środa, 29 kwietnia 2015

Wieści spod Młyna

Liter w nazwie na dachu ubywało, zmieniały położenie wokół własnej osi, aż w końcu zniknęły, dziur w oknach przybyło, ale Młyn Sułkowice nadal stoi w mniej więcej niezmienionej formie, a niedzielny targ prężnie funkcjonuje. Zimą bywałam na nim rzadziej z racji, jak łatwo wydedukować, atrakcji meteorologicznych skutkujących już po godzinie dreptania przy straganach i pudłach wypełnionych dobrem (i niedobrem towarem), wychłodzeniem organizmu graniczącym z hibernacją.

Wiosna wszystko zmienia. I nawet gdy czasem potwornie mi się nie chce zrywać o dziewiątej rano i jechać pod Młyn, to gdy już sunę wąskim chodnikiem w stronę bramy wejściowej, lawirując wśród masy ludzi, bacząc jednym okiem, żeby nie spaść z krawężnika, nie wejść w rower przed sobą lub nie zderzyć się z człowiekiem idącym z naprzeciwka, drugim okiem zerkając na liche przedmioty wystawiane na kawałkach tkanin rozłożonych wzdłuż siatki ogrodzenia przez handlujących na dziko, kiedy wkraczam przez pierwszą z trzech bram na teren targowiska i wchodzę w uliczkę z holenderskimi meblami retro, karmą dla zwierząt, sprzętem elektrycznym, widzę w tle placyk zapełniany coraz szczelniej przez sprzedawców używanych ubrań, w tym momencie, jeszcze zanim dotrę do moich ulubionych rzędów pudeł wypełnionych ceramiką, obrazkami i wszelkim barachłem, czuję, jak zagarnia i unosi mnie chaotyczna i nieposkromiona energia życia i w tej chwili nie chciałabym znajdować się nigdzie indziej. Ani we własnym łóżku, ani na wieczornej plaży w Saintes Maries de la Mer, ani w Muzeum Orsay. :)



Tropienie kiczu trwa. Czarowne nimfy stroją swoją śpiącą królową, wokół pełno kwiecia, jest po prostu ślicznie i właściwie mogłabym się do nich przyłączyć.
Oryginalna wersja jeleniego rykowiska, gdyż zaloty zakłóca... drapieżny ptak.
Sprzedawca był tak miły, że rozłożył porządniej i wygładził tę fabrycznie wykonaną makatę do zdjęcia. Tu nadmienię, że w domu posiadam ręcznie utkaną o podobnej tematyce, której nie oparłam się w jakimś second handzie; na razie nie dysponuję wiejską chatą/domkiem letniskowym, w którym chciałabym ją powiesić.
Słodkie niewiasty, łabądki i kalie przylgnęły do secesyjnej żardiniery.
Prawie Rafael...
Kiczowaty "relikwiarz". W sam raz na zdjęcie ukochanego ;)
Nie mam pojęcia, do czego mają służyć te nogi w pikantnych białych rajtuzach... Jako lampki na stoliki nocne! Ale gdzie kabelki? Nie wiem, dlaczego upieram się przy funkcji użytkowej... Do admirowania! Świetny prezent dla miłośnika damskich kończyn dolnych.
Sfotografowane w marcowym śniegu, brrr.
Portret damy.
W fantazyjnej technice kolażu.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Wrocławski street art

Znakomity, prawdę mówiąc mój ulubiony, przykład wrocławskiego street artu znajduje się na opuszczonym budynku niedaleko skrzyżowania Wyszyńskiego i Sienkiewicza. Zatytułowany (czerpiąc z dzieła) "Struktura życia jest wrażliwą formą".
P.S. Street art jest wrażliwą formą wyrazu uzależnioną od wielu czynników zewnętrznych. Dzieło zniknęło wraz z budynkiem, ustępując miejsca nowej inwestycji.





























Kamienica na obleganej przez studentów i młodzież Wyspie Słodowej. Obecnie toczy się debata społeczna, jak zagospodarować budynek. Oczywiście, że na cele kulturalne!!! :)

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Wreszcie

Wiosna nie kwapiła się długo z pomocą humanitarną. Już myślałam, że na zawsze pozostanę w stanie zimowej hibernacji, zafiksowania na idiotycznych i męczących ideach, które dopiero intensywne słońce jest w stanie pokazać we właściwym świetle i rozpuścić... Pomysły prysły, a ja oficjalnie zainaugurowałam dziś sezon w ogrodzie zmysłowych przyjemności, czyli w magicznym botanicznym.
Zdjęcia świeżo upieczone, niestety znów w smartfonie.

 




Po opuszczeniu ogrodu, w którym nawet wiało mniej niż w innych częściach Ostrowa Tumskiego (co potwierdza jego kojąco-wyciszające właściwości:), z rozmachu sfotografowałam jeszcze zdziczałą wiśnię, jaka uchowała się przed księgarnią archidiecezjalną. Dopiero zakwitła obficie i przelotnie i wygląda jak co roku zjawiskowo wśród wiekowych murów. Już myślę i żałuję, że jej młodość potrwa tylko tydzień. Czasie zarzuć swój sprint, stań i podziwiaj!!!!!!!!!


sobota, 4 kwietnia 2015

Z koszyczkiem

Drodzy,
Życzę Wam, żeby Święta Wielkiej Nocy wydarzające się na styku zimy i wiosny, śniegu i słońca, niebytu i odrodzenia
budziły nadzieję na lepsze
i nową energię do zawalczenia o nie.
Ściskam
Bee

***

Bee ze Spiderem idą z koszykiem poświęcić pokarmy.
On niesie, ona komentuje:
- Do twarzy ci z tym koszyczkiem...
- Mhmm.
- Jak ci się podoba dekoracja? 
- Może być.
- A co ci się w niej podoba? (Pobudzanie zmysłu estetycznego u inżyniera.)
- Yyy... pomarańczowa wstążka.
- Od Hermesa. (Ostała się po pudełku perfum.)
- Myślisz, że Bóg zauważy, że to od Hermesa?

Na żywo brzmiało śmieszniej.

***

Wesołych Świąt, czyli trzymajcie się z daleka od gigantycznych, kosmatych królików!! :))

czwartek, 2 kwietnia 2015

Neofitka

Niunia została kilkakrotnie poinstruowana przez ciocię, że antyki nie służą do zabawy, lecz do admirowania i z podziwu godnym zrozumieniem lub z powodu kompletnego braku zainteresowania porcelaną nie tyka wazoników i miseczek na parapetach oraz szafkach. Ostatnio jednak okazała pewien pociąg do malarstwa... Wgramoliła się na oparcie kanapy i wyciągnęła rękę do jednego z wiszących nad nią obrazów. Czujna ciotka kategorycznie zastopowała:
- Tego nie ruszamy! To jest sztuka!
Zazwyczaj uparta i niezbyt posłuszna Niunia wyczuwa desperację w głosie i rezygnuje, układa się na sofie, podnosi paluszek wskazujący i liczy:
- Jedeen, dwaa, tśi śtuki.

Godzinę później Niunia pędzi przez przedpokój, trąca stojący pod ścianą odwrócony tyłem obraz, ten przewraca się odsłaniając alpejski widoczek, lecąca za dzieckiem ciocia łapie go, Niunia zwalnia, spogląda przez ramię, "Ładna śtuka" - rzuca pojednawczo i biegnie dalej.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...