sobota, 9 lipca 2011

Co porabiają Japończycy

Dzień Japończyka Kawalera

Kawaler często mieszka samotnie w wynajmowanym mieszkaniu w mieście, do którego przyjechał za pracą. Pobudka skoro świt. Na śniadanie proste a smaczne danie - gorący ryż zmieszany z sosem sojowym i surowym jajkiem – czas przygotowania 30 sekund. Nieocenione zasługi na polu żywienia kawalerów oddają parowniki ryżu z funkcją programowania czasu włączenia. Uruchamia się takie urządzenie o 5:30 nad ranem, a o 6:00 ryżowe opary informują nos właściciela, że podstawowy składnik śniadania - gotowy.

Reasumując - parownik budzi, zastępuje kobietę w przygotowaniu posiłku, niestety, nie podejmuje rytualnej wymiany zdań. Nieżonaty Japończyk musi obyć się bez itekimasuiterashiai. Chyba że któraś z japońskich firm poszła po rozum do głowy i w ostatnich latach wypuściła na rynek modele z funkcją mówienia.

Kawaler pracuje do 11:30, kiedy to udaje się z kolegami z pracy do pobliskiego baru lub firmowej kantyny. Lunch polega na milczącym zespołowym wiosłowaniu pałeczkami w tempie olimpijskiej osady wioślarskiej. Dotarcie do miejsca konsumpcji, konsumpcja i powrót zajmuje około 15 minut.
Praaca, praaca. Wydawać by się mogło, iż najsłynniejszym w świecie pracoholikom upływa w tempie podobnym do spożywania posiłków, tymczasem wykonywana jest powoli, statecznie, przeplatana licznymi naradami, konsultacjami, ukradkowym surfowaniem po Internecie ze szczególnym uwzględnieniem stron poświęconych obnażonym paniom. Pracoholizm przejawia się w długości dnia pracy, który niczym guma rozciąga się do godz. 20, 21, 22.

Kolacja to często integracja z towarzyszami niedoli w jednej z licznych restauracji w amerykańskim stylu, gdzie podają duże porcje mięsa z ryżem, albo w tradycyjnej japońskiej jadłodajni, serwującej w swojskim bałaganie michy ramenu lub udonu, czyli bulionu z makaronem, plasterkami bekonu, krążkami pora, wodorostami itd.

Powrót do domu ... na pewno przed północą. Prysznic, telewizyjny program rozrywkowy, nie wymagający pomyślunku czy koncentracji, polegający na tym, że prowadzący robią z siebie kompletnych pajaców.

Dzień Żonatego Japończyka z Małymi Dziećmi

Pobudka skoro świt, na śniadanie senny ryż i zupa miso z tofu w towarzystwie sennej żony. Ceremonia wyprawienia z domu. Praca, praca, praca, piętnastominutowy lunch polegający na zespołowym wiosłowaniu pałeczkami w tempie olimpijskiej osady wioślarskiej. W związku z długą praktyką osiągane są w tej dyscyplinie coraz lepsze wyniki. I jak w sporcie obowiązuje zasada: im szybciej, tym lepiej. Pewien profesor medycyny chełpił się przed początkującymi lekarzami, iż połyka obiad w ciągu trzech minut i wzywał kolegów do rywalizacji... Profesor był specjalistą od neurochirurgii, więc może nie znał się na żołądku...

Praaca, praaca, praaaaca. Wydawać by się mogło, iż upływa w tempie podobnym do spożywania posiłków, tymczasem wykonywana jest powoli, statecznie, przeplatana naradami, konsultacjami, w których ze słuchającego i potakującego awansowało się na wyłuszczającego racje. Surfowanie po Internecie - strony z obnażonymi paniami – czemu nie? Powrót do domu w godzinach wieczornych, prysznic, kolacja w towarzystwie małżonki, przy wtórze oddechów śpiących dzieci, praca domowa na służbowym laptopie, przy sprzyjających wiatrach - telewizyjny program rozrywkowy, w którym prowadzący robią z siebie kompletnych idiotów...

