poniedziałek, 26 marca 2012

"Rzeź" "niewiniątek" rękami Polańskiego

Dwa małżeństwa spotykają się, aby omówić bójkę, do jakiej doszło pomiędzy ich jedenastoletnimi synami. Elegancki, uprzejmy początek szybko przeradza się w jazdę bez trzymanki, podczas której spadają przywdziane maski, nie sprawdzają się przyjęte pozy, znikają zahamowania oraz wygłaszane są głęboko skrywane przekonania i sądy.

Politycznie i społecznie zaangażowana przeciwniczka przemocy okłada pięściami męża niezgadzającego się z jej opiniami, tzw. kobieta z klasą womituje na stolik pełen albumów poświęconych sztuce, pewny siebie adwokat traci grunt pod nogami, flaczeje niczym pacynka bez animatora, pozbawiony iphone`a, poczciwy sprzedawca sprzętu agd okazuje się koneserem whiskey i cygar, przeciwnikiem rodziny.

Stoją przed nami przez chwilę nadzy jak ich natura stworzyła. Bezradni i zagubieni jak aktorzy, którzy zapomnieli swoich ról na scenie teatru życia (oj, poleciałam szekspirowską metaforyką). I twierdzą, że ten dzień konfrontacji z prawdziwym "ja" był najgorszym dniem w ich życiu.

"Rzeź" (Jodie Foster, John C. Reilly, Christoph Waltz i Kate Winslet)

Pewna ręka Polańskiego, czwórka świetnie obsadzonych, fantastycznych aktorów, błyskotliwy i przewrotny scenariusz oparty na sztuce Yasminy Rezy złożyły się na tragikomiczny obraz jednostki i społeczeństwa, małżeństw, kobiet i mężczyzn, precyzyjne studium kruchości fundamentów i felernej konstrukcji "cywilizowanego" świata.

Kto nie widział, a mieszka we wrocławskim grodzie, niechaj pędzi do Dolnośląskiego Centrum Filmowego http://dcf.wroclaw.pl - pozycja obowiązkowa dla każdego kinomana i dla każdego cywilizowanego człowieka ;)

6 komentarzy:

  1. Od dawna sądzę, że prawdomówność jest przereklamowana. Kłamać uczymy się latami by nasze stosunki z bliźnimi były znośne. Nie dziwota zatem, że "wieczór prawdy" kończy się katastrofą.
    Wierzmy naszym góralom, którzy co by nie mówić cywilizowani są, a mawiają: jest cała prawda, tyż prawda i g.... prawda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Totalna uczciwość wobec siebie samego i otoczenia jest potwornie trudna, czasami niemożliwa w tym piętrowo pokręconym świecie. Nieautentyczność, hipokryzja, pozerstwo są chyba przypisane naszemu gatunkowi i idą sobie w parze z marzeniami o lepszym życiu, związku, świecie. W porównaniu z bieganiem z maczetą za oponentem to jednak duży postęp... Szczerze pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie Rzeźnia jakos nie zainteresowała, zwłaszcza że we Francji zbierała słabe recenzje, a i mój ulubiony polski krytyk filmowy nie był zachwycony (http://michaloleszczyk.blog.onet.pl/Rzez-2011-Polanski,2,ID448357214,n), ale zajrzałam na stronę DCF i widzę, że grają Elenę. Zobacz koniecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak się okazuje, nawet "precyzyjne studium kruchości fundamentów i felernej konstrukcji 'cywilizowanego świata'" można potraktować (czy też przedstawić) tak, że będziemy na to patrzeć jak na coś, co jest po "jaśniejszej i komiczniejszej stronie życia" ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Katasiu, mimo wszystko obejrzyj ten film przy okazji, ciekawa jestem Twojej opinii bardziej niż francuskiej krytyki, która podobno bywa kapryśna jak łaska pańska, raz wynosi i stadnie wychwala, za chwilę gromadnie gani i strąca. Przeczytałam recenzję M. Oleszczyka i prawie spadłam z krzesła na widok "nieznośnej płycizny" i "szkolnej rozprawki". Ostro pojechał. Wolę kierowców bez przerostu ambicji ;) Jak również przedkładam doskonale zrealizowane, inteligentne filmy nad kino, które nadaje się głównie na temat wielostronicowych filozoficzno-metafizyczno-teoretycznych rozważań i dysertacji.
    A recenzje od lat czytam tylko po seansie :)

    Na Elenę oczywiście wybiorę się jak tylko przejdzie wysoka fala widzów. Fajnie być samemu w kinie.

    Witaj Logosie Amicusie, wdzięcznie internetowo ochrzczony, znany mi z "widzenia" z zaprzyjaźnionego bloga Ewy :) Nie łapię - zarzut li to czy komplement? Staram się mniej więcej (cóż za wygodne określenie) być wierna swemu credo, tragikomizm "Rzezi" ułatwił zadanie. Śmiałam się na tym filmie do łez...

    OdpowiedzUsuń
  6. Bee, to ja wręcz przeciwnie - mam swoją grupę ulubionych krytyków, których poglądami kieruję się przy planowaniu kinowego kalendarza i choć tracę może przez to niektóre ciekawe filmy, to przynamniej już dawno nie zdarzyło mi się wylądować na kiepskim ;) A i kilka wartościowych filmów, na które nie wybrałabym się, gdyby nie dobre recenzje, bo nazwiska reżyserów nic mi nie mówiły, udało mi się zobaczyć właśnie dzięki temu systemowi :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...