poniedziałek, 4 lutego 2013

Tu Bee or not tu Bee

Wciąż tu jestem, we Wro, boso i w podkoszulku w niebiańsko ciepłym (niektórzy goście twierdzą nawet, że upalnym, a inni tylko w milczeniu zdejmują sweterki) pachnącym mojością mieszkaniu. Czytam, oglądam i patrzę, słucham i konwersuję, piszę, gdy poczuję, że muszę, bo chcę :) Popijam zieloną herbatę, wykańczam zapasy serów przytargane z Francji, otwieram ostatni słoiczek gęsich wątróbek. Odnajduję na komputerze Spidera, w zagubionych katalogach zgranych z emerytowanego laptopa, zapomniane fotografie przyzywające wspomnienia i zachęcające do stworzenia nowych. Za jakiś czas. Na razie nigdzie się nie wybieram.




6 komentarzy:

  1. Miewam... podobnie; gdyby nie to, że jednak wolę kapciuszki, domowy pasztecik od ichnich foie gras, a części ciała trzymam przy sobie (nie koniecznie w witrynie) w razie...gdyby mi się odmieniło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poproszę w takim razie uprzejmie o przepis na pasztecik, coby przywiązać się jeszcze mocniej do domowych pieleszy i nie wyruszać w świat za delicyjami. Czy "części ciała przy sobie" mogę interpretować jako niewystawianie nosa na balkon? ;)

      Usuń
  2. Niektórzy nazywają taki stan "ładowaniem baterii" przed kolejną wyprawą albo, zimową hibernacją...ale jestem pewna, że gdy tylko pierwsze promyki wiosny prześwietlą nadwrocławską stratosferę, rozgrzeją się skrzydełka Bee i gdzieś tam odleci, w nieznane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Holly, rzeczywiście paryskie ciemności (od jesieni 2012 czuję się uprawniona do stosowania tego związku frazeologicznego zamiennie z "egipskimi ciemnościami") doszczętnie rozładowały mi baterie słoneczne. Właśnie zapytałam S., czym można zastąpić taką baterię, odparł, że możliwości jest wiele, ale polecałby mi podłączenie się pod elektrownię jądrową ;)

      Usuń
  3. Takie "być" jest czasem bardzo potrzebne:) Żeby zatęsknić za podróżą:)
    Co do wieszania:) - mam podobnie:) Nie mogę się zdecydować na wybór zdjęcia, obrazu, ramki, a później miejsca na ścianie:) Ale w obecnym naszym domu jest inaczej - wybór miejsc wieszania ozdób był bardzo prosty - wszystko co wisi zakrywa tak zwane "puszki prądu", takie hmmm... paskudne okrągłe plastikowe kółka, za którymi kryją się prądowe kable:) Bo instalacja jest starego typu:) Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  4. Anex, sukurs przyszedł zatem do Ciebie z nieoczekiwanej strony i wybawił z części obrazowych mąk :) Stare domy mają wiele zalet :)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...