Dzień Żonatego Japończyka z Odchowanymi Dziećmi

Pobudka skoro świt, senny ryż i zupa miso z tofu na śniadanie w towarzystwie śniętej małżonki, ceremonia wyprawienia z domu. Praca, praca, piętnastominutowy lunch polegający na zespołowym wiosłowaniu pałeczkami w tempie olimpijskiej osady wioślarskiej, choć żołądek coraz częściej odmawia posłuszeństwa. Praaaaaaacaaaaa. Powoli, statecznie, narady, konsultacje, wypracowana przez lata pozycja zawodowa z liczącym się lub decydującym głosem. Strony pełne obnażonych pań w Internecie coraz rzadziej. Powrót do domu w godzinach wieczornych, prysznic, kolacja w towarzystwie małżonki, czasem praca domowa przy biurowym laptopie, częściej telewizyjny program rozrywkowy, którego prowadzący uwielbiają robić z siebie pajaców...

czwartek, 7 lipca 2011

Co porabiają Japonki

Nihon Anno Domini 2000-2002, czyli ciąg dalszy dalszego ciągu

Dzień Niezamężnej Japonki

Przedstawicielki tej grupy społeczeństwa zakończyły już edukację, najczęściej mieszkają z rodzicami i pracują zawodowo, a ich dzień powszedni wygląda mniej więcej tak: pobudka skoro świt, praca, praca, dziesięciominutowy lunch, praca, praca, praca, wieczorny powrót do domu, kolacja z mamą i tatą, telewizja, sny o zamążpójściu.

Weekend przedstawia się dużo ciekawiej: lunch z przyjaciółkami, zakupy w modnych domach handlowych, muzeum, kino, gorące źródła, czyli niezwykle popularne w Japonii onseny. Od czasu do czasu wypad do Tokio, o ile już tam nie mieszkają, na zakupy, lunch, wystawę.

Dzień Zamężnej Japonki z Małymi Dziećmi

Spełnił się sen o zamążpójściu. Jak niepisany zwyczaj każe, zamieszkały z poślubionym, zaszły w ciążę, porzuciły pracę, urodziły, zaszły w ciążę, urodziły. Wiele powtórzyło tę sekwencję po raz trzeci. Ich dzień powszedni toczy się następująco: pobudka skoro świt, śniadanie i bento dla męża, iterashiai, śniadanie i benta dla pociech, iterashiai, te ostatnie do przedszkola i/lub szkoły, zakupy w supermarkecie, pranie, samotny lunch, seriale telewizyjne, dzieci ze szkoły, unikanie sprzątania, szykowanie kolacji dla męża, dziesięciominutowa rozmowa ze strudzonym małżonkiem, sny o seksie.
W weekend sytuacja ulega niejakiej poprawie, a w grę wchodzą: rodzinny lunch w sieciowej restauracji (zwanej famu resu od angielskiego family restaurant) lub barze sushi (dzieciaki to uwielbiają), odwiedziny u dziadków (dziadkowie to uwielbiają), zimą onsen (wszyscy to uwielbiają), zakupy w drogim domu handlowym (żony ... wiadomo).

Dzień Zamężnej Japonki z Odchowanymi Dziećmi

Przedstawicielki tego gatunku wypuściły już pociechy w świat, pogodziły się ze śladową obecnością mężów w ich życiu i zaczęły korzystać z jego uroków. W dni powszednie wstają skoro świt, śniadanie dla męża, iterashiai, pranie, zakupy w supermarkecie, do tej pory wszystko idzie utartym od lat torem, ale już od godziny jedenastej zaczyna zbaczać z kursu - umawiają się na lunch z koleżankami poznanymi na przeróżnych kursach, a uczęszczają na kursy ikebany, ceremonii parzenia herbaty, ceramiki, kaligrafii, jogi, malarstwa olejnego i akwareli, angielskiego, francuskiego, historii, geografii, malowania porcelany, robienia broszek z pestek i ziaren, gry na pianinie, na skrzypcach, gotowania, pieczenia, tańców klasycznych, latynoamerykańskich, ludowych, indonezyjskich itd., itp. W żadnym chyba innym kraju na świecie nie ma takiej obfitości oferowanych kursów i tylu chętnych do uczestniczenia w nich. Niektóre słomiane wdowy chodzą na masaże stóp, shiatsu (punktowe uciskanie) głów, pleców, odczytywanie aury.

