poniedziałek, 17 lipca 2017

Veni, vidi, vici...

... czyli w przybliżonym tłumaczeniu pojechaliśmy, zobaczyliśmy, bardzośmy ukontentowani. :) Szczególnie pszczela część wyprawy, gdyż odwiedziła co najmniej sześć muzeów wypełnionych znamienitymi dziełami malarstwa oraz drugie tyle włoskich renesansowych pałaców i willi pokrytych obficie freskami. Pająk siedział w tym czasie w sieci popijając espresso lub dla odmiany chłodził się lodami.

Żal nie podzielić się choć odrobiną przywiezionych łupów. Zacznę od miejsca, które zrobiło na nas największe wrażenie. Jedynego takiego na świecie, niezwykłego.

- Jesteśmy teraz w Wenecji - rzekłam do Niuni przez telefon. - Mieście na wodzie.
- Jak to ciociu, miasto pływa?!? Tylko nie wypadnij i się nie utop!!!

Nie wypadłam, ale zakochałam się na zabój.

Zdjęcia robione telefonami (tradycyjnie nie chciało się dociążać torebki aparatem, a teraz się żałuje) nie oddają piękna miasta, dla którego czas zatrzymał się... gdzieś w okresie świetności Republiki Weneckiej, w każdym razie przed erą industrializacji. W Wenecji historyczna zabudowa trwa jak przed wiekami nieskażona nowoczesną architekturą, molochami galerii handlowych, szkaradkami magazynów i baraków różnego przeznaczenia. Zamiast tego znajdujemy fascynujący ciepłymi kolorami i wymyślnymi konfiguracjami kalejdoskop wąskich uliczek i kanałów, placów i skwerów, pałaców i kościołów. Wenecja jest jak Musee d`Orsay pod gołym (słonecznym) niebem, niekończącą się galerią urzekających widoków.









sobota, 17 czerwca 2017

Zaproszenie do raju


Kwintesencja słodyczy i... dosłowności. Dzieło wypatrzone na majowej giełdzie staroci we Wrocławiu. Idealne do mojej fotograficznej kolekcji kiczu. Może zbyt śmiało interpretuję, ale wydaje mi się, że motyle ulatujące z okolic pępka ślicznotki są dosłowną ilustracją powiedzonka "mieć motyle w brzuchu", czyli widzimy tu po prostu dziewczę w upojnym stanie zakochaniaW kontemplacji uczucia towarzyszą jej dwie równie urodziwe, ponętnie muślinowe i ukwiecone koleżanki, które nie mogą się doczekać swojej kolei. ;)

Scena rozgrywa się w uroczym zakątku przyrody, wśród kwitnących róż i rysów, gdyż rzecz jasna stanowią one idealne tło dla rozkwitającej miłości.

Zaprawdę kicz jest wyrazem tęsknoty za rajem. :)

poniedziałek, 29 maja 2017

Siostry Przybysz rządzą


Natalia i Paulina Przybysz szczerze, odważnie i bezkompromisowo jak chyba żadna polska wokalistka do tej pory mówią w swojej twórczości o współczesnych kobietach, o sobie, nie przemilczając ważnej sfery, jaką jest seksualność, z jej wzlotami i upadkami. Brawo Dziewczyny!!!!


Powyżej nowości, poniżej klasyka z "Prądu":


sobota, 27 maja 2017

3-majówka 2017

Drodzy Moi Zaglądacze,
jesteście uparci, czym mnie zawstydzacie i mobilizujecie. :)
Dziękuję i po dłuższej przerwie donoszę, że również w tym roku zaliczyliśmy 3-majówkę wrocławską rozgrywającą się na Pergoli i w Hali Stulecia, nieco rozsądniej gospodarując siłami, niż w ubiegłym, kiedy to przez tydzień po imprezie bolały nas kręgosłupy z powodu wielogodzinnego stania.
Dnia pierwszego wystąpił The Cranberries, na posłuchaniu którego na żywo bardzo mi zależało, gdyż zapisali znaczącą kartę w historii muzyki. Koncert okazał się miły dla ucha, ale mało porywający dla ducha. Dolores obchodziła święto pracy i śpiewała na pół gwizdka, w jej interpretacjach zabrakło zaangażowania i prawdziwych emocji (co Wasza korespondentka wyczuwa natychmiast szóstym zmysłem). Niewątpliwie trudno je wykrzesać, gdy wykonuje się piosenkę po raz dziesięciotysięczny, w dodatku "it was freezing". Gitarzysta napracował się natomiast za dwoje i nie było mu zimno w T-shircie opinającym muskularną klatkę.


Starocie nieustająco budzą mamoniowy entuzjazm i nostalgię za minionym, ale nowa płyta The Cranberries "Something Else" zapowiada się naprawdę ciekawie. Podoba mi się np. ten utwór:




Niestety, nie zabrzmiał podczas koncertu albo i zabrzmiał - na początku, a my za sprawą wizytującej Niuni oraz zupełnie niepotrzebnej punktualności zespołu dotarliśmy dopiero na trzeci "kawałek".


