środa, 22 czerwca 2011

Jouy en Josas

Było gorąco i nie chciało nam się latać po nagrzanym do szarości Paryżu, więc pojechaliśmy pod górę, przez rzekę, w dół i znaleźliśmy się w miasteczku Jouy en Josas, do którego mam sentyment, ponieważ właśnie tam na wyprzedaży strychowej (popularne we Francji vide grenier - opróżnianie strychu) zakupiłam trzy secesyjne talerzyki. (Rozwinięcie tylko dla zainteresowanych starą porcelaną: talerzyki są dziełem austriackiej firmy Britannia Porcelain Works istniejącej w latach 1898-1918, mają kształt kwiatu, reliefy imitujące płatki i pręciki, brzegi zdobne bukietami kwiatów, środek - wdzięcznymi postaciami kobiet pośród zieleni. Świetny przykład zafascynowanej przyrodą art nouveau, choć brak im umiaru i wyrafinowania wczesnej fazy. W początkach XX wieku podawano na nich ciasto z rabarbarem w kamiennym domu z ogrodem w Jouy en Josas, obecnie służą do serwowania tiramisu w Gif, a już niedługo zamieszkają we Wrocławiu. Interesujące są losy porcelany. Gdyby potrafiła mówić, byłabym wdzięcznym słuchaczem. Franciszek Starowieyski, zapalony kolekcjoner, trafnie podsumował "Człowiek jest tylko epizodem w życiu przedmiotu.")

Jouy en Josas to ośmiotysięczne miasto położone przy linii szybkiej kolejki RER C, która zmierza dalej do Wersalu. Kameralne nowe osiedla i stare domy z ogrodami rozciągają się na wysokich wzgórzach, w które obfitują tereny na południowy-zachód od Paryża. Od XIX wieku począwszy Francuzi chętnie budują domy w pięknie położonych, otoczonych zielenią, odosobnionych miejscach. Z dala od zgiełków cywilizacji, choć z Paryżem na wyciągnięcie ręki. Na szczycie góry, pod lasem i nadal nazywa się to Jouy en Josas lub inne Bievre. I zawsze jakieś ścieżki, dróżki na skróty prowadzą do RERu, choć codzienne wdrapywanie się ze stacji to zadanie godne łyd i ud alpinisty, a podjazd zimą samochodem to wyzwanie dla weterana rajdu Paryż-Dakar. Odkrywa się w takich miejscach skromny dom, w którym mieszkał któregoś lata Wiktor Hugo, imponujące rezydencje za kamiennymi murami, tajemnicze ogrody i zabite deskami kościoły z lat 70.




W budynku znajduje się siedziba HEC - wg rankingów "Financial Times" od lat najlepszej szkoły biznesu w Europie, która kształci elity ekonomiczne i polityczne.

Komentarz Spidera do powyższego foto: Powiedziałaś "Zrobiłam ci zdjęcie, jak siedzisz na ławce przed pałacem" a ja, naiwny, jeszcze podziękowałem...
On tam naprawdę siedzi :)

W parku otaczającym pałac rozgrywano zawody hippiczne.





Pierwszy raz zobaczyłam na własne oczy, jak koń zrzuca jeźdźca. Koń był pękaty w porównaniu z innymi, przypominał nieco osła i chyba coś jest na rzeczy, gdyż cecha przypisywana zwyczajowo osłom charakteryzowała niewątpliwie to stworzenie. Stworzenie nie miało ochoty skakać przez głupie przeszkody, więc po pokonaniu jednej, wierzgnęło solidnie i dżokej poszybował wysoko w powietrze... Cały czas trzymając lejce, zatoczył spory łuk i padł na plecy kilka metrów dalej. Zerwał się szybko na nogi - chyba ma to przetrenowane. Może próbował również ratować honor podopiecznego. Całe zdarzenie trwało parę sekund, niektórzy mogli nie zauważyć.

Będąc kompletnym laikiem w końskiej materii, miałam jednak skromne przemyślenia na ten temat. Sądziłam na przykład, że wystarczy dobre poczucie równowagi, umiejętność balansowania i silne nogi, żeby utrzymać się na koniu. Już tak nie uważam.

1 komentarz:

  1. Ja się koniowi wcale nie dziwię, kto chciałby skakać przez głupie przeszkody na dodatek z czyjąś d...ą na plecach?! :P
    Osły to jednak mądre zwierzęcia ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...