Późnymi popołudniami wracają do domów utrudzone i szczęśliwe, unikając sprzątania oglądają telewizję, szykują kolacje dla mężów, w nocy śnią im się angielskie słówka, kroki tanga i kwiaty z węgierskiej porcelany.

W weekendy składają wizyty dzieciom w odległych miastach, do których docierają błyskawicznie superekspresami (shinkansenami). Przemierzają Japonię wzdłuż i wszerz, aby zobaczyć sławne szintoistyczne i buddyjskie świątynie. Nie przepuszczą żadnej głośniejszej wystawy w muzeach Tokio, Osaki czy Jokohamy. Wiosną jeżdżą do Kioto podziwiać kwitnące wiśnie, jesienią czerwone liście klonów, zimą wygrzewają się w onsenach. Niektórym towarzyszą w tych poczynaniach mężowie, większości przyjaciółki. Samoloty Japan Airlines czy All Nippon Airways lecące w różne zakątki Europy są wypełnione głównie nie pierwszej młodości Japonkami, które pragną zobaczyć Paryż, Rzym, Pragę...

sobota, 2 lipca 2011

Gdy samuraj spotka gejszę...

Zapisków Nihon Anno Domini 2000-2002 cd.

DWA ŚWIATY
Zbanalizowane twierdzenie, iż mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus, znajduje doskonały wyraz i pełne potwierdzenie w Japonii. W Kraju Wschodzącego Słońca nadal w dużym stopniu obowiązuje tradycyjny podział ról, a Japończycy i Japonki żyją na różnych planetach, które łączą małe promy kosmiczne - dzieci.

Japończycy to samuraje, walczący o przetrwanie:
1) swoje w firmie,
2) firmy na rynku,
3) Japonii w gospodarczej czołówce świata,
4) wysokiej stopy życiowej rodziny.

Japonki to gejsze, które:
1) nawet bez warstwy białej szminki na twarzach wyglądają tajemniczo,
2) mówią przeraźliwie wysokimi głosami, które na odległość kilkudziesięciu metrów nie powinny pozostawiać wątpliwości co do ich kobiecości oraz uroku osobistego,
3) nawet w spodniach chodzą, jakby ich nogi krępowało potwornie obcisłe kimono,
4) w wolnych chwilach uprawiają tradycyjne sztuki - kaligrafię, ikebanę, ceremonię parzenia herbaty - wymagające skupienia, płynności ruchów i gracji,
5) starają się (z różnym skutkiem) być delikatne, zgodne, usłużne, czyli w tradycyjnym rozumieniu – kobiece.

RĘCE PRECZ

W japońskich filmach oraz serialach uderza fakt, że płcie przeciwne unikają fizycznego kontaktu. Scena aż się prosi, aby on ją pocałował, żeby ona przytuliła się do niego, ale co to, to nie... Japońscy kochankowie, małżonkowie oraz narzeczeni zarówno w romantycznych jak i dramatycznych okolicznościach trzymają się na bezpieczną odległość. Gdy w jednym z filmów mąż poklepał żonę po ręce, aktorka odegrała zdumienie: "Dotknął mnie… Świat się kończy…"

"Podobnie jest w życiu" – potwierdza pani Sato (57 lat), a jej bratanica – Yumiko (24 lata) dodaje, że wśród młodego pokolenia relacje damsko-męskie zmieniają się powoli i w niewielkim stopniu. Jedynie na ulicach wielkich miast, na terenie kampusów uniwersyteckich można zaobserwować pary obejmujące się, trzymające za ręce. Ich zachowanie wydaje się jednak płynąć bardziej z chęci naśladowania zachodnich obyczajów, niż z wewnętrznej potrzeby. Brak w nim naturalności, spontaniczności. Wśród starszego pokolenia taka uliczna wylewność nie zdarza się. Jeśli już małżeństwo z dwudziestoletnim stażem wyjdzie razem na spacer lub po zakupy, żona truchcze pół metra za pędzącym mężem, usiłując dotrzymać mu kroku. Jeżeli szintoistyczne bóstwa obdarzyły ją wolno chodzącym mężem, trzyma się przy jego boku, jednak z zachowaniem przyzwoitej odległości.

