wtorek, 26 lutego 2013

Celebryta

Wiadoma parka spaceruje wieczorem po Ostrowie Tumskim. Przez bramę i dziedziniec Papieskiego Wydziału Teologicznego wchodzi do niewielkiego, pokrytego czystym śniegiem, pustego parku nad Odrą. Jest bardzo romantycznie, więc ma miejsce całus postwalentynkowy. Po czym Spider stwierdza:

- Wiesz, jako osoba publiczna (że niby zaczął mu się nowy semestr i wykłady, niekoniecznie na w/w uczelni) muszę ograniczyć tego typu aktywności w miejscach ogólnodostępnych...

środa, 20 lutego 2013

Jak Spider znalazł swoją piosenkę, czyli recepcji "Nędzników" ciąg dalszy

Entuzjazm bywa zaraźliwy.
Spider pokiwał głową nad moją recenzją, posłuchał w internecie muzyki z filmu, zobaczył wywiady z twórcami.
- Chyba jeszcze raz bym to obejrzał - stwierdził.

Od kilku dni chodzi i podśpiewuje fragment z początkowego Work Songu:

Look down, look down,
you`ll always be a slave.
(Spuść wzrok, spuść wzrok,
Zawsze będziesz niewolnikiem.)

Pracuś znalazł swój hymn ;)


sobota, 16 lutego 2013

The day before you came...

Urocza przeróbka przeboju ABBY...


I must have left my house at eight, because I always do.
My train, I'm certain, left the station just when it was due.
I must have read the morning paper going into town,
And having gotten through the editorial, no doubt I must have frowned.
I must have made my desk around a quarter after nine,
With letters to be read, and heaps of papers waiting to be signed.
I must have gone to lunch at half past twelve or so;
The usual place, the usual bunch,
And still on top of this I'm pretty sure it must have rained,
The day before you came.

I must have lit my seventh cigarette at half past two,
And at the time I never even noticed I was blue.
I must have kept on dragging through the business of the day,
And without really noticing, I must have shut a part of me away.
At five I must have left; there's no exception to the rule,
A matter of routine, I've done it ever since I finished school.
The tube back home again,
Undoubtedly I must have read the evening paper then.
Oh yes, I'm sure my life was well within its usual frame,
The day before you came.

Must have opened my front door at eight o'clock or so,
And stopped along the way to buy some Chinese food to go.
I'm sure I had my dinner watching something on T.V.
There cannot be a sitcom or a game show that I've never seen.
I must have gone to bed around a quarter after ten;
I sleep so much these days, I need to be in bed by then,
Or maybe I read a while,
The latest one by Declan Gunn or something in that style.
It's funny, but I had no sense of living without aim,
The day before you came.

And turning out the light,
I must have yawned and dreamt my way through yet another night,
And rattling on the roof I maybe heard the sound of rain,
"I love the rain."
The day before you came.

(Tekst z youtube`a)

czwartek, 14 lutego 2013

Nędznicy Les Miserables (of course)

Współczesne kino, jakie najchętniej oglądam, niezależne, skromne, arthouse`owe, mówi szeptem. Uczuć i motywacji bohaterów trzeba się dopatrzyć w ich pokręconych snach lub codziennej krzątaninie, gestach, zbliżeniach twarzy. Dialogi niczego nie wyjaśniają, akcja się nie posuwa, by zacytować klasyka - "nuda".

Przypadek sprawił, że wybraliśmy się do kina na "Nędzników" w wersji Toma Hoopera opartej na musicalu Boublila i Schonberga, bazującym na powieści Hugo. I dostałam obuchem w głowę. Stężenie wyśpiewywanych na całe gardło, nazywanych po imieniu intymnych przeżyć, moralnych rozterek, miłosnych wzlotów i rozczarowań sięga zenitu w co drugiej scenie. Wzruszyłam się i poryczałam niezliczoną ilość razy. Urok i przywilej gatunku.

Musical okazał się niezłym medium do pokazania wielce dramatycznego, mało prawdopodobnego splotu wydarzeń, szlachetnych i szkaradnych bohaterów, niby-prostych prawd o miłości bliźniego i potrzebie zmiany świata, zarysowania sytuacji społecznej i politycznej ówczesnej Francji. W musicalu wzniosłość i uczuciowość nie razi. Prawo gatunku.



