Nagły przeskok w odmienną porę roku, na inny kontynent. Środek lata w koreańskim Gyeongju. Jakoś tak mi się skojarzyło.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korea. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 9 lutego 2014
wtorek, 1 maja 2012
Dzieciaki koreańskie III
Żeby nie epatować znowu pyzatymi koreańskimi bobasami i kilkulatkami w akcji, zajmę się dziś głównie dorodnymi nastolatkami, ... które nie wyrosły z dziecięcych przebieranek, harców z bronią w ręku oraz zabaw w męża i żonę. Żarty stroję, a młodzi Koreańczycy bardzo poważnie podchodzą do odgrywania przeróżnych scen wskrzeszających przeszłość ich kraju, ukazujących tradycje, obyczaje i dawne, barwne stroje kontrastujące w zaskakujący sposób ze szklano-betonowym kolorem współczesności. Taka koreańska metoda na uatrakcyjnienie historycznych miejsc. Ku uciesze tubylców i turystów.
Miasto Suwon, położone kilkanaście kilometrów na południe od Seulu, może się pochwalić XVIII-wieczną fortecą Hwaseong, wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W tymże mieście, jak obronna tradycja każe, oglądaliśmy pokazy sztuk walki pałką, halabardą, mieczem, pięścią oraz ... drzewem, a w każdym razie czymś przypominającym brzozę z gałęziami zakończonymi grotami. Być może to jakiś koreański wynalazek i znaczący wkład w dziedzinę militariów, jednak temat broni wszelkiej zasadniczo mnie mierzi, więc uprzejmie przepraszam i zarzucam.
![]() |
| Niczym pawie na betonie |
![]() |
| Groźna straż pałacowa |
![]() |
| Zmiana warty |
W skansenie (Korean Folk Village) w Yongin, kilka kilometrów dalej, młodzi ludzie przybliżali odwiedzającym ludową muzykę i taniec, inscenizowali obrządek ślubu, popisywali się ekwilibrystyką i chodzeniem po linie. Większość prezentowanych sztuk wymagała wieloletnich ćwiczeń, więc grzechem byłoby mówić o nich w kategoriach zabawy czy wakacyjnego "dżoba".
Muzykanci byli równocześnie akrobatami. Grali wykonując skomplikowane ewolucje, skoki, obroty, ze szczególnym okrucieństwem eksploatując głowy i szyje, który to proceder pozostawał w bezpośrednim związku z nakryciami ich głów. I tu dochodzimy do tematu na poemat. Czapki członków koreańskiego zespołu ludowego przyćmiły całkowicie te, które zaprezentowali członkowie angielskiej rodziny królewskiej podczas ślubu Williama i Kate. Ba, te czapki zakasowały wszystko, co kiedykolwiek widziałam na ludzkiej głowie. Tamburyniarze nosili toczki z ruchomą anteną zakończoną imponującą kitą z piór lub długą wstążką. Aby utrzymać końcówki w nieustającym, płynnym ruchu, młodzieńcy kręcili i rzucali głowami na wszystkie strony, cały czas grając. Jakość muzyki pewnie trochę na tym ucierpiała, ostatecznie jednak nie wykonywali IX symfonii van Beethovena, tylko rytmiczne, skoczne ludowe "kawałki".
Bębniarze byli najbardziej stateczni i statyczni pośród tej gromadki. Ich heroizm przejawiał się w tym, że w środku upalnego lata wdziali gigantyczne pompony, przypominające kolorowe gałki lodów - skojarzenie z lodami przynosiło pewną ulgę patrzącym.
... zakończoną przeniesieniem oblubienicy w lektyce z domu rodziców do domu małżonka.
Zamieszczenie zdjęcia przedstawiającego koreańskie dyby zaraz po fotach ślubu jest całkowicie przypadkowe ;)
czwartek, 5 kwietnia 2012
Dzieciaki II
Lotosy nie dość, że wyglądają jak nieskazitelne, szlachetne stwory z lepszego świata, elegancko i skromnie kołysząc się na długich łodygach nad bagnistym podłożem, przesłoniętym przez falujące liście, to jeszcze pachną tak subtelnie i delikatnie, że można patrzeć i wąchać taką łąkę godzinami. Popularna w Azji terapia zabijająca wszelkie złe instynkty i ponure myśli ;) Nie dziwota, że Budda przedstawiany jest zwykle leżąc na lotosie, stojąc na lotosie, siedząc na lotosie w dodatku w pozycji lotosu.
Śpiące lotosy również znajdują admiratorów.
W świątyni Bulguksa żaden szanujący się turysta lub pielgrzym nie zapomni o pogłaskaniu sympatycznej dzikiej świni.
Trzeba Wam było widzieć, jak ci dwaj identycznie ubrani, 3-4-letni bracia, zdejmowali sandały, a następnie gorliwie bili w świątyni pokłony, pochylając głowę do podłogi i układając stopy jedną na drugiej, wstając i powtarzając rytuał jeszcze dwukrotnie, koreańskim zwyczajem. Ich dziecięca żarliwość, zwinność połączona z lekkim nieskoordynowaniem ruchów rozbawiły wszystkich obserwujących tę scenę.
![]() |
| Pagody z kamyków układane na szczęście |
![]() |
| W poszukiwaniu cykad |
![]() |
| W Grocie Seokguram |
http://english.visitkorea.or.kr/enu/SI/SI_EN_3_6.jsp?cid=255885
sobota, 31 marca 2012
Dzieciaki
Ostatnio przeglądałam po raz kolejny zdjęcia z Korei Południowej, co lubię robić, gdyż wakacje w tym kraju były pod każdym względem cudne, i "rzuciło mnie się na oczy", iż z uporem maniaka fotografowałam małych Koreańczyków.
W pałacu królewskim Gyeongbak w Seulu...
... uczestnicy szkolnej wycieczki oznakowani żółtymi T-shirtami wykazywali niezwykłe zainte-resowanie architekturą i sztuką.

