czwartek, 29 listopada 2012

O pięknie i skromności

Bee wertuje strony z internetowymi aukcjami.
- Kupię ten fotel, co?
- Ale po co ci kolejny fotel?!?
- Bo jest piękny!! Przecież wiesz, że lubię ładne rzeczy... w najbliższym otoczeniu.
- Wiem, wiem... W końcu męża też wybrałaś niczego sobie...

wtorek, 27 listopada 2012

Pogwarki o nakryciach głowy

Zakręcony zgubił czapkę, a że o jego narzędzie pracy trzeba dbać, wybraliśmy się do pobliskiego centrum handlowego po nową.
Po powrocie do domu nałożył ją ponownie na głowę, przy naszym oświetleniu wyglądała na dużo węższą niż w sklepie. Jakby naciągnął ciasną pończochę...
- I co? Może być? - zapytał widząc niepewną minę Bee.
- Jakoś głupio wyglądasz...
- No to wszystko w porządku. Bez czapki też nie wyglądam za mądrze.

niedziela, 25 listopada 2012

Żegnaj kłódeczko!!!

Był mglisty, chłodny listopadowy dzień, z gatunku tych, co to wiadomo, że nic nie wiadomo. Znajomy Sherlocka - Marlowe przemierzał miasto zamaszystym krokiem, w czapce nasuniętej na czoło, szaliku naciągniętym na brodę. Wyglądał jakby go nie było lub jakby spał w marszu, ale jak zwykle czujnie obserwował otoczenie. Miał gorzką świadomość, że w tym mieście łatwo o przeoczenie. Wystarczy się pochylić, aby zawiązać sznurowadło. Dlatego wiązał bardzo mocno przed wyjściem z domu. Występek nie kazał na siebie długo czekać. Możecie to nazwać przeznaczeniem. Przyłapał zbrodniarzy na gorącym uczynku. Twarze mieli niewinne i radosne jak dzieci, co to do trzech zliczyć nie potrafią. Jednak nie zawahali się. Z zimną krwią ... zawiesili na moście kłódkę zakochanych. Marlow zdusił w zarodku niespodziewane uczucie sympatii dla przestępców. Zbyt długo chodził po tym zapaskudzonym kłódkami świecie, aby nie wiedzieć, że zbrodniarze potrafią wyglądać jak milion dolarów. Zrobił, co musiało zostać zrobione - zdjęcie.



Czuł jednak przez materiał kurtki, że czegoś brakowało w tej układance. Ktoś im pomógł. Ktoś, kto dobrze znał miasto, kto wiedział, w którym Leroy-Merlin sprzedają najtańsze kłódki. Rozejrzał się bacznie w poszukiwaniu mózgu całej operacji i dostawcy narzędzia zbrodni. Zrządzeniem losu stał nieco dalej. Ksywa - Sprzedawca Szczęścia. Przed nim leżało zafoliowane żelastwo i dwa markery - w kolorze czarnym i czerwonym - służyły przestępcom do podpisywania się pełnymi imionami lub inicjałami. W szparach pomiędzy plastikowymi deskami mostu tkwiła tektura z instrukcją obsługi. "Miłość zamknij i wyrzuć klucz na zawsze." ("Więc rzekę też kalają"- pomyślał Marlowe i powinien był splunąć, ale nie chciał kalać otoczenia jak oni.) Nad tym kramem przytupywał zimny drań. Well, zmarznięty nielegalny imigrant, który spłoszonym wzrokiem obrzucił aparat fotograficzny detektywa.

Marlowe schował aparat do torby. Marlowe może być bizonem, ale nigdy nie będzie świnią.

niedziela, 18 listopada 2012

W dżungli

Jeśli homo culturalis ma chwilowo dość sztuki, musi salwować się ucieczką z miasta Paryża, gdyż tu nie znajdzie chwili wytchnienia.
Może omijać szerokim łukiem ponad dwieście muzeów i galerie sztuki znacznie przekraczające tę liczbę, dopadnie go instalacja na placu, rzeźba na moście, street art na ścianie kamienicy. I będzie domagać się uwagi oraz zrozumienia.

