środa, 20 września 2017

Prozak na jesień


Dźwięki rozjaśniające jesienne myśli i pobudzające układ krążenia.



Nadal nie wierzę, że odkryłam tę wyborną płytę rok po jej wydaniu na świat przez Smolika i Keva Foxa... Właściwie sami są sobie winni. ;) O ile mnie pamięć nie myli, reklamowali krążek na youtubie jedynie utworem Run, który w tamtym czasie z jakiegoś powodu nie złapał mnie na haczyk. Mówiąc zupełnie poważnie - straciłam chwilowo zaufanie do swojego zmysłu słuchu oraz szóstego zmysłu odpowiadającego za tropienie piękna w świecie. :)

niedziela, 17 września 2017

Co oni śpiewają...

Kwartet eleganckich czarnoskórych jazzman`ów (jak mniemam) koncertujący na zakurzonej półce w korytarzu pewnej graciarnio-antykarni. Jeden ze śpiewaków ucierpiał wskutek licznych tournée, ale podobnie jak koledzy, daje z siebie wszystko.
Ciekawe, co śpiewają...


niedziela, 3 września 2017

Lekcje feminizmu

Bawią się w policję. Niunia odgrywa dzielną funkcjonariuszkę, ciotka czarne charaktery oraz szefa policji. Nasza bohaterka po licznych błyskawicznych i spektakularnych ujęciach przeróżnych gagatków otrzymuje z rąk przełożonego medal za odwagę oraz awans na generała (1. nie będę dziecku żałować 2. nieważne, że stopnie w policji nazywają się inaczej niż w wojsku).

- Super! Jestem generałką! - wykrzykuje Niunia, bezwiednie poprawiając wychowaną w czasach betonowego patriarchatu ciotkę, która zbyt często odruchowo stosuje męskie formy dla określenia zawodów.

Żeńskie końcówki są takie naturalne i oczywiste dla małych dziewczynek. I niezbędne.

***

Odbieram Niunię z zerówki i udajemy się na obowiązkowe lody, a następnie na gwarny plac zabaw. Robi się gorąco, więc dzieweczka zdejmuje spódnicę.

- Będziesz chodzić w rajtuzach? - zapytuję. - Nie wygląda to za dobrze...
- A mnie to nie interesuje, ciociu, jak wygląda.

Po prostu Niunia reprezentuje radykalny odłam feminizmu, mający za nic zewnętrzną atrakcyjność. :)



wtorek, 25 lipca 2017

Cud-miód

W samochodzie, szczególnie w drodze powrotnej z wakacji do domu, wyjątkowo dobrze słucha nam się The National, co stwierdziliśmy już kilkakrotnie. Być może natężenie i jakość dźwięku w ograniczonej przestrzeni sprzyja odbiorowi tych pięknych kompozycji, które płyną nienatrętnie jak krajobraz za oknem.

Genialny utwór - "Runaway" - perfekcyjnie współgrał z majestatem Alp. Głośno proszę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!





Nie mogę przeboleć, że kilka lat temu przegapiłam ich koncert w Poznaniu. Czekam niecierpliwie na następny, choćby w Suwałkach.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Veni, vidi, vici...

... czyli w przybliżonym tłumaczeniu pojechaliśmy, zobaczyliśmy, bardzośmy ukontentowani. :) Szczególnie pszczela część wyprawy, gdyż odwiedziła co najmniej sześć muzeów wypełnionych znamienitymi dziełami malarstwa oraz drugie tyle włoskich renesansowych pałaców i willi pokrytych obficie freskami. Pająk siedział w tym czasie w sieci popijając espresso lub dla odmiany chłodził się lodami.

Żal nie podzielić się choć odrobiną przywiezionych łupów. Zacznę od miejsca, które zrobiło na nas największe wrażenie. Jedynego takiego na świecie, niezwykłego.

- Jesteśmy teraz w Wenecji - rzekłam do Niuni przez telefon. - Mieście na wodzie.
- Jak to ciociu, miasto pływa?!? Tylko nie wypadnij i się nie utop!!!

Nie wypadłam, ale zakochałam się na zabój.

Zdjęcia robione telefonami (tradycyjnie nie chciało się dociążać torebki aparatem, a teraz się żałuje) nie oddają piękna miasta, dla którego czas zatrzymał się... gdzieś w okresie świetności Republiki Weneckiej, w każdym razie przed erą industrializacji. W Wenecji historyczna zabudowa trwa jak przed wiekami nieskażona nowoczesną architekturą, molochami galerii handlowych, szkaradkami magazynów i baraków różnego przeznaczenia. Zamiast tego znajdujemy fascynujący ciepłymi kolorami i wymyślnymi konfiguracjami kalejdoskop wąskich uliczek i kanałów, placów i skwerów, pałaców i kościołów. Wenecja jest jak Musee d`Orsay pod gołym (słonecznym) niebem, niekończącą się galerią urzekających widoków.









sobota, 17 czerwca 2017

Zaproszenie do raju


Kwintesencja słodyczy i... dosłowności. Dzieło wypatrzone na majowej giełdzie staroci we Wrocławiu. Idealne do mojej fotograficznej kolekcji kiczu. Może zbyt śmiało interpretuję, ale wydaje mi się, że motyle ulatujące z okolic pępka ślicznotki są dosłowną ilustracją powiedzonka "mieć motyle w brzuchu", czyli widzimy tu po prostu dziewczę w upojnym stanie zakochaniaW kontemplacji uczucia towarzyszą jej dwie równie urodziwe, ponętnie muślinowe i ukwiecone koleżanki, które nie mogą się doczekać swojej kolei. ;)

Scena rozgrywa się w uroczym zakątku przyrody, wśród kwitnących róż i irysów, gdyż rzecz jasna stanowią one idealne tło dla rozkwitającej miłości.

Zaprawdę kicz jest wyrazem tęsknoty za rajem. :)

poniedziałek, 29 maja 2017

Siostry Przybysz rządzą


Natalia i Paulina Przybysz szczerze, odważnie i bezkompromisowo jak chyba żadna polska wokalistka do tej pory mówią w swojej twórczości o współczesnych kobietach, o sobie, nie przemilczając ważnej sfery, jaką jest seksualność, z jej wzlotami i upadkami. Brawo Dziewczyny!!!!


Powyżej nowości, poniżej klasyka z "Prądu":


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...