Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzea. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 stycznia 2019

Kolejny rok...

Drodzy Czytający,
życzę Wam mieniącego się
kolorami i możliwościami
Nowego 2019!!!
Pszczółka


P.S. Zdjęcie nr 1 pochodzi z wystawy Victora Vasarely`ego w Muzeum Städel we Frankfurcie (absolutny odlot, polecam najgoręcej, jeśli ktoś znajdzie się w okolicach); fota nr 2 z luksemburskiego Muzeum Sztuki Współczesnej MUDAM. Oba miałam przyjemność odwiedzić pomiędzy świętami a sylwestrem, który to czas spędziliśmy w cudownej gościnie u Rodziny.

piątek, 12 października 2012

Maraton-przystanek Maillol

Ledwie zipię, przebiegłam maraton. Wrażeń tyle, że z nadmiaru ręce opadają... obok klawiatury.

Pierwsze kilometry: Fundacja Diny Vierny - Muzeum Maillol



Uchowało się dotąd przed mymi zakusami, choć zdobna rzeźbami i płaskorzeźbami, efektownie oświetlona po zmierzchu "brama" kusiła, żeby zajrzeć głębiej. Brama okazała się XVIII-wieczną Fontanną czterech pór roku, za którą kryje się niewielki dziedziniec otoczony kamienicami. Część z nich wykupiła w latach 90. Dina Vierny modelka i muza Aristida Maillola, celem utworzenia muzeum upamiętniającego tego rzeźbiarza i malarza. Historia 15. letniej dziewczyny, która przywróciła natchnienie 73. letniemu artyście, stając się dla niego ucieleśnieniem ideału piękna, zasługuje na odrębną opowieść.


Aristide Maillol
Les deux Dina, 1939 
Huile sur toile, 130 x 98 cm 
© Adagp Paris 2012
Aristide Maillol, Dwie Diny, 1939, zdj. pochodzi z oficjalnej strony muzeum
Poza dziełami Maillola muzeum posiada kolekcję malarstwa nowoczesnego, m.in. płótna malarki prymitywistki Séraphine Louis (1864–1942), zwanej Serafiną z Senlis. Niedawna wizyta w Senlis przypomniała mi tę postać i zapragnęłam stanąć oko w oko z jej twórczością. Tymczasem zamiast kwiatów Serafiny, naoglądałam się gołej Diny i słonecznej Wenecji.
Pojęcie "stała kolekcja" sprawdza się w niewielu paryskich muzeach. Obrazy wędrują z parteru na piętra, z magazynów na ściany i odwrotnie. Podróżują między budynkami, miastami, kontynentami, wypożyczane na wystawy. Nie mają szansy pozostawić jaśniejszego kształtu na ścianie.

Serafina musiała ustąpić miejsca włoskiemu miłośnikowi miejskiej architektury. W Maillolu trwa czasowa wystawa Canaletto w Wenecji, która niczym wehikuł czasu przenosi do osiemnastowiecznej Serenissimy. Malowanej z wielką dbałością o detale architektoniczne i barwy budynków, o czym świadczy eksponowany brulion malarza ze szkicami miejsc i adnotacjami na temat kolorów ścian, proporcji budynków. Fascynująca jest możliwość obserwowania teatru codziennego życia toczącego się na wodach kanałów, ulicach i placach. Kupców, żebraków, sędziów, mieszczki, damy i gondolierów zajętych swoim tu i teraz.


Zdj. z netu

sobota, 6 października 2012

Palais de Tokyo

Wybudowano go na Międzynarodową Wystawę Sztuki i Techniki, która odbyła się w 1937 roku. Zwał się wtedy Pałacem Muzeów Sztuki Nowoczesnej.  Otwarcia dokonał sam prezydent Francji Albert Lebrun. Zachowało się z tego wydarzenia oraz okresu budowy sporo zdjęć i kronik filmowych, które około roku temu prezentowano na niewielkiej wystawie w Musee d`Art Moderne.

Obecnie Palais de Tokyo mieści w dwóch niezależnych skrzydłach dwie niezależne instytucje kulturalne - miejskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej (od 1961) i państwowe miejsce prezentacji sztuki współczesnej, awangardowej i eksperymentalnej (od 2002), zwane Palais de Tokyo. Tu pojawia się ambaras z gatunku, co było pierwsze - jajo czy kura. Imię skrzydła rozszerzyło się na pałac, czy pałac zredukowano do skrzydła? Wiem na pewno, że nazwa pochodzi od Avenue de Tokyo, która biegła pomiędzy budowlą a Sekwaną. W 1945 aleję przemianowano z Tokyo na New York - prawdopodobnie na fali powojennej sympatii dla amerykańskiego sojusznika i niechęci do japońskich kamikadze. Straszne zamieszanie z tym Tokio w Paryżu...

