sobota, 12 marca 2016

Koncertowo, czyli Mela czaruje, Pink Freud buduje


Jeżeli poszukujecie muzyki windującej ducha w rejony metafizyczne, gorąco polecam wytropić Pink Freud i/lub Melę Koteluk. Ich koncerty, pierwszy w Starym Klasztorze, drugi w Narodowym Forum Muzyki, były dla mnie dotknięciem jakiegoś muzycznego absolutu. Muśnięciem palca bogini Muzyki, bo ona jest oczywiście kobietą. :-)

***

Ladies first.
8 marca 2016, godz. 18.40. W obficie płynącym deszczu, przez rozległy, ciemnawy, zazwyczaj pusty o tej porze i w tak podłą pogodę Plac Wolności, w stronę przeszklonego głównego wejścia gmachu NFM zmierzają kilkuosobowe grupy, pary, pojedyncze dziewczyny i kobiety. Wszyscy w tym samym kierunku i celu. 1820 osób, bo tyle mieści największa sala koncertowa, zakupiło bilety (na trzy tygodnie przed koncertem można było o nich tylko pomarzyć) i w zimny, marcowy wieczór śpieszy w jedno miejsce, żeby posłuchać Meli Koteluk. Jaką prawdę i talent, wrażliwość i siłę trzeba mieć, żeby przyciągnąć takie rzesze ludzi?????

***
W jednym z wywiadów Mela powiedziała: "U mnie z tą muzyką i z tym pisaniem jest tak, że piszę i wymyślam melodie stale, nie wtedy, kiedy mam je nagrać. To nie jest zadaniowe podejście od albumu do albumu. To trochę jak wewnętrzny przymus, coś, na co czasami się denerwuję, bo mogłabym na przykład dwie godziny leżeć, ale nie daje mi to spokoju - muszę usiąść nad kartką papieru, spisać coś, co siedzi mi w głowie. Dopiero jak to wyrzucę, mogę się zrelaksować."
Po prostu - stworzona, by tworzyć.

***

Koncert w NFM zapisze się w pamiętnikach, biografiach, na blogach i w głowach uczestników jako wizyta w krainie czarów. Zagrały wszystkie elementy - olbrzymia sala, wypełniona do ostatniego miejsca na trzecim balkonie życzliwą, entuzjastyczną publiką, genialna akustyka, wspaniała oprawa świetlna, dużo nowych, rockowych aranżacji "starych" przebojów, które zabrzmiały tak mocno i energetycznie, że trudno było usiedzieć w fotelu. Przede wszystkim jednak głos Meli. Wyjątkowy instrument posłuszny znakomitej wirtuozce, wydający momentami najbardziej oryginalne, zaskakujące dźwięki. Ten kunszt techniczny w połączeniu z emocjonalną interpretacją pięknych, metaforycznych tekstów wywoływały wielką intensywność odbioru i prawdziwe wzruszenia...




***

Panowie idą na drugi ogień.
Podczas koncertu Pink Freud nasuwało mi się uparcie skojarzenie ich brawurowych kompozycji i szalonych "wykonów" z gotyckimi katedrami. (Być może sprowokowane przez miejsce imprezy.) Oni grają jakby budowali katedry. Zaczynają od solidnych fundamentów, żeby następnie wznosić strzeliste filary, łuki, wyżej, jeszcze wyżej, a gdy wydaje się, że już dalej nie można, czwórka genialnych muzyków dźwiga sklepienie o kolejny poziom.

***

Pozwolę sobie przytoczyć fragment z mejla do przyjaciółki pisanego chwilę po koncercie:
"... Pink Freud był fantastyczny, odjazdowy, mega, giga i mogłabym tak mnożyć epitety przez kolejnych dziesięć linijek, prędzej zabrakłoby mi przymiotników niż entuzjazmu. Uwielbiam tych chłopaków za nieziemskie, porywające kompozycje, wariactwo, energię i radość, jaka bije od nich i ich muzyki ze sceny. (...) Oboje jesteśmy zachwyceni, choć S. pewnie ująłby swój zachwyt w dwóch przymiotnikach."



4 komentarze:

  1. Wow, zazdroszczę ci tych wzruszeń. Ostatnio coraz częściej wracam do piwnicznej sali, gdzie słuchałam Doroty Ślezak. I choć płyta zakupiona - niemal już zdarta od ilości odtworzeń, to jednak taki kontakt bez barier to zupełnie inna historia. Nie znałam pani, panów oczywiście znałam, choć może nie tak jak by sobie tego życzyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden zapis nie odda atmosfery koncertu, ale w muzyce Meli zakochałam się słuchając jej na youtubie podczas działań kuchennych... :) Daj znać, jakie wrażenie wywrze na Tobie.

      Piwnica pod Baranami gościła niedawno we Wrocławiu, w jakiejś mało nastrojowej hali, więc odpuściłam. Znajomość z D. Ślęzak przyjdzie zatem zawrzeć na wspomnianym serwisie.

      Zaintrygowana końcówką Twojego komentarza, dopytuję - czyżbyś Pink Freud, wywodzący się przecież z Trójmiasta, znała z gazet, nie z klubów?

      Usuń
  2. Dawno mnie tu nie było (tu u Ciebie i tu w blogosferze też coraz rzadziej ostatnio) więc spieszę odpowiedzieć, że i owszem nie znam na żywo panów. Jak zapewne wiele zjawisk nie znam jeszcze i ... A pani Dorota na youtubie raczej mało reprezentatywna. Szukałam moim ulubionych piosenek i nie znalazłam, aleć zawsze to jakaś próbka malutka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, kilka wykonań D.S., których wysłuchałam na yt nie porywało, ale nie zniechęcam się i za kolejnej bytności w Krakowie wybierzemy się do Piwnicy. Tobie, wrażliwej na słowo :), jeszcze raz gorąco polecam piękne teksty i niebiańską muzykę Meli. Alleluja!! :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...