GŁOWA RZĄDZI SZYJĄ

Typowe dla pokolenia pięćdziesięcio-, sześćdziesięciolatków jest podporządkowanie trybu życia żony potrzebom i wymaganiom małżonka. On zarabia na utrzymanie rodziny, zapewnia ryż powszedni i torebki od Louisa Vuittona, więc jako przysłowiowa głowa dyktuje reguły domowego życia. Panie gotują tylko to, co lubią spożywać mężowie, zaopatrują lodówkę w ich ulubione produkty (niechby spróbowało zabraknąć piwa!:), spotykają się z przyjaciółkami i uczęszczają na kursy, jedynie gdy głowa ciężko pracuje. W weekendy pozostają do wyłącznej dyspozycji męża. Powszechnym zjawiskiem jest wstawanie niepracujących żon skoro świt - razem ze śpieszącymi do pracy mężczyznami. Nawet kiedy dzieci wyfruną z domu i utrudzona ich wychowaniem Japonka mogłaby powylegiwać się dłużej w łóżku - nic z tego! Musi przygotować śniadanie oraz na wynos bento – pudełko z lunchem. Mężowie-niejadki, którzy nie konsumują śniadań, a do tego zadowalają się bentem przygotowanym w poprzedni wieczór, nie darują jednakże małżonce tradycyjnego pożegnania, które jest gwarancją szczęśliwego powrotu do domu.
ON: Itekimasu. (Wychodzę.)
ONA: Iterashiai. (Wracaj szczęśliwie.)

Niektóre Japonki wstają tylko na ów doniosły moment opuszczenia domu przez Japończyka, po czym wskakują jeszcze na godzinę lub dwie do łóżka. Te, które nie potrafią ponownie usnąć i te, które szintoistyczne bóstwa obdarzyły mężem wymagającym co rano świeżego miso, świeżego benta oraz żony tchnącej na świeżym wydechu: Iterashiai, całymi latami chodzą niewyspane. Do tego zimą zmarznięte na kość. Podczas gdy małżonek po przybyciu do biura skwapliwie uruchamia wszelkie dostępne grzałki, klimatyzacje i wygrzewa się cały dzień w ich gorących podmuchach, jego kobieta, zamiast polegiwać w ciepłym łóżku, krząta się po zimnych kątach mieszkania, wyciera zmrożone kurze, rozwiesza lodowate pranie, cały czas oszczędzając na prądzie i nafcie. W chwilach kompletnego skostnienia umysłowego pozwala sobie uruchomić na piętnaście minut cuchnący piecyk. Około południa zdana jest już tylko na promienie słońca, które zdaniem Japończyków (prócz tych z mroźnego Hokkaido) stanowi również zimą źródło ciepła wystarczające do podtrzymania funkcji życiowych oraz motywuje do domowych oszczędności.

Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, iż po powrocie mężczyzny z biura, małżonkowie oszczędzają dalej wspólnie. Późnymi wieczorami pozwalają sobie na luksus skorzystania z kotatsu, czyli skrzyżowania niskiego stołu z grzałką, służącego do utrzymania właściwej ciepłoty dolnych partii ciała. Jego (kotatsu) użytkowanie u młodszych par może prowadzić do pełnej harmonii oraz powiększenia rodziny przed następną zimą, u par starszych prowadzi często do dużej dysharmonii oraz zakupienia drugiego kotatsu przed kolejną zimą.

Pani Sato przyznaje, że musi wstawać wraz z mężem, w przeciwnym razie czekałaby ją awantura po jego przyjściu z pracy lub jeszcze przed wyjściem. Mówi o swoim podporządkowaniu z uśmiechem skośnookiej Giocondy, który trudno zinterpretować. Zażenowanie? Akceptacja? Prowokacja?

