niedziela, 24 marca 2013

Dali w Pompidou


Dziś i jutro ostatnie dni retrospektywy Salvadora Dalego w Centrum Pompidou. Jak przystało na Paryż, wystawa imponuje zawartością, poraża wielkością i przyciąga rzesze.

 

Już mieliśmy wyjeżdżać z Miasta Zarąbistych Ekspozycji darowawszy sobie, gdyż Dali Spidera nie ziębi (efekt nie do zaakceptowania przez kriogenika), mnie nie grzeje (cecha nieprzyjemna dla zmarzlucha), ale lało jak z cebra, zostaliśmy dzień dłużej i postanowiliśmy dać wielkiemu ekscentrykowi szansę, zweryfikować osądy.


Płomiennych uczuć i dreszczy estetycznej rozkoszy nie wzbudził, ale zakolegowałam się z jego poczuciem humoru (przezabawny, absurdalny performans wykpiwający twórczość Mondriana i generalnie sztukę abstrakcyjną), doceniam warsztat, podziwiam koncepcje. Spider jakby trochę zmarzł...

11 komentarzy:

  1. A ja wierzę, że po takim wpatrywaniu się w Dalego coś jednak z naszą wyobraźnią się dzieje, wprawiając w ruch pordzewiałe komórki...tylko już teraz nie wiem, czy je "ziębi" czy też "grzeje":D

    OdpowiedzUsuń
  2. Holly, przydałby się jakiś przyrząd pomiarowy przy bramkach wyjściowych, sczytujący stopień rozgrzania opuszczających wystawy ;)

    Twórczość Dalego zdecydowanie nadaje się do pobudzania neuronów, moje były jednak przetrenowane po wielu innych stymulacjach i zrobiły się wybredne (w Paryżu można sobie pozwolić na luksus wybrzydzania). Na koniec poszły jednak po rozum do... hmm... głowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam dużo sceptycyzmu co Dali'ego, nie bardzo rozumiem dlaczego takie tłumy waliły na tę wystawę? (bardzo to paraliżowało zresztą działalność Centrum, bo ludzie nie wiedzieli, że, żeby wejść na inne wystawy lub spektakle wystarczało szepnąć to tylko cerberowi przy wejściu).
      Podobały mi się właściwie jedynie surrealistyczne przedmioty i obrazy w przedostatniej sali, te które były wariacjami na temat Las Meninas..

      Usuń
    2. Prace inspirowane Las Meninas kojarzę jak przez mgłę, takie są skutki porządnych retrospektyw - pod koniec człowiek ledwie pamięta, jak się nazywa ;) Mnie się podobało kilka prac z ascetyczniej potraktowanym pomysłem czy ideą, a najbardziej "Pies andaluzyjski", do którego Dali wraz z Bunuelem napisał scenariusz. Chyba wolę surrealizm w ruchu...

      Usuń
    3. O, pies andaluzyjski, jak najbardziej! No właśnie, zarzuca się francuskim wystawom, że są zawsze retrospektywne, bez żadnego motywu, wątku przewodniego... Nie jestem pewna, czy to wada, ale fakt, że można się zmęczyć czasem. Ja tym razem najlepiej pamiętam dwie ostatnie sale, ale odpoczęłam porządnie w środku, siadając z koleżanką na pufie i plotkując tak off topic.
      A tak w ogóle nie wiem czemu stałam się anonimką!

      Usuń
    4. Czaro, tak mi się, prawdę rzekłszy, wydawało, że Anonim od Las Meninas to możesz być Ty :) Obszerność paryskich retrospektyw to zdecydowanie zaleta, trzeba tylko mieć świadomość, na co się porywa, szturmować je sposobem, jak Ty fundując sobie miły przerywnik lub dwa podejścia. Munch w ubiegłym roku w Pompidou był zdecydowanie nieretrospektywny, z tezą i dowodami na poparcie, natomiast prawie mnie zabili kolosalną ekspozycją poświęconą tańcowi...

      Usuń
  3. Z moim stosunkiem do Dalego wpisuję się w krąg nie zziębniętych i nie to rozgrzanych. Paryż zdecydowania ma tak dużo do zaoferowania, że wystawa Dalego nie byłaby i moim priorytetem, ale tak przy okazji, z nadmiaru czasu mogłabym obejrzeć. Mam kilka obrazów, na które patrzę z niekłamaną ciekawością i pewnym rodzajem podziwu, a najbardziej podobają mi się te jego obrazy, które mają niewiele wspólnego z surrealizmem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie termicznej obojętności :) To idiotyczne kryterium, historyk sztuki pewnie popukałby się w czoło, a ja naprawdę czekam zawsze na błogie uczucie wewnętrznego ciepła w kontakcie ze sztuką... Zdarza się, zdarza...

      Usuń
  4. A niech się puka w czoło, ja także lubię czuć emocje. I niech sobie to brzmi śmiesznie, czy naiwnie, ale zdarzały się nogi, jak z wart, łezki wzruszenia, przyspieszony puls i żywsze bicie serca.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam Twoją entuzjastyczną recenzję po koncercie Il Divo i chciałam (a potem zapomniałam) podziękować w komentarzu, że tak szczerze podzieliłaś się odczuciami, które wywołał. Wciągnęłam od razu na listę i czekam na kolejną wizytę zespołu w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nogi miały być z waty :) A na koncert warto się wybrać. Szkoda jedynie, że odbywają się one na halach widowiskowo-sportowych, które nie są w stanie zapewnić pewnego rodzaju kameralności występu. Jakież to by było piękne słuchanie dobrej muzyki w pięknym otoczeniu teatralnej sceny. Aczkolwiek widowiskowość takich "masowych" imprez też ma swoje zalety.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...