czwartek, 14 lutego 2013

Nędznicy Les Miserables (of course)

Współczesne kino, jakie najchętniej oglądam, niezależne, skromne, arthouse`owe, mówi szeptem. Uczuć i motywacji bohaterów trzeba się dopatrzyć w ich pokręconych snach lub codziennej krzątaninie, gestach, zbliżeniach twarzy. Dialogi niczego nie wyjaśniają, akcja się nie posuwa, by zacytować klasyka - "nuda".

Przypadek sprawił, że wybraliśmy się do kina na "Nędzników" w wersji Toma Hoopera opartej na musicalu Boublila i Schonberga, bazującym na powieści Hugo. I dostałam obuchem w głowę. Stężenie wyśpiewywanych na całe gardło, nazywanych po imieniu intymnych przeżyć, moralnych rozterek, miłosnych wzlotów i rozczarowań sięga zenitu w co drugiej scenie. Wzruszyłam się i poryczałam niezliczoną ilość razy. Urok i przywilej gatunku.

Musical okazał się niezłym medium do pokazania wielce dramatycznego, mało prawdopodobnego splotu wydarzeń, szlachetnych i szkaradnych bohaterów, niby-prostych prawd o miłości bliźniego i potrzebie zmiany świata, zarysowania sytuacji społecznej i politycznej ówczesnej Francji. W musicalu wzniosłość i uczuciowość nie razi. Prawo gatunku.



Tom Hooper, doświadczony reżyser filmów historycznych i kostiumowych, m.in.  oscarowego "Jak zostać królem", telewizyjnej "Elżbiety I" z Helen Mirren, czy doskonałego siedmioodcinkowego serialu  HBO "John Adams" o drugim prezydencie Stanów Zjednoczonych, poradził sobie ... śpiewająco z trudną materią "Nędzników". To przede wszystkim majstersztyk realizacyjny, fascynujący precyzją, dynamizmem i rozmachem. (Może nieco przesadził z powtarzaniem efektownych ujęć od intymnego szczegółu do szerokiej perspektywy z lotu ptaka.) W moim rankingu widowiskowych scen najwyżej plasuje się pierwsza - wciągania linami przez więźniów żaglowca do potężnego doku oraz powstawanie barykady na paryskiej ulicy, gdy z okien kamienic lecą łóżka, stoły, krzesła, pianino formując błyskawicznie zator i "pole walki" rewolucjonistów. (Przebudowa Paryża w połowie XIX wieku przez barona Haussmanna na polecenie  Napoleona III, wyburzanie całych dystryktów wąskich ulic, wytyczanie w ich miejsce szerokich bulwarów miało na uwadze nie tylko względy estetyczne i higieniczne, ale również militarne - utrudnienie potencjalnych działań rewolucyjnych).



Widowiskowość nie przesłoniła jednak bohaterów, ich dramatycznych zmagań z życiem, ideałów, które symbolizują. Co jest z pewnością również zasługą znakomicie dobranej obsady. (Hooper zazwyczaj współpracuje z genialnymi aktorami, dość wymienić Colina Firtha, Mirren, Paula Giamattiego i Laurę Linney z "Johna Adamsa".)

Hugh Jackman (od czasu "Swordfish" uważam go za największego przystojniaka Hollywoodu, któremu Brad Pitt niegodzien wiązać trampek; z góry przepraszam za to płytkie i zbędne wtrącenie) jest tak przekonujący w roli Jeana Valjeana, że nie zdziwiłoby mnie, gdyby otrzymał za tę kreację kolejną nagrodę w postaci Oscara. Prawdziwy i wzruszający w wyśpiewywanych frazach, ani razu nie osuwa się w patos czy przesadę(Jaka szkoda, że producenci "Mamma mia!" nie wpadli na obsadzenie go w miejsce drewnianego Pierce`a Brosnana.)

Nominowana i nagradzana za rolę Fantyny Anne Hathaway śpiewogra znakomicie, w kilku momentach wznosi się jednak w tak wstrząsające rejestry, że ... trudno tam za nią podążyć.

Russell Crowe zagrał zbyt oszczędnie, więc nie ma o czym pisać.

Wypada wspomnieć o Helenie Bonham Carter i Sachy Baron Cohenie, którzy brawurowo wcielili się w groteskowo potraktowane małżeństwo Thenardierów wnosząc komiczny ton do opowieści.



Reasumując, drogie Panie, Walentynki są być może jedyną okazją, aby zwabić ukochanych na "Nędzników", pamiętajcie tylko o wodoodpornej mascarze. Drodzy Panowie, nie zabierajcie zegarków.

Reszta jest muzyką.

12 komentarzy:

  1. Of course, że Nędznicy of course i cieszy mnie, że kolejnej osobie się podobało, co zarówno do Hugo jak i do Nędzników mam stosunek nabożny. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Guciu, obiło mi się o oczy tu i ówdzie, że jesteś wielbicielką musicali :) "Hugo" przegapiłam, ale skoro polecasz, szybko odrobię lekcję. A za tydzień okaże się, czy Jackman dorwie Oscara. Konkurencja silna...

    OdpowiedzUsuń
  3. Pana nie udało się namówić! Nawet z okazji Walentynek! Nie wiem skąd się dowiedział, a może to jakaś męska zmowa, ale powtarzał, że "śpiewają" i on w związku z tym nie pójdzie. I tak dotarliśmy na Django. Nędzników pójdę obejrzeć niestety sama, no i zabiorę oczywiście kilka paczek papierowych chusteczek. Mam nadzieję, że starczą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Holly, wygląda to zdecydowanie na męski spisek, bardzo zabawny zresztą :) Czyżby uważali, że śpiew w kinie jest nienaturalny, nudny i "dobry dla bab"?
      Django dla odmiany realistycznie ocieka krwią i testosteronem, więc "baby" mogłyby odmówić patrzenia ;)

      Usuń
  4. Przyznam, że czekałam na Twoją recenzję Nędzników i cieszę się, że się pojawiła. Spragniona doznań kulturalnych na obczyźnie zastanawiałam się iść czy nie iść... Teraz wiem, iść. Szkoda tylko, że mężczyzna taki oporny!

    Serdeczne pozdrowienia,

    k.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój też?????? Zmowa, jak nic... Objęła zasięgiem Europę. Czekamy na wieści z innych kontynentów ;)
      Powołując się na odnotowane wielokrotnie znaczące podobieństwa gustów, chyba mogę wziąć odpowiedzialność za Twoją wizytę na "Nędznikach", Karola :) Daj znać koniecznie o wrażeniach.
      Prawdopodobnie powinnam również stworzyć zakładkę "Książka skarg i zażaleń" dla tych, których wprowadziłam w błąd entuzjastyczną recenzją...
      Uściski serdeczne

      Usuń
  5. Z ciekawostek powiem, że bilet do kina na nędzników w UK kosztuje £7.40 a minimalna płaca na rękę wynosi £6,19 na godzinę. To mi się podoba! :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również, polskie realia płacowe długo jeszcze będą skrzeczeć... Tylko nie zamieszkaj w kinie ;)

      Usuń
  6. Właśnie sprawdzam na jakich zasadach działają miesięczne nielimitowane wejściówki :-P Szkoda tylko, że repertuar mocno hollywoodzki ;-) No ale lepsze to niż nic, przynajmniej można być na bieżąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nielimitowane" to brzmi jak cudowna muzyka... filmowa :) Oczami wyobraźni widzę Cię na "Zmierzchu 23", potem jak wkurzona wychodzisz i w bocznej uliczce odkrywasz małe kino z niszowym repertuarem ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...