Paryż w pełni zasługuje na miano światowej stolicy sztuki, miasta-muzeum, ewentualnie artystycznej dżungli, gdzie trzeba się przedzierać w gąszczu wydarzeń, być czujnym i gotowym na atak z każdej strony, gdyż wszyscy uczestniczą w spisku - państwowe instytucje i prywatne firmy, hotele i galerie handlowe, merostwa i kościoły.

Nie ma chyba drugiego takiego miejsca na świecie, gdzie sztuka byłaby tak wszechobecna i doceniana. Poniższe zdjęcia powstały w przeciągu ostatnich dwóch tygodni:


Mieniące się kolorami misie - Panda Ba Juliena Marinettiego przed hotelem Plaza Athenee
Ten pracownik hotelu wygląda jak młodszy brat szefa najsłynniejszego żandarma z Saint Tropez
Przy Moście Aleksandra III - coś dla wegetarian...
... oraz fanów King Konga i groźnych psów w adidasach. Psy owe są prawdopodobnie elementem popkultury, na razie niezidentyfikowanym przeze mnie. Jakieś komiksy, animacje chodzą mi po głowie...



Przedsmak wersalskich sufitów w RERze C kursującym do Wersalu
Instalacja wideo Chrzest Benjamina Bergery`ego w kościele Saint Sulpice. Nakręcona szybkoklatkową kamerą kaskada wody płynie powoli, klatka po klatce ukazując fascynujący obraz. Cudowność wody niewidoczną dla naszych oczu bez wspomagania zaawansowanej techniki...
W merostwie VI dzielnicy wystawa Jeana Cluseau-Lanauve...
...  w sali obok prezentacja dokonań artystów-włókienników, rzeźbiących w tekstyliach


 Gustaw Flaubert pod kloszem
W nieczynnym kościele należącym do kompleksu Akademii Sztuk Pięknych wstrząsająca wystawa fotograficzna Robina Hammonda zatytułowana Zimbabwe, o twoich ranach opowie cisza.
(Paryski listopad jest miesiącem poświęconym fotografii.)



Niechaj nikogo nie dziwi brak ludzi na niektórych fotografiach. Wasza korespondentka bywa w takich miejscach, gdy większość populacji pracuje, poza tym zdjęcia kadruje tak, aby nie objąć emerytów i studentów. W weekendy sale zapełniają się.



Street art
Na koniec - sztuka dekorowania witryn. Ekskluzywny dom towarowy Printemps wespół z Diorem przygotował ku uciesze małych i dużych dzieci teatrzyk marionetek.
Rozrzut tematów, technik, a przede wszystkim emocji jest potworny. Od dramatu afrykańskiego kraju do rozpasania konsumpcjonizmu.
Paryż serwuje - cały świat z jego absurdalnymi kontrastami w pigułce.

czwartek, 15 listopada 2012

Kontrowersja

Bee namówiła Spidera na wystawę "Impresjonizm i moda" w Muzeum Orsay.
Prawdopodobnie nie poświęcił należytej uwagi tytułowi, gdyż po wejściu do pierwszej sali ekspozycyjnej i metodycznym obrzuceniu jej wzrokiem jęknął:

- Co ja tu mam oglądać?? Sukienki???

- Oj, to niewielka wystawa... zobaczymy te kilka płócien i pójdziemy na sushi - próbowała udobruchać.

Oddalił się do następnego pomieszczenia, zostawiając ją samą... z tłumem zwiedzających oraz wiekiem dziewiętnastym zmaterializowanym w kolorach pasków i kwiatków na spódnicach, falowaniu falban, przezroczystej delikatności batystu, połysku jedwabi. Z obrazami Renoira, Maneta, Berthe Morisot, Jamesa Tissota. Z sukienkami, parasolkami, pantofelkami wypożyczonymi z remontowanego od kilku lat Muzeum Galliera. Rycinami z pism traktujących o modzie, reklamami dopinanych koków i loków oraz licznymi, długimi opisami w języku angielskim... Nie doceniła inwencji i bogactwa źródeł komisarza ekspozycji.

