środa, 13 marca 2013

Czas żałować róż...



 

Śródmieście... Przywołuje obraz i klimat dziewiętnastowiecznego Wrocławia, po którym wskutek drugiej wojny niewiele pozostało. Należałoby się z nim obchodzić jak z jakim jajkiem Faberge`go a przynajmniej z wielkanocną wydmuszką.... To tu można zobaczyć niezwykłą, półokrągłą kamienicę z bluszczowo-słoneczną secesyjną dekoracją, odrestaurowaną kilka lat temu, właściwie odrodzoną niczym feniks z ... osypanego tynku. Tutaj znajduje się dom Edyty Stein i "jej" kościół Michała Archanioła. Gmach Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej, położony malowniczo nad stawem Parku Nowowiejskiego, ciążący ku ziemi a jednocześnie wyrywający się w górę niczym tłusty Amorek z za małymi skrzydełkami, wygląda dziś jak przed stu laty.


Śródmieście mogłoby być radością dla oka, jak nie przymierzając burżuazyjne paryskie dystrykty. Niezbędnym punktem programu każdej szanującej się wycieczki i ambitnego turysty. Miejscem, do którego ciągną miejscowi po rozrywkę, kulturę i na niedzielne spacery. Na razie jednak zapuszczają się tu gnani wewnętrznym nakazem nieliczni niemieccy turyści, raczej za dnia, raczej w grupach, w poszukiwaniu miejsc, gdzie urodzili się i mieszkali oni sami lub ich przodkowie.




Ten cywilizowany "za Niemca" obszar obecnie zdaje się powracać do ... natury. Przywodzi na myśl dzikie, górskie ostępy, poprzecinane mrocznymi, tajemniczymi wąwozami, kuszące, lecz niebezpieczne ze względu na osypujące się kamienie i głazy (czyt. fragmenty elewacji). Wiele skalnych nawisów (czyt. balkonów) podparto belkami, rusztowaniami, co wbrew pozorom nie uspokaja, lecz poddaje w wątpliwość solidność tych niepodpartych... Większość bram i klatek schodowych przypomina jaskinie, na ścianach których widnieją zagadkowe rysunki, hieroglify, nieskładne próby przełożenia słabo jeszcze wykształconej samoświadomości na język sztuki.

Obszar jest groźny ze względu na pułapki zastawione gęsto przez dzikie zwierzęta z gatunków psów domowych (canis domus). Podobno niektóre osobniki z gatunku homo sapiens zamieszkujące rejon również nie zaliczają się do szczególnie przyjaznych.

Pamiętam, jak na pierwszym roku studiów wybrałam się po raz pierwszy do kina Polonia położonego w sercu dzielnicy. Towarzyszył mi kolega-rdzenny wrocławianin, jak się okazało zaprzyjaźniony z wrocławskim policjantem, ergo uświadomiony na temat charakteru okolicy. Wielkie było moje zdziwienie, gdy ujrzałam go wyszykowanego na wieczór niczym ekranowy twardziel do  kulminacyjnej sceny - w skórzany płaszcz, który pod połami krył... różne narzędzia samoobrony tudzież ataku. Nie przydały się.
Byłam potem niezliczoną ilość razy w Polonii, pełniącej przez jakiś czas funkcje dkfu. Często na dwóch seansach z rzędu, zimą z kocem, gdyż ogrzewanie szwankowało.
Niestety, żadne z trzech śródmiejskich kin nie przetrzymało próby czasu multipleksów. Dla upamiętnienia Lalki i Polonii sale kinowe DCFu (Dolnośląskiego Centrum Filmowego) otrzymały ich imiona.


Polonia - dwa najniższe budynki


Pionier






































Pomimo nadmienionych niedogodności, lubię chodzić po Śródmieściu, oglądać detale zrujnowanych kamienic, patrzeć na toczące się życie, na zakłady szewskie i naprawy rowerów, warzywniaki z najtańszymi jabłkami, cukiernie z tradycjami, sklepiki z odzieżą szytą przez jakieś spółdzielnie. Jakby czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu, trochę jak z powojennej fotografii lub filmu dokumentalnego. (Nawet oznaki współczesności dopasowują się do otoczenia.)
Dzielnica zapomniana przez władze miasta, korporacje i wrocławian zamieszkujących inne rejony. Bieda i zaniedbanie ograniczyły ekspansję sieci fastfoodowych i odzieżowych, galerii handlowych, oddziałów banków i zakonserwowały koloryt innej epoki oraz prostszy, skromniejszy styl życia.