Pani Sato nie wychyliła poza Japonię nosa. W porównaniu z nią pani Maruyama to kobieta światowa. Spędziła u boku oddelegowanego przez firmę małżonka pięć lat w Kalifornii, dwa lata w Australii. Teoretycznie miała sporo czasu, aby napatrzyć się odmiennym relacjom damsko-męskim, innemu stylowi życia. W praktyce obracała się w hermetycznym kręgu japońskich znajomych i rodzimych wzorców zachowań. W ten sposób udało jej się nie nauczyć angielskiego, nie poznać zachodniej kuchni, nie reformować małżeństwa.

Obecnie pani Maruyama przeżywa najpiękniejszy okres w życiu - dzieci usamodzielniły się, a małżonek został wysłany przez firmę do Indonezji. Leci do niego na dwa-trzy tygodnie, potem wraca na trzy miesiące do Japonii. Tak krąży od kilku lat i ogromnie jej ten układ odpowiada. Podczas pobytów w ojczyźnie późno kładzie się spać, długo śpi z rana, regularnie chadza do kina, zimą do onsenu, umawia się z przyjaciółkami na lunche w kolejnych restauracjach (tzw. turystyka restauracyjna), wieczorami wpada samotnie do barów sushi, gdzie poznaje gaijinów (obcokrajowców) z dalekiej Polski. Rzec można - niezależna, współczesna kobieta..., która w Indonezji ulega metamorfozie. Swawolny motylek cofa się do stadium poczwarki przyklejonej do mężowskiego ramienia. Wstaje przed szóstą, żeby przyszykować śniadanie oraz zakrzyknąć Iterashiai. W ciągu dnia sprząta, robi zakupy, gotuje i czeka na pana Maruyamę z późną kolacją. Kładzie się spać o jedenastej, równocześnie z samurajem, choć w oddzielnych pokojach. W niedziele grywa z nim i japońskimi znajomymi w golfa. Po dwóch tygodniach zmyka do ... siebie.

Starsze panie zdają sobie sprawę ze swojego podporządkowania, ale większość pogodziła się z istniejącym stanem rzeczy i nie walczy z wiatrakami tradycji, tyranią przyzwyczajeń i norm pokoleniowych. Ciągła nieobecność zapracowanych mężów pozwala odetchnąć, zapomnieć na długie godziny o patriarchalnej dyktaturze.

NO TALKING

Mąż Saori (32 lata) pracuje w jednym z większych japońskich banków. Wychodzi codziennie z domu przed dziewiątą z rana, kiedy dzieci są już w szkole, wraca około jedenastej w nocy, gdy już śpią. Żona czeka na niego z ciepłą kolacją. Idą spać o pierwszej. Kiedy Saori opowiedziała mi o tak znaczącej nieobecności ojca i męża w życiu rodziny, poczułam się w obowiązku pocieszyć ją.

- Macie przynajmniej te dwie godziny dla siebie... żeby porozmawiać... - rzekłam.

Na co Saori niefrasobliwie i wysokim, typowym dla Japonek głosem zakrzyknęła:
- No, no, no! No talking! No talking!

Po kolacji, prysznicu i chwili telewizyjnego relaksu, samuraj otwiera notebooka i odrabia zadanie domowe. Pogodny ton głosu Saori wskazywał, że nie denerwuje ją to, nie smuci, nie wymaga konsultacji u psychologa. Mimo iż jej kontakt z mężem w dni powszednie równa się praktycznie zeru, uważa taki stan rzeczy za zupełnie normalny. We wszystkich rodzinach jest podobnie i nie ma się o co pieklić.
Być może profity płynące z pozostawania na utrzymaniu małżonka przeważają minusy. Prawdę mówiąc zwrot "pozostawać na utrzymaniu" niezupełnie odzwierciedla rzeczywistą sytuację. Regułą w Japonii jest, iż mężowska pensja wpływa na konto żony i to ona zarządza rodzinnymi funduszami, paradoksalnie więc pracujący prosi bezrobotną o kieszonkowe. Obcy jest Japonkom stres nieodmiennie związany z pracą zawodową, konieczność pogodzenia zarobkowania z wychowywaniem dzieci i troską o dom, codzienny pośpiech, brak czasu dla siebie. Gdyby jeszcze udało się gejszom nawiązać jedwabną nić porozumienia z zapracowanymi samurajami...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...