sobota, 2 lipca 2011

Gdy samuraj spotka gejszę...

Zapisków Nihon Anno Domini 2000-2002 cd.

DWA ŚWIATY
Zbanalizowane twierdzenie, iż mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus, znajduje doskonały wyraz i pełne potwierdzenie w Japonii. W Kraju Wschodzącego Słońca nadal w dużym stopniu obowiązuje tradycyjny podział ról, a Japończycy i Japonki żyją na różnych planetach, które łączą małe promy kosmiczne - dzieci.

Japończycy to samuraje, walczący o przetrwanie:
1) swoje w firmie,
2) firmy na rynku,
3) Japonii w gospodarczej czołówce świata,
4) wysokiej stopy życiowej rodziny.

Japonki to gejsze, które:
1) nawet bez warstwy białej szminki na twarzach wyglądają tajemniczo,
2) mówią przeraźliwie wysokimi głosami, które na odległość kilkudziesięciu metrów nie powinny pozostawiać wątpliwości co do ich kobiecości oraz uroku osobistego,
3) nawet w spodniach chodzą, jakby ich nogi krępowało potwornie obcisłe kimono,
4) w wolnych chwilach uprawiają tradycyjne sztuki - kaligrafię, ikebanę, ceremonię parzenia herbaty - wymagające skupienia, płynności ruchów i gracji,
5) starają się (z różnym skutkiem) być delikatne, zgodne, usłużne, czyli w tradycyjnym rozumieniu – kobiece.

RĘCE PRECZ

W japońskich filmach oraz serialach uderza fakt, że płcie przeciwne unikają fizycznego kontaktu. Scena aż się prosi, aby on ją pocałował, żeby ona przytuliła się do niego, ale co to, to nie... Japońscy kochankowie, małżonkowie oraz narzeczeni zarówno w romantycznych jak i dramatycznych okolicznościach trzymają się na bezpieczną odległość. Gdy w jednym z filmów mąż poklepał żonę po ręce, aktorka odegrała zdumienie: "Dotknął mnie… Świat się kończy…"

"Podobnie jest w życiu" – potwierdza pani Sato (57 lat), a jej bratanica – Yumiko (24 lata) dodaje, że wśród młodego pokolenia relacje damsko-męskie zmieniają się powoli i w niewielkim stopniu. Jedynie na ulicach wielkich miast, na terenie kampusów uniwersyteckich można zaobserwować pary obejmujące się, trzymające za ręce. Ich zachowanie wydaje się jednak płynąć bardziej z chęci naśladowania zachodnich obyczajów, niż z wewnętrznej potrzeby. Brak w nim naturalności, spontaniczności. Wśród starszego pokolenia taka uliczna wylewność nie zdarza się. Jeśli już małżeństwo z dwudziestoletnim stażem wyjdzie razem na spacer lub po zakupy, żona truchcze pół metra za pędzącym mężem, usiłując dotrzymać mu kroku. Jeżeli szintoistyczne bóstwa obdarzyły ją wolno chodzącym mężem, trzyma się przy jego boku, jednak z zachowaniem przyzwoitej odległości.

GŁOWA RZĄDZI SZYJĄ

Typowe dla pokolenia pięćdziesięcio-, sześćdziesięciolatków jest podporządkowanie trybu życia żony potrzebom i wymaganiom małżonka. On zarabia na utrzymanie rodziny, zapewnia ryż powszedni i torebki od Louisa Vuittona, więc jako przysłowiowa głowa dyktuje reguły domowego życia. Panie gotują tylko to, co lubią spożywać mężowie, zaopatrują lodówkę w ich ulubione produkty (niechby spróbowało zabraknąć piwa!:), spotykają się z przyjaciółkami i uczęszczają na kursy, jedynie gdy głowa ciężko pracuje. W weekendy pozostają do wyłącznej dyspozycji męża. Powszechnym zjawiskiem jest wstawanie niepracujących żon skoro świt - razem ze śpieszącymi do pracy mężczyznami. Nawet kiedy dzieci wyfruną z domu i utrudzona ich wychowaniem Japonka mogłaby powylegiwać się dłużej w łóżku - nic z tego! Musi przygotować śniadanie oraz na wynos bento – pudełko z lunchem. Mężowie-niejadki, którzy nie konsumują śniadań, a do tego zadowalają się bentem przygotowanym w poprzedni wieczór, nie darują jednakże małżonce tradycyjnego pożegnania, które jest gwarancją szczęśliwego powrotu do domu.
ON: Itekimasu. (Wychodzę.)
ONA: Iterashiai. (Wracaj szczęśliwie.)

