poniedziałek, 10 marca 2014

Miłość na kłódkę

Wstydzę się tego, co zrobiłam. Ale nie żałuję.

Szłam w sobotę z Niunią przez Most Tumski.
- Cio to jeśt? - spytało dziecko wskazując na tony żelastwa oblepiające balustrady.
- Kłódki zakochanych.
- A po cio?
- Zawieszają je ci, którzy się kochają, ponieważ wydaje im się ... - zamierzałam zrobić miniwykład na temat wandalizmu i szpetoty owego procederu.
- Ziawiesimy? - przerwała mi Niunia.
- Ale to jest zwyczaj zakochanych par, a poza tym...
- To my psiecieź! Ja ciebie kocham...
- Yyy... - spojrzałam w radośnie uśmiechnięte, wyczekujące oczęta i ... oczywiście uległam, wyrzekłam się przekonań, popadłam w hipokryzję.

Zakupiłyśmy na pobliskim straganie kłódkę najbliższą kolorem różowej, czyli fioletową, z naklejonym po jednej stronie serduszkiem, z drugiej napisałam markerem użyczonym przez handlarza Niunia+ciocia=WM i zawiesiłyśmy pośrodku nieszczęsnego mostu. Tak dołączyłam do grona zakochanych idiotów.
Starczyło rozumu na tyle, żeby nie wyrzucać kluczyka do rzeki.

Posłowie

W poniedziałek zdjęłam kłódkę z mostu. Niunia jak kocha, to wybaczy. :)



12 komentarzy:

  1. Biedny ten nasz stareńki Tumski, nadźwiga się. Prasa co i rusz zamieszcza fotki po raz kolejny uwolnionego z brzemion, bidaka, a zakochany naród... swoje. Pilnie trzeba nam, obywatele, pogadanek o sile miłości trwającej bez pośrednictwa kłódek i kluczyków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy w zaistniałej sytuacji mogę jeszcze zabierać głos w sprawie...;) Trzeba by ustawić prelegenta na mostach w całej Europie, gdyż obyczaj kwitnie i nie wykazuje tendencji zanikowych..

      Ewciu, być może gazety zamieszczają zdjęcia Tumskiego sprzed czasów zarazy... Bywam na Ostrowie bardzo często i mogę z całą pewnością stwierdzić, że, pomimo zapowiedzi, urząd czy inny zarząd nie zdecydował się na oswobodzenie mostu w ostatnich latach. Może dawno temu, w początkach plagi.

      Usuń
  2. Pewnie, że wybaczy:) Zgadzam się w 100% - obyczaj jest barbarzyński.. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostałam na dwa dni barbarzyńcą... Teraz mam kaca moralnego.
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  3. Ba takowe mosty zawieszone żelastwem stają się nawet turystyczną atrakcją :( kiedy wróciłam z Paryża i opowiadałam o wrażeniach, znajoma przerwała mi z niecierpliwością pytaniem, czy widziałam wieżę, młyn i most z kłódeczkami. Na szczęście (? dla siebie w jej oczach) mogłam odpowiedzieć pytająco na wszystkie trzy pytania), Aha i jeszcze te kolorowe rury, widziałaś? No cóż i rury widziałam :( To mi przypomina, iż inna moja znajoma (litościwie nie przybliżę kto zacz) na stwierdzenie, iż cały dzień spędziłam w Orsay`u zapytała - tu u nich też jest ten sklep? :))) A dziecku trudno się dziwić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guciu, ależ wyborny materiał na "pogwarki koleżeńskie"! :))
      Owe znajome coś jakby w wieku Niuni... ;)

      Cały dzień w przeciętnym sklepie z ciuszkami, to jest prawdziwie perwersyjny pomysł na spędzenie czasu w Paryżu! ;)

      Usuń
    2. oj, szybko piszę, z bykami piszę, miało być, odpowiedziałam twierdząco owej koleżance (a propos wieży, młyn, mostu i kolorowych rur), ale widzę, że odczytałaś moje intencje. Wpis na temat znajomych - wymaga nieco więcej odwagi, ale kto wie, jestem na dobrej drodze, gdyż poziom mojego wyluzowania osiąga coraz wyższy pułap. Cały dzień w sklepie z ciuchami mógłby się u mnie źle zakończyć :( A tak trochę od czapy strony- podczas ostatniej wizyty w kinie przypomniałam sobie twój wpis o wyjściu zeń z powodu zbyt dużej ilości oglądających; pan obok tak się wiercił na krzesełku, że cały film odczuwałam nieprzyjemne wibracje i jeszcze w autobusie miałam wrażenie, że podskakuję na siedzeniu, ten sam pan przez pół filmu przegryzał kukurydzę i popijał pepsi (a robił to dość ostentacyjnie i głośno, co chwilę słyszałam w tle filmu chrup, chrup i gul, gul, gul. Nie mówiąc o tym, iż przed rozpoczęciem cały czas rozmawiał z partnerką tak głośno, że nie słyszałam słowa z reklam (mała strata, ale miałam obawy, czy film przebiegnie także w akompaniamencie rozmów nadpobudliwego osobnika). Na szczęście na filmie tylko chrumkał, bulgotał i podskakiwał. A to był zaledwie jeden osobnik. Obiecałam sobie, iż kolejnym razem zakupię płytkę i obejrzę w domu :(

      Usuń
    3. Zażartowałam tylko w kwestii publikowania, materiał jest zdecydowanie wrażliwy, prawdopodobnie skończyłoby się tzw. zerwaniem stosunków ;)
      Przykro mi, że miałaś nieudany seans, ale za to witaj, Guciu, w ekskluzywnym klubie księżniczek :) Mnie ostatnio uprzykrzono "Wielkie piękno" i "Ona". Chwilowo przestałam chodzić do kina...

      Usuń
  4. Cóż, prawie jak w piosence - takiej miłości jak Waszej wszystko trzeba wybaczyć. Nie rzucam kamieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej miłości tomy by pisać... Trudny był na przykład okres paryski, gdy "tiua" (ciocia) wyjechała na dłużej. Wtedy dziecko podśpiewywało sobie w domu i na dworze: "Tiua beee, tiua beee, tiua beeeeeeee..." Siostra zadbała o nagranie, więc wiem nawet, jak brzmiało: początek monotonnie jak mantra, końcówka z dramatycznym zaśpiewem. :)

      Usuń
  5. Najważniejszy to ekologiczny i obywatelski odruch!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może powinnam założyć Partię Obrońców Mostów i wygłaszać przemówienia (pogadanki - jak chce Ewa) na mostach w całej Polsce ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...