niedziela, 19 czerwca 2011

Lewiatan w Pałacu

Grand Palais od czterech lat zaprasza wybitnych współczesnych artystów do rozgoszczenia się w imponującej kubaturą i ilością naturalnego światła głównej przestrzeni wystawowej zwanej Nawą. W ubiegłym roku "zagospodarowywał" Boltanski, w tym roku Anish Kapoor - urodzony w Indiach angielski twórca. Rok temu przegapiłam i wciąż wyrzucam sobie ten potworny brak czujności. (Dopiero zawitałam we francuskie progi, w progach tych nie mieliśmy internetu, za to wspaniałą bibliotekę, w której zaginęłam bez wieści na miesiąc. A w Paryżu trzeba mieć oczy i uszy otwarte, bo jest wielka szansa, że coś przyjemnego w nie wpadnie.)

Żeby dostać się na Leviathana Kapoora, należy odstać swoje w kolejce. Najdłuższe są w weekendy, kiedy zapracowani paryżanie, odrabiają lekcje z kultury i sztuki. W piątek kolejka miała przyzwoite rozmiary i przesuwała się szybko. Niestety, nie podam czasu osiągnięcia kasy biletowej, gdyż dużo wcześniej podeszła do mnie energiczna pani w dżinsach, spytała, czy jestem sama (byłam; Spider na konferencji) i zaoferowała zbędne zaproszenie. Uprawniało ono do wejścia bez kolejki i obejrzenia, oprócz instalacji Kapoora, remontowanej właśnie części wnętrz Grand Palais :)

Leviathana ogląda się z zewnątrz i od środka.
Z zewnątrz zaskakuje dialogiem ze światłem, kolorem, przestrzenią...









W środku ... To trzeba przeżyć. Przez ciasne, ciemne, obrotowe drzwi, w których przedziałach jest miejsce tylko dla jednej osoby, wchodzi się ... do innego świata... w ciemność nieokreślonych rozmiarów, rozświetloną odległą czerwono-różową poświatą, wypełnioną majaczącymi sylwetkami ludzi. To jak powrót do życia płodowego, spacer w przestrzeni kosmicznej... Doświadczenie początku i końca. Ciarki na całej linii kręgosłupa!!!!!

4 komentarze:

  1. Bee, zrobiłaś niewiarygodnie piękne zdjęcia. U ciebie Kapoor to to faktycznie 'dzieło wiekopomne' - jak zapewniały reklamy zdarzenia.

    Ja też wówczas o wystawie napisałam (bez zdjęć i w gronie innych paryskich doświadczeń); z mojej relacji wieje zdziwieniem i rozczarowaniem.
    Ale cieszę się, że co oczy to inne spojrzenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za uznanie dla skromnych możliwości oka i aparatu - gubił się biedaczek w tym zalewie światła. A dzieło rzeczywiście wiekopomne, instalatorski Parnas i czysta sztuka. Napisałam to już u Holly, ale powtórzę tutaj, że to przerażające i cudowne, jak skrajnie może się różnić recepcja dzieła sztuki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bee... Muszę się podpisać pod komentarzem Ewy. Byłam tam i widziałam, ale TAK nie potrafiłam patrzeć. Zgadzam się, że to jak powrót do życia płodowego, ale ja akurat przed wejściem dostałam ponurą wiadomość i przez to bardzo źle zniosłam tę podróż w ciemności.
    Ale Twoje zdjęcia zdecydowanie bronią wystawy i oddają chyba intencje artysty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czaro, pozostaje mi cieszyć się, że byłam tamtego dnia w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej, bo przeżyłam niezwykłe chwile :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...