piątek, 22 marca 2013

Hitchcock

Nie wiem, czy po ostatniej notce powinnam... Może jednak, żeby nie było, że tylko inni wypisują głupstwa, podzielę się kilkoma rozwichrzonymi myślami pofilmowymi.

Obejrzałam ostatnio sporo filmów i uzbierało się tyle wrażeń, że na szczęście wszelkie szanse na szczegółowe analizy przepadły. Zresztą te pozostawiam specjalistom wysokiej próby - Tadeuszowi Sobolewskiemu oraz Tamaryszkowi. Żeby nie było, że kompletnie odcinam się od czytania recenzji w necie.

"Hitchcock"

na co warto popatrzeć

- kulisy realizacji klasyka światowej kinematografii - "Psychozy" (co wiecie z każdej kinowej synopsis), przy okazji na funkcjonowanie ówczesnego biznesu filmowego, m.in. instytucji cenzora dbającego o respektowanie niesławnego kodeksu Hayesa

- zawsze na pasję, odwagę i determinację utalentowanego twórcy, tu sześćdziesięcioletniego, gotowego zaryzykować swoją pozycję zawodową i utratę majątku dla szalonego, niesmacznego zdaniem otoczenia przedsięwzięcia - adaptacji brukowej powieści o psychopatycznym mordercy, którego zbrodnie wstrząsnęły amerykańską opinią publiczną w końcu lat 50.

- fascynację wielkiego reżysera tematem i zbrodniarzem, którego potworne wyczyny z balsamowaniem zwłok, obijaniem mebli skórą ofiar, zawieszaniem w charakterze ozdób wycinanek z ust i twarzy do dziś przyprawiają o dreszcz przerażenia; ekscytacja Hitchcocka wynikała być może z przeczucia?, świadomości?, iż tworzy nowy gatunek filmowy - thriller (który będzie święcił triumfy przez kolejne dziesięciolecia); zbrodnia mogła również trącić w duszy Alfreda struny szaleństwa, okrucieństwa, perwersji, co zdaje się wygrywać Hopkins, a że ten ostatni potrafi genialnie zasugerować wewnętrznego potwora, wiemy od spotkania z Hannibalem Lecterem, niektórzy nawet od czasu pewnej przerażającej pacynki w filmie "Magic"; spokojnie, w tej opowieści wszystko pozostanie pod kontrolą błyskotliwego umysłu, pokryte przewrotnym poczuciem humoru Hitcha



- sprawiedliwość oddaną Almie Reville - pani Hitchcock - silnej, utalentowanej kobiecie, której wkład w mężowskie filmy jest nie do przecenienia; pisała i poprawiała scenariusze, uczestniczyła w castingach, montażu, a małżonek ogromnie liczył się z jej zdaniem

tandem Hitchcocków w akcji zawodowej splecionej z prywatnym życiem; rozdmuchany przez wyobraźnię Alfreda kryzys małżeński z pisarzem-scenarzystą i blondynkami w tle zakończony nie tyle hitchcockowską, co hollywoodzką pointą

- jak zwykle znakomitą Helen Mirren odtwarzającą Almę Reville, uroczą w roli Janet Leigh Scarlett Johansson

sensualne przyjemności

- precyzyjnie oddane szczegóły wnętrz oraz strojów przełomu lat 50. i 60.

- słabość Hitchcocka do francuskich czekoladek i foie gras, które sprowadzał do Hollywood z paryskich delikatesów Fauchon i pochłaniał w nocy, gdy dbająca o jego dietę żona spała; (słabość całkowicie zrozumiała; gdybym dysponowała podobnymi środkami, szybko upodobniłabym się wyglądem do Alfreda ;)

przyczepiam się

- charakteryzacja moim zdaniem ukryła Hopkinsa a nie przybliżyła Hitchcocka, jednego i drugiego poszukiwałam usilnie w oczach i trafiałam na ścianę

co wyszło

"Hitchcock" to obyczajowo-rozrywkowy obrazek z życia znanych ludzi, zrealizowany na świetnym poziomie, bez nurkowania w intelektualne głębiny, wpisujący się estetyką, konwencją w tę samą serię, co "Mój tydzień z Marilyn" i "Weekend z królem", o którym następnym razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...