niedziela, 19 czerwca 2011

Piękno a legumina

Miałam wolną chwilę, więc wpadłam do Muzeum Sztuk Pięknych Miasta Paryża w Petit Palais.


Odpoczynek Diany Jacoba Jordaensa
Jordaensowskie piękności dowodzą, że cellulitis nie pojawił się wczoraj. Różnica polega na tym, że niegdyś był mile widziany, obecnie zwalczany wszelkimi dostępnymi metodami. Ród kobiecy w zamierzchłych czasach mógł sobie pozwolić na prawdziwą kulinarną rozpustę, nie odmawiał pieczystego ani legumin. Szczęściary! Obfite i pulchne ciała były trendy. Może dlatego, że schowane pod zwałami sukni nie rzucały się mocno w oczy ;)

Uważny obserwator dostrzeże, że damy na portretach mają zazwyczaj drugi podbródek, potężne ramiona i ręce o obwodzie współczesnego uda. Rozmiar 44 nosiły te wychudzone.

Od lat 20. ubiegłego wieku, kiedy kobiety przywdziały krótsze suknie, sportowa, szczupła sylwetka była coraz mocniej lansowana. Jednak nadal normę stanowił rozmiar 42, nie 36.

Kilka lat temu w Muzeum Narodowym we Wrocławiu na wystawie sukni wieczorowych z lat ok. 1920-80 obok unikalnych projektów i kunsztownego wykonania rzucały się w oczy ... duże rozmiary byłych właścicielek. Aż do lat 60.

Tak naprawdę źrebięca figura licealistki w wieku mocno policealnym jest wymysłem naszych czasów.

Tylko legumin żal :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...