Słyszy się od dawna w lokalnych mediach o niewykorzystanym potencjale, czyta o nadciągającej rewitalizacji okolic Dworca Nadodrze, ale wciąż brak pomysłu i funduszów na przeprowadzenie tej metamorfozy. Remontowane są pojedyncze kamienice, które pysznią się kolorami na tle szaroburej reszty uwypuklając jej mizerię.
Przykro będzie patrzeć, jak za kilka lat osypią się ostatnie płatki gipsowych róż i pukle z secesyjnych głów.

6 komentarzy:

  1. Cześć Bee:) Serce boli jak widzi się powolne niszczenie takich pięknotek.. Chyba każde polskie miasto ma takie dzielnice, gdzie aż się prosi o rewitalizację i przywrócenie świetności.. U nas to Stary Wrzeszcz, Dolne Miasto i Orunia..
    Pozdrowienia cieplutkie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację Anex, ta choroba trapi większość polskich miast i cudownego leku na nią nie ma, ponieważ jest rozległa i pokomplikowana. Chyba za długo wgapiałam się w Paryż, zbyt intensywnie w wymuskane miasteczka Południa Francji i oczekiwania wybujały. Trzymam kciuki za gdańskie cudeńka, Ciebie serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ano właśnie podobnie, jak Anex (nawiasem mówiąc, jak widzę krajanka) też od razu pomyślałam o naszej Oruni i o kinie Kosmos, którego już nie ma. Można by wyliczyć kilka takich dzielnic w każdym polskim mieście. Ale myślę, że nie tylko polskim. A tak nawiasem mówiąc często słyszę, że Wrocław to jedno z piękniejszych polskich miast i myślę, że kiedyś uda mi się je odwiedzić. Może niekoniecznie w jego mniej reprezentacyjnej części. Ale na razie z Wrocławiem jest u mnie tak, jak z książkami, wciąż się wpycha któraś bez kolejki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guciu, jeśli Wrockowi uda się kiedyś przepchać na czoło, z równą przyjemnością pokażę Ci reprezentacyjne miejsca, jak Rynek z przyległościami czy Ostrów Tumski, jak i te ... powiedzmy z klimatem.

      Usuń
  4. Guciu,
    A ja byłam i to dzięki blogowym znajomościom we Wrocławiu...i zakochałam się, bo tam nie tylko pięknie, ale do tego tyle się dzieje, że sobie trudno wyobrazić, no i ludzie wspaniali! Ostatnio widziałam kilka "niedopieszczonych" miast" i kłębią się we mnie uczucia mieszane. Po przecież wraz z konserwacją i remontami coś jednak ginie, chyba ten prawdziwy urok i klimat miasta. Remonty oznaczają też zmianę cen mieszkań, wyrzuca się biedniejszych mieszkańców i wprowadza się burżuazja, nowobogaccy... Coś się zatraca.W najgorszym stanie w jakim widziałam ostatnio miasto był Kijów, przepiękny, ale miało się wrażenie, że za chwilę balkon czy tynk spadnie nam na głowę. Potrzeba na pewno sporo pieniędzy, żeby to miasto uchronić przed całkowitym zniszczeniem ale z kolei przed kilkoma dniami wróciłam z Lizbony, mieszkałam w dzielnicy, która znajduje się w stanie surowym, choć jest bardzo turystczna-w Alfamie. Tam z kolei odnawia się niewiele, ale może dzięki temu zachował się klimat starej Lizbony. Nadal pełno jest małych sklepików, starych ludzi, odrapanych tynków...A propos kin to dwa stare warszawskie kina znakomicie zagospodarowała Janda na teatry. Jeden z nich mieści się w pięknym kinie Ochota, zbudowanym w latach 50-tych, przepiękny zabytek uchroniony przed zupełnym zniszczeniem. Ale ponadto w Warszawie też sporo obiektów do odnowienia, no może nie tak pięknych jak we Wrocławiu.
    Natomiast nie wiem jak ja ten Wrocław oglądałam, ale zrobił na mnie wrażenie pięknego, odnowionego miasta! Może widziałam tylko tę stronę "dla turystów"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Holly droga, również uwielbiam miasta, w których udało się zachować atmosferę minionych lat i przymykam oko na nadgryzione zębem czasu tynki, ale gdy w jego paszczy znikają architektoniczne detale, wtedy żal chwyta...
      Byłoby idealnie, gdyby w budynkach po Lalce, Polonii powstały ambitne kluby muzyczne, prywatne teatry czy galerie sztuki na podobieństwo Warszawy. Ta zamrożona dzielnica potrzebuje takich słońc.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...