Tom Hooper, doświadczony reżyser filmów historycznych i kostiumowych, m.in.  oscarowego "Jak zostać królem", telewizyjnej "Elżbiety I" z Helen Mirren, czy doskonałego siedmioodcinkowego serialu  HBO "John Adams" o drugim prezydencie Stanów Zjednoczonych, poradził sobie ... śpiewająco z trudną materią "Nędzników". To przede wszystkim majstersztyk realizacyjny, fascynujący precyzją, dynamizmem i rozmachem. (Może nieco przesadził z powtarzaniem efektownych ujęć od intymnego szczegółu do szerokiej perspektywy z lotu ptaka.) W moim rankingu widowiskowych scen najwyżej plasuje się pierwsza - wciągania linami przez więźniów żaglowca do potężnego doku oraz powstawanie barykady na paryskiej ulicy, gdy z okien kamienic lecą łóżka, stoły, krzesła, pianino formując błyskawicznie zator i "pole walki" rewolucjonistów. (Przebudowa Paryża w połowie XIX wieku przez barona Haussmanna na polecenie  Napoleona III, wyburzanie całych dystryktów wąskich ulic, wytyczanie w ich miejsce szerokich bulwarów miało na uwadze nie tylko względy estetyczne i higieniczne, ale również militarne - utrudnienie potencjalnych działań rewolucyjnych).



Widowiskowość nie przesłoniła jednak bohaterów, ich dramatycznych zmagań z życiem, ideałów, które symbolizują. Co jest z pewnością również zasługą znakomicie dobranej obsady. (Hooper zazwyczaj współpracuje z genialnymi aktorami, dość wymienić Colina Firtha, Mirren, Paula Giamattiego i Laurę Linney z "Johna Adamsa".)

Hugh Jackman (od czasu "Swordfish" uważam go za największego przystojniaka Hollywoodu, któremu Brad Pitt niegodzien wiązać trampek; z góry przepraszam za to płytkie i zbędne wtrącenie) jest tak przekonujący w roli Jeana Valjeana, że nie zdziwiłoby mnie, gdyby otrzymał za tę kreację kolejną nagrodę w postaci Oscara. Prawdziwy i wzruszający w wyśpiewywanych frazach, ani razu nie osuwa się w patos czy przesadę(Jaka szkoda, że producenci "Mamma mia!" nie wpadli na obsadzenie go w miejsce drewnianego Pierce`a Brosnana.)

Nominowana i nagradzana za rolę Fantyny Anne Hathaway śpiewogra znakomicie, w kilku momentach wznosi się jednak w tak wstrząsające rejestry, że ... trudno tam za nią podążyć.

Russell Crowe zagrał zbyt oszczędnie, więc nie ma o czym pisać.

Wypada wspomnieć o Helenie Bonham Carter i Sachy Baron Cohenie, którzy brawurowo wcielili się w groteskowo potraktowane małżeństwo Thenardierów wnosząc komiczny ton do opowieści.



Reasumując, drogie Panie, Walentynki są być może jedyną okazją, aby zwabić ukochanych na "Nędzników", pamiętajcie tylko o wodoodpornej mascarze. Drodzy Panowie, nie zabierajcie zegarków.

Reszta jest muzyką.

środa, 13 lutego 2013

W kinie


Po obejrzeniu "Nędzników" Bee zapytuje Spidera, który do pierwszych minut nie był świadom, że wybrał się na musical, dziwnie się kręcił podczas seansu oraz zerkał na zegarek:
- Jak ci się podobał film, Pajączku?
- Jakby trochę ... prześpiewany.

czwartek, 7 lutego 2013

Test

Przed przybyciem gości Bee malując przed lustrem rzęsy zapytuje mijającego otwarte drzwi łazienki Spidera:
- Jak wyglądam?
- Jak rusałka - odpowiada nie stanąwszy, nie spojrzawszy.
- Eee... to znaczy?
- Pięękniee!

"No tak  - konstatuje Bee pudrując nos - po latach małżeństwa nadchodzi taki moment, gdy żona staje się dla męża niewidzialna, prze-zro-czy-sta."

- A co mam na sobie? - woła.
- Yyy... dżinsową sukienkę, czerwone rajtuzy i fioletową bluzeczkę - dobiega z kuchni.

Szczegóły nie do końca się zgadzały, bo dżinsowa była spódnica, bluzka miała kolor niebieski a rajstopy różowy, ale nie wymagajmy cudów, test zaliczony. Wciąż mu się przemazuję przez pole widzenia jako barwna plama :)

poniedziałek, 4 lutego 2013

Tu Bee or not tu Bee

Wciąż tu jestem, we Wro, boso i w podkoszulku w niebiańsko ciepłym (niektórzy goście twierdzą nawet, że upalnym, a inni tylko w milczeniu zdejmują sweterki) pachnącym mojością mieszkaniu. Czytam, oglądam i patrzę, słucham i konwersuję, piszę, gdy poczuję, że muszę, bo chcę :) Popijam zieloną herbatę, wykańczam zapasy serów przytargane z Francji, otwieram ostatni słoiczek gęsich wątróbek. Odnajduję na komputerze Spidera, w zagubionych katalogach zgranych z emerytowanego laptopa, zapomniane fotografie przyzywające wspomnienia i zachęcające do stworzenia nowych. Za jakiś czas. Na razie nigdzie się nie wybieram.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...