Spider zapalił się jak raca, gdy dowiedział się, że na 3-majówce zagra Dog Eat Dog, nowojorska grupa, której słuchał w czasach studenckich, o której istnieniu nie słyszałam. Koncert Dog Eat Dog to było muzyczne przeżycie, na jakie się czeka i liczy. Kapitalny melanż ostrego rocka, hardcoru, rapu... Połączenie doświadczenia starych wyjadaczy i młodzieńczej energii. Siłą rażenia dorównali moim ulubionym wariatom z Pink Freud.





Kolejnego dnia, autentycznie zachwyciły nas (mnie także wzruszyłykoncerty Julii Pietruchy (S. wreszcie przyznał/dostrzegł, że jest świetna, prawdziwa, jedyna w swoim rodzaju) i Renaty Przemyk (połączenie rockowej witalności, liryzmu i klasy). Natalia Przybysz trochę rozczarowała, ponieważ śpiewała głównie utwory z płyty, która ma się wkrótce ukazać, a prawdę rzekłszy liczyłam na piosenki z ukochanego, wałkowanego miesiącami "Prądu". Tak czy inaczej za "czarnym" głosem Natalii przepadam, technikę podziwiam, nowa płyta zapowiada się nieźle, szykuje się kilka hitów.

Dzień trzeci 3-majówki odpuściliśmy sobie, żeby nie przedawkować, tego wspaniałego paliwa, jakim jest muzyka.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Alleluja!!!

Drodzy,

Zatem kolejne Święta Wielkiej Nocy.
Niechaj płyną Wam w radości i spokoju.
W dowolnych okolicznościach i towarzystwie.
Jak kto lubi.

I może jeszcze (wraz z wiosną za oknem, w którą być może trudno w tym momencie uwierzyć) niech będą nowym otwarciem na to, czego Wam trzeba, ale jeszcze o tym nie wiecie. :)

Z uściskami
Pszczoła i Pająk

piątek, 7 kwietnia 2017

Odkryciem się podzielę

Przeczytałam jakieś rankingi muzyczne za rok 2016, zasłyszałam coś w Tygodniku kulturalnym, odsłuchałam w sieci kilka piosenek. Nie byłam do końca przekonana, jednak zakupiłam z tygodniowym wyprzedzeniem bilety na niedzielny koncert Sorry Boys w Starym Klasztorze.

(Spider, zdający się ostatnio całkowicie na mnie w kwestiach muzycznych, zadeklarował, iż pójdzie wespół w zespół, aby w dniu koncertu oznajmić, że nie pójdzie, gdyż ma do sprawdzenia raporty, które otrzymał piątkowym popołudniem, a w sobotę nie mógł się nimi zająć, ponieważ w dzień regenerował się na kanapie, zaś wieczorem udaliśmy się na bal karnawałowy. Poszukiwania zastępstwa na koncert spaliły na panewce, bo ten chory, a tamten zajęty, ten, sorry, nie słyszał o boys, a tamten nie odbiera telefonu i już miałam iść sama i obrażona na S., że mnie wystawił do wiatru, gdy ten przedostatni (S., nie wiatr) oświadczył, że raporty przejrzane i jednak idzie. Nie pożałował.)

Koncert Sorry Boys okazał się fascynującym, niezapomnianym przeżyciem, utwory zyskały muzyczną głębię i żywiołową energię nieporównywalną z wersjami youtubowymi. Osobowość, skupienie, piękny uśmiech wokalistki - Beli Komoszyńskiej wirującej na scenie w długiej złotej sukni niczym "derwisz i anioł" jednocześnie, zauroczyły mnie z kretesem.

Od końca stycznia, kiedy owo wydarzenie miało miejsce, nie było dnia, żebym nie posłuchała przynajmniej kilku piosenek zespołu (zakupiłam płyty, sieciowymi wersjami też nie gardzę) i wciąż mnie przyciąga niezwykły melanż subtelności i siły tej muzyki, jej romantyczna transowość.







sobota, 18 lutego 2017

Postwalentynkowo lub post walentynkowy

Relację Spidera i Niuni należałoby określić jako niepewną niczym walor odżywczy współczesnego pożywienia. W każdym razie Wujek często "wypada z kochania", do czego walnie przyczyniają się rozmowy, jakie próbuje z dzieweczką prowadzić, a właściwie pytania, które jej stawia, od "Co jest według Ciebie najważniejsze w życiu?", przez "Dlaczego słońce świeci?, po banalne "Jaka jest suma kątów w ekierce?". Dziecko czasami podejmuje wyzwanie, zazwyczaj jednak irytuje się, co bynajmniej nie zniechęca interlokutora.

Dzień po walentynkach udałam się z wizytą do Niuni. W trakcie zabawy przypomniała mi się przekorna prośba S.
- Niuniuś, wujek prosił o przekazanie ci wiadomości, że jesteś jego małą walentynką.
- Kurde, nie cierpię, jak ktoś tak na mnie mówi... - rzuciła grzebiąc na kolanach w stosie zabawek.
Opanowawszy po minucie atak śmiechu wróciłam do tematu.
- Co mam mu odpowiedzieć?
Niunia skakała już w tym momencie po łóżku i odparła nie zastanawiając się długo:
- Bezczelność.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...