środa, 16 lutego 2011

Giverny


Z trudnych do wyjaśnienia przyczyn, a szczerze mówiąc z przyczyny gapowatości, Spider i Bee czekali do ostatniego dnia października, żeby odwiedzić dom i ogród Moneta w Giverny, 80 km od Paryża.

Posiadłość jest sielankowa, malarz przeżył tam 43 lata. Na przeróżne gatunki kwiatów do ogrodu wydawał połowę swoich pokaźnych dochodów.
Muzeum kontynuuje najlepsze tradycje i również dziś ogród słynie z rabat uginających się od tysięcy kwiatów. Niestety, turystów z całego świata jest nieco więcej, dlatego wstępu między grządki bronią zielone łańcuchy. A ścieżki wiodące wokół ogrodu wylano betonem, w przeciwnym razie koleiny sięgałyby już jądra ziemi.

31 października, zamiast dywanu z kwiecia, zastaliśmy rdzawo-czarniawo-żółtawe uschnięte badyle, którym swoją drogą nie można było odmówić melancholijnej urody jesiennego rozpadu...
Niewątpliwą korzyścią było, iż nie musieliśmy lawirować wśród Amerykanów, których kształty wołają o ... nowego Rubensa, zaglądać ponad głowami Japończyków i słuchać jazgotu zawsze mających wiele do powiedzenia Chińczyków. (Pszczoły mogą sobie pozwolić na niepoprawność polityczną :)


W ogrodzie japońskim, do którego przechodzi się tunelem pod szosą, (Monet chadzał górą) nie zdziwił nas deficyt nenufarów. Wiadomy mostek był na swoim miejscu. Kolory drzew, krzewów i traw w intensywnie świecącym słońcu, na tle błękitnego nieba rekompensowały wszystko. Z braku pędzli i talentów malarskich prawie rozerwaliśmy aparat na pół. Robić zdjęcia każdy może, trochę lepiej lub gorzej.



Największych wrażeń dostarczył nam jednak zbiór japońskich drzeworytów, które Claude M. namiętnie kolekcjonował. (Wielu w drugiej połowie XIX wieku uległo fascynacji japońską sztuką, m.in. Van Gogh). Dziesiątki ukiyoe pokrywają ściany praktycznie wszystkich pomieszczeń w domu. Ilustracje legend, portrety pięknych kobiet (tzw. bijin-ga) i brzydkich aktorów kabuki (yakusha-e). Można by oglądać godzinami. Przy czym "normalnemu" turyście zwiedzenie domu zabiera piętnaście minut, Spider zrobił to w czterdzieści pięć, Bee w półtorej godziny i już porządkowi zaczęli się jej bacznie przyglądać...


Przespacerowaliśmy się następnie głównym asfaltem, wzdłuż którego położone jest Giverny. Znaleźliśmy: skromny grób rodzinny Monetów-Hoschede przy miejscowym kościele, spokój prowincji, stare auto Volvo, małe domki obrośnięte winoroślą, liczne galerie sprzedające obrazy i dwie urocze modelki.





3 komentarze:

  1. No dobrze... przekonałaś mnie ;-) Nie musicie się do Giverny przeprowadzać! ;-D Za półtorej tyg. ogród będzie wyglądał jeszcze bardziej... jesiennie :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chcecie zobaczyć tam nenufary, to jeźdźcie w sierpniu; polecam to magiczne miejsce, choć w istocie wiecznie zatłoczone internacjonalnym turystą.....

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...