- Masz jakieś pytania? - spytała niewinnie po ... trzech godzinach.
- Mam jedno. Jak wygląda twoim zdaniem duża wystawa?

środa, 14 listopada 2012

sobota, 10 listopada 2012

Idą Święta...


Zaczęło się.
Paryż zasiadł przed kryształowym lustrem i wkłada pierwsze świąteczne ozdóbki.
"Zwierciadełko, zwierciadełko powiedz przecie..."

środa, 7 listopada 2012

Wsiąść do pociągu...

Co robić w pociągu linii RER B do Paryża przez czterdzieści minut, gdy ma się błędny błędnik i nie można czytać książki? Narzekać na nudę byłoby grzechem.

Zaczynam od ... czytania napisów wyrytych na szybach, ścianach i sufitach, wysprejowanych na siedzeniach i oparciach, które znajdują się w zasięgu mojego wzroku. Śledzę fantazyjne wzory zacieków na oknach, które ktoś czasami próbuje umyć wodą z kałuży, gąbką pożyczoną od mechanika samochodowego. Pomiędzy smugami, literami, odbitymi śladami palców, czół i nosów wypatruję kamiennych domów z przełomu XIX i XX wieku położonych wokół stacji Orsay, Lozere, Le Guichet. Każdy o innej bryle, inaczej przełamanym dachu, z kutymi w metalu lub drewnianymi balustradami i secesyjnymi szklanymi daszkami przypominającymi skrzydło smoka rozpostarte nad wejściem. Jak wyglądało życie pierwszych mieszkańców tych domów? Sto lat temu, dawno-niedawno, a rzeczywistość pociągowa zmieniła się tak bardzo :)




Kolej podmiejska jest terenem działalności żebraczej. Zwykle pojawia się zarośnięty młodzieniec, młoda Romka z dzieckiem na ręku lub Romek w sile wieku. Kroczą przez wagony rozkładając na pustych siedzeniach przed oczami pasażerów zadrukowane karteczki (kolejna lektura!). "Szanowne Panie i Panowie, jestem bezrobotny, mam na utrzymaniu rodzinę. Proszę o wsparcie w postaci jednego euro lub talonu do restauracji. Niech Bóg ma was w opiece." Po chwili wracają zbierając notki i licząc na datki.




Interesującym zajęciem jest obserwacja współpasażerów. Frapującego multikulturowego miksu, pięknej mieszanki najróżniejszych odcieni skóry, kształtów ust i nosów. Rozbrzmiewają dziwne języki, stroje pozwalają dywagować o korzeniach, pozycji społecznej, celu podróży. Można podglądać tytuły czytanych przez innych książek.

W Antony, stacji przesiadkowej do lotniska Orly, dołączają tłumy turystów z walizkami na kółkach i przewodnikami po Paryżu oraz tubylców powracających tanimi liniami z wakacji lub podróży służbowych.

Okazało się, że w pociągu toleruję własne bazgroły, choć choruję od schludnej czcionki. Tak powstała mała, chaotyczna kronika przypadków wartych i niewartych odnotowania, którą pozwolę sobie przytoczyć:

"- Otrzymaliśmy zaproszenie od mera naszego miasteczka do brasserie w centrum na poranną kawusię oraz pogawędkę o lokalnych problemach i bolączkach. Chciałam iść poskarżyć się na nieprzystojne zachowanie kogutów na podwórzu młyna naprzeciwko, ale zaspałam. Za cicho piały o świcie.