Monumentalna, surowa architektura, miejscami remontowane, niedokończone wnętrza Palais de Tokyo zapraszają wyobraźnię twórców i odwiedzających do współpracy. 







Fabrice Hyber
Fabrice Hyber
Projekt Jonathana Bineta Dancefloor wchodzi w dowcipną interakcję z niedoskonałą, remontowaną przestrzenią klatki schodowej. Chwilami trudno stwierdzić, gdzie kończy się remont a zaczyna dzieło sztuki, które fragmenty są efektem pracy artysty malarza, które malarza pokojowego, a gdzie domorosły grafficiarz dorzucił swoje trzy grosze. Cudowne przemieszanie pojęć.





Poniżej fragmenty wystawy monograficznej Fabrice`a Hybera.




"Napisz, że mają wygodne, skórzane kanapy, na których można się zdrzemnąć czekając na żonę, która nadmiernie interesuje się robotą innych facetów..." - powiedział Spider. No to napisałam.

niedziela, 19 czerwca 2011

Piękno a legumina

Miałam wolną chwilę, więc wpadłam do Muzeum Sztuk Pięknych Miasta Paryża w Petit Palais.


Odpoczynek Diany Jacoba Jordaensa
Jordaensowskie piękności dowodzą, że cellulitis nie pojawił się wczoraj. Różnica polega na tym, że niegdyś był mile widziany, obecnie zwalczany wszelkimi dostępnymi metodami. Ród kobiecy w zamierzchłych czasach mógł sobie pozwolić na prawdziwą kulinarną rozpustę, nie odmawiał pieczystego ani legumin. Szczęściary! Obfite i pulchne ciała były trendy. Może dlatego, że schowane pod zwałami sukni nie rzucały się mocno w oczy ;)

Uważny obserwator dostrzeże, że damy na portretach mają zazwyczaj drugi podbródek, potężne ramiona i ręce o obwodzie współczesnego uda. Rozmiar 44 nosiły te wychudzone.

Od lat 20. ubiegłego wieku, kiedy kobiety przywdziały krótsze suknie, sportowa, szczupła sylwetka była coraz mocniej lansowana. Jednak nadal normę stanowił rozmiar 42, nie 36.

Kilka lat temu w Muzeum Narodowym we Wrocławiu na wystawie sukni wieczorowych z lat ok. 1920-80 obok unikalnych projektów i kunsztownego wykonania rzucały się w oczy ... duże rozmiary byłych właścicielek. Aż do lat 60.

Tak naprawdę źrebięca figura licealistki w wieku mocno policealnym jest wymysłem naszych czasów.

Tylko legumin żal :)

piątek, 27 maja 2011

Łaskawa Photogenia

W Muzeum Sztuki Współczesnej.

Napisy filmowe: by.............. girl has grown up

Ależ ujęcie!!

Powyższe zdjęcie to niezwykły zbieg okoliczności. Dobry fotograf musi mieć czujne oko i refleks, ale szczęście też się przydaje. Spiderowi wyraźnie sprzyja muza Photogenia.

czwartek, 19 maja 2011

Noc Muzeów

W sobotę uczestniczyliśmy aktywnie w wydarzeniu pod nazwą Noc Muzeów. Wcześniej odwiedziliśmy w Saint Germain des Pres znajomą właścicielkę galerii, która niestety była zajęta sprzedawaniem chińskich waz chińskiemu kolekcjonerowi. Poszliśmy do mieszczącej się przy tej samej ulicy księgarni specjalizującej się w wydawnictwach albumowych. Od przeglądania albumów ze starymi fotografiami nogi weszły mi w łopatki. Spider najpierw oglądał, potem siedział na słupku na chodniku i wykonywał ręką oraz głową gesty przywołujące.

Znajoma w galerii nadal przekonywała opornego Chińczyka, więc udaliśmy się do Dzielnicy Łacińskiej do ulubionego antykwariatu z angielskimi książkami. Tego już było stanowczo za wiele, Spider oznajmił, że ma alergię na kurz i usadowił się na krawężniku przed sklepem. Najpierw robił zdjęcia...


... następnie ... zdrzemnął się. Stało się. Może się oficjalnie chwalić, iż spał na ulicy. Nie jest to aktywność częsta w środowisku, w jakim się obracamy. Bee tymczasem nie omieszkała nabyć kolejne "zawalipółki" - książkę o impresjonistach oraz zbyt ciężki (zdaniem tragarza) album poświęcony kuchni francuskiej. A ciężko to drogiemu tragarzowi dopiero będzie. Jak zacznę wcielać w życie przepisy oparte na śmietanie (30% zawartości tłuszczu), serach (powyżej 50%) i maśle (min. 82%).

