niedziela, 31 lipca 2016

Nieudana próba

Po wielu latach niebytności i ignorowania światowej klasy zabytku, który mamy pod nosem, wybraliśmy się dziś zwiedzić Bazylikę Św. Jadwigi w Trzebnicy. Znakomitość dzieł sztuki malarskiej, rzeźbiarskiej, snycerskiej wypełniających Sanktuarium po prostu zapiera dech. Dokładne obejrzenie wszystkiego wymaga ... naprawdę dużo czasu. Spider zaczął się nudzić po pół godzinie, więc postanowiłam ponowić próbę zarażenia go wiadomym bakcylem. W końcu z Niunią tak dobrze mi poszło.

- Tylko popatrz na to niezwykłe ujęcie postaci Jadwigi dźwigającej głowę z ozdobnej poduszki na sarkofagu... - nawijałam - ... spójrz na ten gotycki portal pozostawiony wspaniałomyślnie przez amatorów baroku i rokoko... na tę Marię z dzieciątkiem, która ma twarz prerafaelickiej piękności...
- Mnie się bardziej podoba tamten obraz - przemówił wreszcie.
- A dlaczego? Co ci się w nim podoba? - uczepiłam się wątłej nici, żeby dotrzeć do części umysłu ścisłego odpowiadającej za odbiór sztuki i wpuścić malutkiego intruza.
- Jest duży i wszystko dobrze widzę.

Nie, nic z tego. Nadal odporny. Trzeba było zabrać Niunię, miałabym z kim powymieniać spostrzeżenia. ;)





wtorek, 26 lipca 2016

Z życia Niuni i Europejskiej Stolicy Kultury

Niunia pojechała na wakacje do babci, gdzie odwiedziła jedną z cioć.
Początek wizyty. Dziecię stoi w pokoju i przygląda się obrazkom na ścianach.

- Ciociu? Czy to jest sztuka?
- Yyy... Chyba tak...
- A dlaczego masz tylko dwie sztuki?
- Tak jakoś wyszło...
- Mało masz sztuki.

Wydaje mi się, że po tym incydencie można ostatecznie potwierdzić diagnozę: Niunia jest zainfekowana sztuką. I niechaj się tego wirusa nigdy nie pozbędzie. :) 

***

Przy tej okazji polecam Biennale Młodej Sztuki Europejskiej w pawilonie wystawowym przy Hali Stulecia. Naprawdę dużo interesującej sztuki. Dajcie się zarazić. 







sobota, 16 lipca 2016

Sfinks i koliber

"Marylin i Marlena" w Hali Stulecia, czyli ekspozycja kolejnego fragmentu kolekcji fotografii Miltona Greena zakupionej przez Wrocław kilka lat temu. Wystawa nieduża (do kilkukrotnego obejrzenia w godzinę), pozwalająca zajrzeć w oczy dwóch wielkich gwiazd i sporo w nich zobaczyć, jak również docenić talent i kreatywność fotografa.



Dietrich na zdjęciach Greena z lat 50. jest zachwycająco piękna i nieodgadniona niczym sfinks. Nie odsłania siebie prywatnej. Z jej twarzy nie można wyczytać żadnych uczuć. Czasami pozwala sobie na uwodzicielską, wyzywającą minę kobiety-wampa. Wszystko w zgodzie ze standardami kina lat 20. i 30. oraz polityką przemysłu filmowego, który kreował niedostępne dla śmiertelników gwiazdy, kobiety doskonałe, żyjące miłosnymi uniesieniami, śpiące w wieczorowych sukniach na futrach z norek, jedzące tylko kawior i nie korzystające z toalet (w ogóle!;). Tylko ujęcia eksponujące słynne nogi i jedwabiste niczym z reklamy włosy przesłaniające twarz mówią pośrednio o strachu przed starzeniem się i końcem kariery filmowej.

Marylin na każdej fotografii jest inna. Odsłania się całkowicie, mieni kolorami kolibra. Bywa gwiazdą i dziewczyną z sąsiedztwa, seksbombą i kruchą kobietą z krwi i kości, jednocześnie wyzywającą i niewinną, smutną i frywolną, kapryśną i miłą.

Dzieliło je 25 lat różnicy wieku, pochodzenie, wychowanie, charaktery. Łączył zawód, który wykonywały, zachwyt publiczności dla ich urody, talentu i uzależnienie od tego zachwytu.

Marlena przeżyła 91 lat, Marylin 36. Wiadomo! Sfinksy żyją dłużej...


  

poniedziałek, 4 lipca 2016

Nadal gwarzymy

***

NIUNIA (patrząc nostalgicznie w deszczowe okno): Skoda, ze magia nie istnieje... ( po chwili) Ale jest psecies magia miłości!


***

Spider i Bee w samochodzie stoją na światłach przy Muzeum Narodowym.
BEE: Gapisz się na nogi tej dziewczyny? (Niezłe, odkryte na prawie całej długości i w czerwonych szpilkach. Też się gapiłam.)
SPIDER: Nieee... na ten pomnik za nią.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...