Dostaliśmy listem poleconym z potwierdzeniem odbioru od właściciela mieszkania trzymiesięczne wypowiedzenie najmu. Wynajęliśmy na trzy i pół miesiąca, więc po dwóch tygodniach przesłał formalne pismo. Biedak drży ze strachu, że nie wyprowadzimy się w terminie, zadekujemy do wiosny, może nawet kolejnej, w dodatku zajdziemy w ciążę, stracimy pracę i przestaniemy płacić, a on będzie zmuszony uiszczać nasze rachunki za wodę i prąd (długie kąpiele i błogie ciepełko bardzo lubimy). Tutejsze prawo chroni lokatorów na życiowych zakrętach, co nieuczciwi Francuzi coraz częściej bezwzględnie wykorzystują. Obecnie wielu właścicieli woli wynajmować obcokrajowcom, gdyż wieść niesie, że są godniejsi zaufania. I w razie czego mają gdzie mieszkać. W swoim kraju... Śpij spokojnie, Yves, będziesz miał gdzie wrócić po zakończeniu rejsu na Kanary. (Niektórzy wiedzą, gdzie spędzić zimę!)"

Nie mogę nie wspomnieć o rozkoszach dla ucha, jakie gwarantuje podróż RERem. Zazwyczaj na jednej ze stacji za Massy, gdy uzbiera się już sporo pasażerów, lecz nie ma jeszcze tłoku, wsiada grajek. Dominują akordeoniści i kibordziści z repertuarem popularno-oklepanym. Jak przystało na Wagon Hall. Raz trafił się Rosjanin i "Biełyje rozy..."

Ostatnio wpadł na gościnne występy klarnecista, w którym pokładałam większe nadzieje. Przedstawił się grzecznie paniom, panom i panienkom i zaprezentował swój program. Niestety, okazało się, że gra na instrumencie od miesiąca, więc nie przebił muru obojętności słuchaczy-ekspertów od   wagonowych pień i rzępoleń. Wysiadł wynagrodzony przez jedną litościwą starszą panią. Powrócił względny szmer rozmów i ciche popiskiwanie pociągu na zakrętach i wtedy nagle rozległ się chrapliwy wrzask. Tęga kobieta, pochodzenia arabskiego darła się do telefonu grubym, męskim głosem z taką agresją, że zastraszyła, nie tylko swojego rozmówcę, ale i towarzyszy podróży. Nie znam arabskiego, lecz przetłumaczyłabym jej wypowiedź jako "odgryzę ci głowę, wbiję na pal i wetknę w klomb przed katedrą Notre Dame". Po chwili uspokoiła się, wróciła jak gdyby nigdy nic do normalnego tonu. Pasażerowie odetchnęli a wtedy nastąpił kolejny atak. Tym razem groźba, że rozerwie kogoś końmi na Polach Marsowych...

Uff, mój przystanek.

Jednak najbardziej o urozmaicenie podróżowania RERem stara się sam RER. Oferuje szeroki wachlarz atrakcji - banalnie i notorycznie spóźnia się, psuje, staje pomiędzy stacjami i czeka na Godota, wypada z kursu, a kolejny zatrzymuje się na wszystkich stu przystankach (normalnie na wybranych, dlatego zwie się szybką koleją), wyrzuca pasażerów w Massy i każe przesiadać się do innego składu albo co gorsza do autobusów. To piękny widok, gdy tysiąc ludzi biegnie do jednego autobusu...

Dla wszystkich wymienionych przyczyn kocham RER B i nienawidzę.

wtorek, 6 listopada 2012

Humor cmentarny


Na Pere Lachaise.
Spider, pełen świeżych jeszcze, gorzkich wspomnień z poszukiwania mieszkania do wynajęcia w Paryżu, gdzie wielu właścicieli oferowało skrzyżowanie rudery z klitką, stwierdził mijając kolejny okazały nagrobek:

- Dziwię się, że jeszcze tu nie doprowadzili wody i nie wynajmują grobowców.  Z panoramicznym widokiem, z piwniczką, spokojni sąsiedzi, jedyna niedogodność, że w tych mniejszych trzeba spać na stojąco...

sobota, 3 listopada 2012

Père Lachaise

We Wszystkich Świętych jak w ubiegłym roku wybraliśmy się na Père Lachaise.

















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...