czwartek, 1 marca 2012

Kinomania

Taka obfitość w kinach, że rogówki wysychają. Nie nadążam chodzić i pisać. Nie zamierzam zamęczać szczegółami rojeń pokręconych zwojów kinomaniaka, tylko pokrótce polecić:

"Żelazna Dama"
Reżyserka - Phyllida Lloyd, scenarzystka - Abi Morgan oraz Meryl the Greatest wespół w zespół sportretowały kobietę z charakterem i niezłomnymi przekonaniami, odważniejszą i twardszą od większości mężczyzn parających się polityką wówczas i dziś. Najważniejsze momenty z życia politycznego i osobistego sławnej pani premier pokazano z perspektywy staruszki z początkami Alzheimera. Dla wielu kontrowersyjny punkt widzenia, moim zdaniem boleśnie doskonały do podsumowania tak niezwykłego życia. Dotkliwie uzmysławiający warunki, na jakich żyjemy, prostą prawdę, że czas jest limitowany i od nas zależy jak go wykorzystamy.



Streep nagrodzono Oscarem, i dobrze, bo statuetka należy jej się za cztery piąte zagranych ról. Zasłużony Oscar za charakteryzację, bo na upodobnioną do Thatcher czy postarzoną aktorkę patrzy się bez rozpoznawczego dysonansu, mówiąc prościej - bez odczucia, że coś nie gra a na pewno nie jest to wina Kobiety Kameleona.

"Róża"
Wojciech Smarzowski pokazuje dramatyczną powojenną rzeczywistość przyłączonych do Polski Mazur. Wspólną potworną historię Mazurów, Polaków, Niemców i Rosjan. I znów nie pozostawia wątpliwości co do niegodziwości i bestialstwa rodzaju ludzkiego, które to cechy wyłażą na wierzch w całej okazałości w czasach próby - wojen, przemian dziejowych, przełomów życiowych. Jedyny sprawiedliwy (bez ironii) w morzu złoczyńców i oportunistów, grany oszczędnie i bardzo przekonująco przez Marcina Dorocińskiego, daje oparcie skrzywdzonej kobiecie (równie prawdziwa, krucha i silna Agata Kulesza) i jej córce. Malutki płomyk nadziei niesie w tym smutnym filmie drugi człowiek, który sprawdził się w najtrudniejszych okolicznościach.

Marcin Dorociński i Agata Kulesza w

"Mój tydzień z Marilyn"
czyli w jakich bólach rodziła się urocza komedia "Książę i aktoreczka" z sir Laurencem Olivierem i Marilyn Monroe. Lekka farsowa forma, niczym z wspomnianego filmu, odbiera ciężaru dramatowi psychicznych zmagań Marilyn, która sześć lat po przedstawionych wydarzeniach popełniła samobójstwo.



Próba uchwycenia fenomenu kobiety-dziecka i symbolu seksu w jednym, pokazania spotkania geniusza sceny z gwiazdą filmową. Bardzo trudne zadanie dla Michelle Williams odtwarzającej gwiazdę, z którym nieźle sobie poradziła, choć zabrakło tej iskierki, której zagrać nie sposób. Plejada aktorów z Kennethem Branaghiem i Judi Dench na czele.
Ogląda się pysznie.

2 komentarze:

  1. Jeśli ogląda się pysznie, idę. Kocham Marylin, choć to dość niepoważne, że kochamy się gromadnie w kobietach-dzieciach. Pewnie 'u boku', byłaby nie do strawienia. Na ekranie jednak - zupełnie co innego. Pewnie to ta iskra, której u nikogo więcej raczej nie widać (!?).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewo, również mam słabość do Marilyn (kto nie ma??? - niech no się przyzna :). Kamera ją kochała jak żadną inną aktorkę na świecie. Pomimo tylu informacji na jej temat, tylu wizerunków wciąż pozostaje nieodgadniona. Jej największą kreacją była chyba ona sama.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...