W Muzeum d`Orsay stałą kolekcję dobrze znamy, zależało nam na zobaczeniu wystawy czasowej zatytułowanej Ballada o miłości i śmierci: prerafaelicka fotografia w Wielkiej Brytanii, 1848-1875.


Bee odleciała w wysokie rejony sztuki podziwiając dziewiętnastowieczną artystyczną fotografię - pejzaże, portrety, modelki o wyrazistych twarzach, rusałczych włosach, upozowane w scenach z dramatów Szekspira i legend arturiańskich. Zdjęcia niosące fascynujący ładunek emocji i bogactwo treści. Spider obejrzał trzeźwym okiem i nie podzielił zachwytu. Zajął się fotografią artystyczną XXI wieku, co z kolei nie znalazło zrozumienia wśród obsługi muzeum...


W Muzeum Luksemburskim, przy Pałacu Luksemburskim, zobaczyliśmy wystawę Cranach i jego czasy. Niewielka kolejka do wejścia w porównaniu z d`Orsay, obowiązkowa bramka, sprawdzanie torebki i plecaka. Godzina 11 w nocy - niezwykła pora na bliskie spotkania ze sztuką. Renesansowe obrazy i litografie też niezwykłe. Łukasz Cranach Starszy malował ludzkie ciała często w sposób nierealistyczny (za przykład niechaj posłużą opuszki uszu zaczynające się na wysokości ust, dzieci o wielkich głowach i nalanych twarzach), ale był mistrzem w oddawaniu charakterów i uczuć. Oczy bohaterów jego malowanych opowieści mówią wszystko.

Wróciliśmy do domu bardzo kulturalni, usatysfakcjonowani pożytecznie spędzonym czasem i wykończeni, jakbyśmy przepracowali cały dzień w kamieniołomach.

środa, 16 lutego 2011

Giverny


Z trudnych do wyjaśnienia przyczyn, a szczerze mówiąc z przyczyny gapowatości, Spider i Bee czekali do ostatniego dnia października, żeby odwiedzić dom i ogród Moneta w Giverny, 80 km od Paryża.

Posiadłość jest sielankowa, malarz przeżył tam 43 lata. Na przeróżne gatunki kwiatów do ogrodu wydawał połowę swoich pokaźnych dochodów.
Muzeum kontynuuje najlepsze tradycje i również dziś ogród słynie z rabat uginających się od tysięcy kwiatów. Niestety, turystów z całego świata jest nieco więcej, dlatego wstępu między grządki bronią zielone łańcuchy. A ścieżki wiodące wokół ogrodu wylano betonem, w przeciwnym razie koleiny sięgałyby już jądra ziemi.

31 października, zamiast dywanu z kwiecia, zastaliśmy rdzawo-czarniawo-żółtawe uschnięte badyle, którym swoją drogą nie można było odmówić melancholijnej urody jesiennego rozpadu...
Niewątpliwą korzyścią było, iż nie musieliśmy lawirować wśród Amerykanów, których kształty wołają o ... nowego Rubensa, zaglądać ponad głowami Japończyków i słuchać jazgotu zawsze mających wiele do powiedzenia Chińczyków. (Pszczoły mogą sobie pozwolić na niepoprawność polityczną :)


W ogrodzie japońskim, do którego przechodzi się tunelem pod szosą, (Monet chadzał górą) nie zdziwił nas deficyt nenufarów. Wiadomy mostek był na swoim miejscu. Kolory drzew, krzewów i traw w intensywnie świecącym słońcu, na tle błękitnego nieba rekompensowały wszystko. Z braku pędzli i talentów malarskich prawie rozerwaliśmy aparat na pół. Robić zdjęcia każdy może, trochę lepiej lub gorzej.



Największych wrażeń dostarczył nam jednak zbiór japońskich drzeworytów, które Claude M. namiętnie kolekcjonował. (Wielu w drugiej połowie XIX wieku uległo fascynacji japońską sztuką, m.in. Van Gogh). Dziesiątki ukiyoe pokrywają ściany praktycznie wszystkich pomieszczeń w domu. Ilustracje legend, portrety pięknych kobiet (tzw. bijin-ga) i brzydkich aktorów kabuki (yakusha-e). Można by oglądać godzinami. Przy czym "normalnemu" turyście zwiedzenie domu zabiera piętnaście minut, Spider zrobił to w czterdzieści pięć, Bee w półtorej godziny i już porządkowi zaczęli się jej bacznie przyglądać...


Przespacerowaliśmy się następnie głównym asfaltem, wzdłuż którego położone jest Giverny. Znaleźliśmy: skromny grób rodzinny Monetów-Hoschede przy miejscowym kościele, spokój prowincji, stare auto Volvo, małe domki obrośnięte winoroślą, liczne galerie sprzedające obrazy i dwie urocze modelki.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...