Niektóre Japonki wstają tylko na ów doniosły moment opuszczenia domu przez Japończyka, po czym wskakują jeszcze na godzinę lub dwie do łóżka. Te, które nie potrafią ponownie usnąć i te, które szintoistyczne bóstwa obdarzyły mężem wymagającym co rano świeżego miso, świeżego benta oraz żony tchnącej na świeżym wydechu: Iterashiai, całymi latami chodzą niewyspane. Do tego zimą zmarznięte na kość. Podczas gdy małżonek po przybyciu do biura skwapliwie uruchamia wszelkie dostępne grzałki, klimatyzacje i wygrzewa się cały dzień w ich gorących podmuchach, jego kobieta, zamiast polegiwać w ciepłym łóżku, krząta się po zimnych kątach mieszkania, wyciera zmrożone kurze, rozwiesza lodowate pranie, cały czas oszczędzając na prądzie i nafcie. W chwilach kompletnego skostnienia umysłowego pozwala sobie uruchomić na piętnaście minut cuchnący piecyk. Około południa zdana jest już tylko na promienie słońca, które zdaniem Japończyków (prócz tych z mroźnego Hokkaido) stanowi również zimą źródło ciepła wystarczające do podtrzymania funkcji życiowych oraz motywuje do domowych oszczędności.

Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, iż po powrocie mężczyzny z biura, małżonkowie oszczędzają dalej wspólnie. Późnymi wieczorami pozwalają sobie na luksus skorzystania z kotatsu, czyli skrzyżowania niskiego stołu z grzałką, służącego do utrzymania właściwej ciepłoty dolnych partii ciała. Jego (kotatsu) użytkowanie u młodszych par może prowadzić do pełnej harmonii oraz powiększenia rodziny przed następną zimą, u par starszych prowadzi często do dużej dysharmonii oraz zakupienia drugiego kotatsu przed kolejną zimą.

Pani Sato przyznaje, że musi wstawać wraz z mężem, w przeciwnym razie czekałaby ją awantura po jego przyjściu z pracy lub jeszcze przed wyjściem. Mówi o swoim podporządkowaniu z uśmiechem skośnookiej Giocondy, który trudno zinterpretować. Zażenowanie? Akceptacja? Prowokacja?

Pani Sato nie wychyliła poza Japonię nosa. W porównaniu z nią pani Maruyama to kobieta światowa. Spędziła u boku oddelegowanego przez firmę małżonka pięć lat w Kalifornii, dwa lata w Australii. Teoretycznie miała sporo czasu, aby napatrzyć się odmiennym relacjom damsko-męskim, innemu stylowi życia. W praktyce obracała się w hermetycznym kręgu japońskich znajomych i rodzimych wzorców zachowań. W ten sposób udało jej się nie nauczyć angielskiego, nie poznać zachodniej kuchni, nie reformować małżeństwa.

Obecnie pani Maruyama przeżywa najpiękniejszy okres w życiu - dzieci usamodzielniły się, a małżonek został wysłany przez firmę do Indonezji. Leci do niego na dwa-trzy tygodnie, potem wraca na trzy miesiące do Japonii. Tak krąży od kilku lat i ogromnie jej ten układ odpowiada. Podczas pobytów w ojczyźnie późno kładzie się spać, długo śpi z rana, regularnie chadza do kina, zimą do onsenu, umawia się z przyjaciółkami na lunche w kolejnych restauracjach (tzw. turystyka restauracyjna), wieczorami wpada samotnie do barów sushi, gdzie poznaje gaijinów (obcokrajowców) z dalekiej Polski. Rzec można - niezależna, współczesna kobieta..., która w Indonezji ulega metamorfozie. Swawolny motylek cofa się do stadium poczwarki przyklejonej do mężowskiego ramienia. Wstaje przed szóstą, żeby przyszykować śniadanie oraz zakrzyknąć Iterashiai. W ciągu dnia sprząta, robi zakupy, gotuje i czeka na pana Maruyamę z późną kolacją. Kładzie się spać o jedenastej, równocześnie z samurajem, choć w oddzielnych pokojach. W niedziele grywa z nim i japońskimi znajomymi w golfa. Po dwóch tygodniach zmyka do ... siebie.

