niedziela, 25 listopada 2012

Żegnaj kłódeczko!!!

Był mglisty, chłodny listopadowy dzień, z gatunku tych, co to wiadomo, że nic nie wiadomo. Znajomy Sherlocka - Marlowe przemierzał miasto zamaszystym krokiem, w czapce nasuniętej na czoło, szaliku naciągniętym na brodę. Wyglądał jakby go nie było lub jakby spał w marszu, ale jak zwykle czujnie obserwował otoczenie. Miał gorzką świadomość, że w tym mieście łatwo o przeoczenie. Wystarczy się pochylić, aby zawiązać sznurowadło. Dlatego wiązał bardzo mocno przed wyjściem z domu. Występek nie kazał na siebie długo czekać. Możecie to nazwać przeznaczeniem. Przyłapał zbrodniarzy na gorącym uczynku. Twarze mieli niewinne i radosne jak dzieci, co to do trzech zliczyć nie potrafią. Jednak nie zawahali się. Z zimną krwią ... zawiesili na moście kłódkę zakochanych. Marlow zdusił w zarodku niespodziewane uczucie sympatii dla przestępców. Zbyt długo chodził po tym zapaskudzonym kłódkami świecie, aby nie wiedzieć, że zbrodniarze potrafią wyglądać jak milion dolarów. Zrobił, co musiało zostać zrobione - zdjęcie.



Czuł jednak przez materiał kurtki, że czegoś brakowało w tej układance. Ktoś im pomógł. Ktoś, kto dobrze znał miasto, kto wiedział, w którym Leroy-Merlin sprzedają najtańsze kłódki. Rozejrzał się bacznie w poszukiwaniu mózgu całej operacji i dostawcy narzędzia zbrodni. Zrządzeniem losu stał nieco dalej. Ksywa - Sprzedawca Szczęścia. Przed nim leżało zafoliowane żelastwo i dwa markery - w kolorze czarnym i czerwonym - służyły przestępcom do podpisywania się pełnymi imionami lub inicjałami. W szparach pomiędzy plastikowymi deskami mostu tkwiła tektura z instrukcją obsługi. "Miłość zamknij i wyrzuć klucz na zawsze." ("Więc rzekę też kalają"- pomyślał Marlowe i powinien był splunąć, ale nie chciał kalać otoczenia jak oni.) Nad tym kramem przytupywał zimny drań. Well, zmarznięty nielegalny imigrant, który spłoszonym wzrokiem obrzucił aparat fotograficzny detektywa.

Marlowe schował aparat do torby. Marlowe może być bizonem, ale nigdy nie będzie świnią.

6 komentarzy:

  1. Paskódeczki...
    Ale swoją drogą obrotność niektórych paryżan jest godna podziwu, nawet o pisakach pomyślał!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic się nie ukryje przed czujnym okiem Marlowe'a...a dlaczego może być bizonem?

    OdpowiedzUsuń
  3. 'Nasze' kłódki na Ostrowie mają zniknąć. A raczej zostać przeniesione, zbyt obciążają konstrukcję. Dalsze 'obciążanie' zostanie zabronione. Marlow'owi przyjdzie szukać nowej dziedziny poszukiwań; raczej nie będzie kłopotu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czaro, Sprzedawca Szczęścia byłby zadowolony, gdyby wiedział, że nazwałaś go paryżaninem :)

    Holly, między nami mówiąc, detektyw powinien sobie sprawić okulary, koniecznie z cienkimi czarnymi oprawkami, gdyż tylko w takich zleje się z Paryżem, a wtedy dopiero ... strzeżcie się złoczyńcy! Bizon symbolizuje dla Marlowe`a "staroświecki", dezaktualizujący się, występujący w coraz bardziej ograniczonym zakresie aspekt zachowań społeczno-kulturowych ;) Nie użyto porównania do dinozaura, żeby nadmiernie nie postarzać bohatera ;)

    Ewo, niesiesz dobrą nowinę!! Wiedziałam, że prędzej czy później magistrat lub mostostrat na to wpadnie. Ale teraz dopiero zacznie się zabawa, bo Polakowi, jak kroniki potwierdzają, własne zdanie najdroższym, a subordynacja wstrętną jest.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie napisane Bee!

    A paskłódeczki, cóż... cieszę się, że znikną! Czekam na zdjęcia mostu z Ostrowa bez paskłódek :-)

    Pozdrawiam,

    k.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) I nie ciesz się nadaremnie, my dear, gdyż kłódeczki i kłódziska na moście Tumskim mają się doskonale, wciąż ich przybywa... Niestety, pierwsze symptomy tej zarazy z początków XXI wieku pojawiły się na moście Piaskowym... Wygląda na to, że urzędnicy oddali walkowerem rozgrywkę z zakochanymi.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...