piątek, 12 października 2012

Maraton-przystanek Maillol

Ledwie zipię, przebiegłam maraton. Wrażeń tyle, że z nadmiaru ręce opadają... obok klawiatury.

Pierwsze kilometry: Fundacja Diny Vierny - Muzeum Maillol



Uchowało się dotąd przed mymi zakusami, choć zdobna rzeźbami i płaskorzeźbami, efektownie oświetlona po zmierzchu "brama" kusiła, żeby zajrzeć głębiej. Brama okazała się XVIII-wieczną Fontanną czterech pór roku, za którą kryje się niewielki dziedziniec otoczony kamienicami. Część z nich wykupiła w latach 90. Dina Vierny modelka i muza Aristida Maillola, celem utworzenia muzeum upamiętniającego tego rzeźbiarza i malarza. Historia 15. letniej dziewczyny, która przywróciła natchnienie 73. letniemu artyście, stając się dla niego ucieleśnieniem ideału piękna, zasługuje na odrębną opowieść.


Aristide Maillol
Les deux Dina, 1939 
Huile sur toile, 130 x 98 cm 
© Adagp Paris 2012
Aristide Maillol, Dwie Diny, 1939, zdj. pochodzi z oficjalnej strony muzeum
Poza dziełami Maillola muzeum posiada kolekcję malarstwa nowoczesnego, m.in. płótna malarki prymitywistki Séraphine Louis (1864–1942), zwanej Serafiną z Senlis. Niedawna wizyta w Senlis przypomniała mi tę postać i zapragnęłam stanąć oko w oko z jej twórczością. Tymczasem zamiast kwiatów Serafiny, naoglądałam się gołej Diny i słonecznej Wenecji.
Pojęcie "stała kolekcja" sprawdza się w niewielu paryskich muzeach. Obrazy wędrują z parteru na piętra, z magazynów na ściany i odwrotnie. Podróżują między budynkami, miastami, kontynentami, wypożyczane na wystawy. Nie mają szansy pozostawić jaśniejszego kształtu na ścianie.

Serafina musiała ustąpić miejsca włoskiemu miłośnikowi miejskiej architektury. W Maillolu trwa czasowa wystawa Canaletto w Wenecji, która niczym wehikuł czasu przenosi do osiemnastowiecznej Serenissimy. Malowanej z wielką dbałością o detale architektoniczne i barwy budynków, o czym świadczy eksponowany brulion malarza ze szkicami miejsc i adnotacjami na temat kolorów ścian, proporcji budynków. Fascynująca jest możliwość obserwowania teatru codziennego życia toczącego się na wodach kanałów, ulicach i placach. Kupców, żebraków, sędziów, mieszczki, damy i gondolierów zajętych swoim tu i teraz.


Zdj. z netu

2 komentarze:

  1. Bee, widzę że rozszerzyłaś wpis :)
    Byłam tu wcześniej i ponieważ nie znałam tego muzeum, pochodziłam sobie wprzódy po nim przy pomocy sztuczek sieciowych. Fronton-brama-fontanna faktycznie piękna i imponująca. Dziedziniec też prezentuje się niezgorzej.
    Szkoda, że Serafina w podróży, jej kwiatów nie znam w oryginałach. Zduplikowana Dina też może być, pięknie ją stareńki admirator widział.
    Weduta Wenecji piękna, lubię też te warszawskie.
    Rodzaj wczesnego google/mapy/street wiev, z której to opcji korzystałam, starając się iść twoimi śladami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewciu, odgrzebałam zdjęcie w archiwach, na świeże kręciłam nosem:) Ach, Paryż! Gdzie nie zajrzeć, wszędzie kryją się jakieś arcydzieła i arcyopowieści. Chociażby historia fontanny, która powstała dzięki napomnieniom Woltera, iż w Paryżu mało imponujących wodotrysków, a przy okazji użytkowych ujęć wody dla ludu. I król posłuchał filozofa! To się nazywa autorytet! Wybrzydzano potem, że wielka fontanna, a tylko dwa marne kraniki, że postawiono w wąskiej ulicy, nie na rozległym placu... To ustronne położenie uchroniło ją prawdopodobnie przed zniszczeniem przez rewolucjonistów lub budowniczych. Utrwalona w brązie, oleju i pastelu Dina mnie także się podoba, nie wybrzydzam :) O warszawskich panoramach później, bo zrobiło się długo i późno, lecimy zobaczyć dom-studio niejakiego Tsuguharu Foujity. Uściski

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...