten cywilizowany "za Niemca" obszar obecnie zdaje się powracać do ... natury. Przywodzi na myśl dzikie, górskie ostępy, poprzecinane mrocznymi, tajemniczymi wąwozami, kuszące, lecz niebezpieczne ze względu na osypujące się kamienie i głazy (czyt. fragmenty elewacji). Wiele skalnych nawisów (czyt. balkonów) podparto belkami, rusztowaniami, co wbrew pozorom nie uspokaja, lecz poddaje w wątpliwość solidność tych niepodpartych... Większość bram i klatek schodowych przypomina jaskinie, na ścianach których widnieją zagadkowe rysunki, hieroglify, nieskładne próby przełożenia słabo jeszcze wykształconej samoświadomości na język sztuki.

Obszar jest groźny ze względu na pułapki zastawione gęsto przez dzikie zwierzęta z gatunków psów domowych (canis domus). Podobno niektóre osobniki z gatunku homo sapiens zamieszkujące rejon również nie zaliczają się do szczególnie przyjaznych.

Pamiętam, jak na pierwszym roku studiów wybrałam się po raz pierwszy do kina Polonia położonego w sercu dzielnicy. Towarzyszył mi kolega-rdzenny wrocławianin, jak się okazało zaprzyjaźniony z wrocławskim policjantem, ergo uświadomiony na temat charakteru okolicy. Wielkie było moje zdziwienie, gdy ujrzałam go wyszykowanego na wieczór niczym ekranowy twardziel do  kulminacyjnej sceny - w skórzany płaszcz, który pod połami krył... różne narzędzia samoobrony tudzież ataku. Nie przydały się.
Byłam potem niezliczoną ilość razy w Polonii, pełniącej przez jakiś czas funkcje dkfu. Często na dwóch seansach z rzędu, zimą z kocem, gdyż ogrzewanie szwankowało.
Niestety, żadne z trzech śródmiejskich kin nie przetrzymało próby czasu multipleksów. Dla upamiętnienia Lalki i Polonii sale kinowe DCFu (Dolnośląskiego Centrum Filmowego) otrzymały ich imiona.


Polonia - dwa najniższe budynki


Pionier






































Pomimo nadmienionych niedogodności, lubię chodzić po Śródmieściu, oglądać detale zrujnowanych kamienic, patrzeć na toczące się życie, na zakłady szewskie i naprawy rowerów, warzywniaki z najtańszymi jabłkami, cukiernie z tradycjami, sklepiki z odzieżą szytą przez jakieś spółdzielnie. Jakby czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu, trochę jak z powojennej fotografii lub filmu dokumentalnego. (Nawet oznaki współczesności dopasowują się do otoczenia.)
Dzielnica zapomniana przez władze miasta, korporacje i wrocławian zamieszkujących inne rejony. Bieda i zaniedbanie ograniczyły ekspansję sieci fastfoodowych i odzieżowych, galerii handlowych, oddziałów banków i zakonserwowały koloryt innej epoki oraz prostszy, skromniejszy styl życia.


Słyszy się od dawna w lokalnych mediach o niewykorzystanym potencjale, czyta o nadciągającej rewitalizacji okolic Dworca Nadodrze, ale wciąż brak pomysłu i funduszów na przeprowadzenie tej metamorfozy. Remontowane są pojedyncze kamienice, które pysznią się kolorami na tle szaroburej reszty uwypuklając jej mizerię.
Przykro będzie patrzeć, jak za kilka lat osypią się ostatnie płatki gipsowych róż i pukle z secesyjnych głów.

czwartek, 7 marca 2013

Z goździkiem

Noc piękna i młoda, ściany kuchni różowe, grzejniki gorące, Gruyere dojrzały i po północy jeszcze pyszniejszy. Przysięgam, że nie piłam niczego prócz mocnego kakao z miodem lipowym, który to napój (zdradzę w tajemnicy) jest nektarem, ambrozją i eliksirem w jednym i, o dziwo, nie figuruje na żadnej liście używek...

Korzystając z okazji, że wybiła jakiś czas temu północ i nastał TEN dzień, chciałabym życzyć wszystkim Paniom, żeby niezbicie wierzyły, iż są mądre, piękne, wrażliwe, życzliwe, pracowite, zabawne, bo tak jest i już :-)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...