Starsze panie zdają sobie sprawę ze swojego podporządkowania, ale większość pogodziła się z istniejącym stanem rzeczy i nie walczy z wiatrakami tradycji, tyranią przyzwyczajeń i norm pokoleniowych. Ciągła nieobecność zapracowanych mężów pozwala odetchnąć, zapomnieć na długie godziny o patriarchalnej dyktaturze.

NO TALKING

Mąż Saori (32 lata) pracuje w jednym z większych japońskich banków. Wychodzi codziennie z domu przed dziewiątą z rana, kiedy dzieci są już w szkole, wraca około jedenastej w nocy, gdy już śpią. Żona czeka na niego z ciepłą kolacją. Idą spać o pierwszej. Kiedy Saori opowiedziała mi o tak znaczącej nieobecności ojca i męża w życiu rodziny, poczułam się w obowiązku pocieszyć ją.

- Macie przynajmniej te dwie godziny dla siebie... żeby porozmawiać... - rzekłam.

Na co Saori niefrasobliwie i wysokim, typowym dla Japonek głosem zakrzyknęła:
- No, no, no! No talking! No talking!

Po kolacji, prysznicu i chwili telewizyjnego relaksu, samuraj otwiera notebooka i odrabia zadanie domowe. Pogodny ton głosu Saori wskazywał, że nie denerwuje ją to, nie smuci, nie wymaga konsultacji u psychologa. Mimo iż jej kontakt z mężem w dni powszednie równa się praktycznie zeru, uważa taki stan rzeczy za zupełnie normalny. We wszystkich rodzinach jest podobnie i nie ma się o co pieklić.
Być może profity płynące z pozostawania na utrzymaniu małżonka przeważają minusy. Prawdę mówiąc zwrot "pozostawać na utrzymaniu" niezupełnie odzwierciedla rzeczywistą sytuację. Regułą w Japonii jest, iż mężowska pensja wpływa na konto żony i to ona zarządza rodzinnymi funduszami, paradoksalnie więc pracujący prosi bezrobotną o kieszonkowe. Obcy jest Japonkom stres nieodmiennie związany z pracą zawodową, konieczność pogodzenia zarobkowania z wychowywaniem dzieci i troską o dom, codzienny pośpiech, brak czasu dla siebie. Gdyby jeszcze udało się gejszom nawiązać jedwabną nić porozumienia z zapracowanymi samurajami...

2 komentarze:

  1. Jestem przerażona prawdziwością opisanych przez Ciebie, teoretycznie schematycznych, zachowań. Za 3 tygodnie wychodzę za mąż za Japończyka. Mieszkamy w Europie, ale... to, co przeczytałam pasuje w 90% do naszego modelu życia. Z tą tylko różnicą, że narzeczony wraca do domu zazwyczaj przed 19-tą i (przynajmniej na razie) ze mną rozmawia przed pójściem spać. Faktycznie wstaję razem z nim, choć mogłabym jeszcze pospać... ale nigdy nie przypuszczałam, że to jeden ze standardów w japońskiej rodzinie (moje zachowanie wynikało raczej z faktu, że cały dzień się nie widzimy, więc każda chwila spędzona razem jest cenna). A tu proszę... Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za ten komentarz - przypomniał mi o odpowiedzialności, jaką bierze się za słowo pisane. Moje refleksje wynikają z obserwacji, jakie poczyniłam w Japonii w latach 2000-2002, o czym specjalnie napomykam, bo w ciągu ostatniego dziesięciolecia sporo się w tym kraju zmieniło (co zauważyłam w trakcie krótszych pobytów w 2008 i 2010) na pewno również w sferze obyczajowej. Choć to są akurat zmiany, które zachodzą najwolniej. Wierzę, że w zdrowej, dobrej relacji nie ma takich schematów i modeli zachowań, których nie można by było przełamać, jeśli uwierają któregoś z partnerów. To piękne, że wstajesz rano, żeby spędzić więcej czasu z Ukochanym :) Dobrze by było również, żeby Jemu nie przeszkadzało, gdybyś czasem nie wstała. Serdeczne gratulacje na okazję ślubu!!! Omijajcie szczęśliwie mielizny schematów i wykorzystujcie zalety kulturowej różnorodności!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...