Przed wejściem do świątyń i pałaców obowiązkowo zdejmuje się buty.
Gdy zwiedzaliśmy pałac Changdeok, lało jak z cebra. Przebiegaliśmy w popłochu dziedzińce, trzymaliśmy się kurczowo krytych korytarzy i tłoczyli na werandach.
Tymczasem najmłodszy turysta w grupie był zachwycony warunkami pogodowymi. Zanegował parasolkę, zrzucał płaszcz przeciwdeszczowy, na ile zapięcie pozwoliło, wychylał się spod daszku.
Pulchne rączki bynajmniej nie wyciągały się do mamy, lecz do interesującego zjawiska meteo-rologicznego - płynącej z góry wody. To była totalna fascynacja, wręcz amok :)
Oto kolejny przykład dziecięcego zafascynowania wodą, płynącą inaczej. Chłopina w koszulce w paski, kompletnie przemoczony mimo słonecznego dnia, biegał z jednego brzegu strumienia Cheong-gyecheon na drugi niczym na haju, prawie strącając ludzi usiłujących zmieścić się obok niego. Niewielu zdecydowało się wejść mu w drogę. Gdy się zmęczył, zeskakiwał dla ochłody do wody.
W pałacu królewskim Gyeongbak w Seulu...
... uczestnicy szkolnej wycieczki oznakowani żółtymi T-shirtami wykazywali niezwykłe zainte-resowanie architekturą i sztuką.

Przed wejściem do świątyń i pałaców obowiązkowo zdejmuje się buty.
![]() |
| Kontemplacja (w) parku |
Gdy zwiedzaliśmy pałac Changdeok, lało jak z cebra. Przebiegaliśmy w popłochu dziedzińce, trzymaliśmy się kurczowo krytych korytarzy i tłoczyli na werandach.
Tymczasem najmłodszy turysta w grupie był zachwycony warunkami pogodowymi. Zanegował parasolkę, zrzucał płaszcz przeciwdeszczowy, na ile zapięcie pozwoliło, wychylał się spod daszku.

Pulchne rączki bynajmniej nie wyciągały się do mamy, lecz do interesującego zjawiska meteo-rologicznego - płynącej z góry wody. To była totalna fascynacja, wręcz amok :)
Oto kolejny przykład dziecięcego zafascynowania wodą, płynącą inaczej. Chłopina w koszulce w paski, kompletnie przemoczony mimo słonecznego dnia, biegał z jednego brzegu strumienia Cheong-gyecheon na drugi niczym na haju, prawie strącając ludzi usiłujących zmieścić się obok niego. Niewielu zdecydowało się wejść mu w drogę. Gdy się zmęczył, zeskakiwał dla ochłody do wody.
![]() |
CDN. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)










































