sobota, 3 marca 2012

Tokyo International Forum

Tokyo International Forum to centrum konferencyjne, wystawowe, kulturalne w biznesowej dzielnicy Tokio - Marunouchi, dziesięć minut pieszo od Pałacu Cesarskiego i Dworca Głównego Tokio z jednej strony, pięć minut od dystryktu handlowego Ginza z drugiej.
Kompleks zaprojektowany przez Urugwajczyka z Nowego Jorku Rafaela Vinoly otwarto w 1996 roku.

Pożyczone z internetu
Gigantyczne, przeszklone atrium jest jak transatlantyk, który zacumował na dachu ultranowoczesnej opery w rozświetlonym metropolis. Wrażenie, jakie robi to połączenie, jest trudne do opisania. Coś jakby człowiek wstąpił do nieba czystej architektury. Nieskalanej funkcją praktyczną, użytkową, ekonomicznymi ograniczeniami wyobraźni. To pomnik Japonii czasów prosperity, bańka ze szkła i stali, która pozostała po ekonomii bańki mydlanej.

Wchodzimy:


Zadzieramy głowę:


Włazimy na wszystkie możliwe kładki (a można na wszystkie), napawamy się ciszą i samotnością na szczytach architektonicznego Parnasu (bo mało ludzi, a nie dlatego, że maczaliśmy palce w projekcie ;). Zmiany perspektywy, kątów widzenia przyczyniają się do rozkoszy estetycznych. Z lekkim drżeniem kolan spoglądamy kilkadziesiąt metrów w dół ( brak innych zabezpieczeń poza dość wysokimi poręczami, Japończycy nie bzikują na punkcie bezpieczeństwa) i czujemy mrowienie pustej przestrzeni pod stopami. Zachwycamy się przytulnością podświetlonych galerii, miastem światła na zewnątrz...



Na dokładkę w każdą pierwszą i trzecią niedzielę miesiąca na dziedzińcu kompleksu odbywają się giełdy antyków, w drugą niedzielę pchle targi.


Dziedziniec w nocy

3 komentarze:

  1. Wydaje się nierealnie. Trudno wyobrazić mi sobie Japonię, choć zdjęć i filmów widziałam sporo. Czytałam też to i owo. Pociągająca abstrakcja. Piękne zdjęcia, jak ilustracja do 'matrixa' :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia, niezwykle ciekawa opowieść, przede wszystkim o tym pchlim targu...chciałoby się po nim pochodzić, oj chciało! A ja z kolei zakochałam się w japońskiej kuchni, gdy tylko mam chwilkę to hyc na ulicę Sw. Anny na przysmaki. Pycha! A ja myślałam, że kuchnia japońska to tylko sushi...Trzeba jednak nierzadko swoje odstać, bo zawsze zbiera się przed nimi tłumek. Czy to samo je się w Japonii, czy też dania są w Paryżu przyrządzane na potrzeby europejczyków?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ewo, trafiłaś w sedno. O Japonii można dużo wiedzieć, ale dopóki się tego nie doświadczy, nie sposób sobie wyobrazić specyficznej atmosfery, koloru wyspiarskiego powietrza, ciszy świątyń i ogrodów na prowincji, różnorodności i energii Tokio, i wielu innych inności.

    Holly, witaj z powrotem :)) Ul. Św. Anny pachnie Azją. Dania w tamtejszych knajpkach i restauracjach smakują jak oryginalne japońskie pod warunkiem, że lokale prowadzone są przez Japończyków. Jednak, jak wiele innych sektorów, również japońską gastronomię opanowali Chińczycy i w tym przypadku gwarancji nie ma. PRAWIE robi różnicę. W Japonii szalenie popularne są przeróżne buliony z makaronem - udon, soba, ramen (który zresztą przywędrował z Chin i jest tłustszy od pozostałych) - szaszłyki yakitori, smażony makaron yakisoba, sushi i sashimi zawsze i o każdej porze. Wszystko to można znaleźć na rue St Anne.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...