niedziela, 9 grudnia 2012

Podglądanie

W dzień wyglądają często niepozornie, zwyczajnie. Chowają się za szybami odbijającymi szare paryskie niebo i fasady kamienic. Dopiero po zmroku, oświetlone od środka, pokazują kolorowe duszyczki. Małe butiki, galerie, cukiernie ukryte w wąskich uliczkach Marais, Saint Germain des Pres, Auteil są świadectwem życiowych pasji i zamiłowań ich właścicieli, przejawem przeróżnych snobizmów, efektem wyrafinowanych lub skromnych gustów i zróżnicowanych apetytów mieszkańców wielkiego miasta.

Nie potrafię chodzić wieczorem po mieście bez zatrzymywania się przed co drugą jasno oświetloną witryną. Widoczne jak na otwartej dłoni wnętrza z całym bogactwem inwentarza przykuwają wzrok i zachęcają do wejścia lub prowokują do podglądania zza szyby. U mnie wywołują dodatkowo nieopanowaną chęć utrwalenia ich przyjaznego trwania w ciemności słabo oświetlonych latarniami ulic, a jeszcze lepiej - toczącego się w środku życia.

W towarzystwie takiego podglądacza jak Hopper, czuję się zdecydowanie raźniej. Na szczęście widzę świat inaczej niż on, więc na nieszczęście efekty nie będą wiekopomne. Wiele zdjęć pochodzi sprzed roku i dwóch, dlatego nie przyznaję się do zaczerpnięcia inspiracji z widzianej niedawno wystawy.


"Jak uczesać zawodnika sumo?" deliberują w galerii przy Placu des Vosges.
Ktoś postawił na Amerykę
Rok temu pisałam o tym antykwariacie, którego właściciel handluje albumami i książkami poświęconymi fotografii. Dobra wiadomość - starszy pan ma się świetnie, towaru jakby jeszcze przybyło...
Czy cupcake`i mają szanse w kraju makaroników i tarteletek z owocami?
Pasją właścicielki tego butiku w Marais, Catherine Legrand, są tkaniny w kolorze indygo. Podróżowała przez wiele lat po całym świecie, żeby poznać u źródeł tradycyjne techniki wytwarzania. Wynikiem jej hobby jest książka "Indygo: Kolor, który zmienił świat" i butik, w którym można nabyć stare oraz nowe tekstylia w różnych odcieniach tego pięknego koloru pochodzące z Japonii, Indii, Afryki, Ameryki Południowej.
Choć miesiąc fotografii się skończył, w wielu galeriach nadal można oglądać wystawy fotografików. W 8 dzielnicy manierycznie zamazane zdjęcia i towarzyskie spotkanie.
Galerie są dla galerników niby drugi dom. Ileż to razy trafiliśmy na półprywatne imprezy z przyjaciółmi, winem i szampanem toczące się w otwartych dla zwiedzających obiektach.
W Galerii Teodora również w "ósemce" trwa wystawa Manuskrypty Małgorzaty Łempickiej-Brian i Krzysztofa Szalka. Interesującą artystkę - fotografika rodem ze Szczecina poznałam podczas dni otwartych atelier w Belleville.
Warsztat złotej rączki w Marais.
"Zakupy są tańsze niż psycholog" - głosi reklama wyprzedaży.
Nie jestem o tym przekonana. Natomiast ciekawą propozycją mogłyby być zakupy w towarzystwie psychologa ;)
CDN, bo za długo się zrobiło i za późno.

8 komentarzy:

  1. Ja tez uprawiam radosny voyeuryzm, ale moimi ulubionymi miejscami sa raczej wieczorne paryskie apartamenty. Wielkie telewizory, samotne kolacje, dzieci pilnie odrabiajace lekcje, niesamowite zyrandole, mini kolekcje obrazow, czego tam sie czlowiek niedopatrzy...
    Czekam zatem na cd :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Apartamenty są tym ciekawsze, że niedostępne i słabo widoczne. Trzeba mocno wyciągać szyję, żeby cokolwiek z perspektywy ulicy lub z okien samochodu wypatrzyć, ale podobnie jak Ty, nie ustaję w wysiłkach. Ach, te płaskorzeźbione boazerie, kryształowe żyrandole, stiuki na sufitach (zdarzają się i plafony), wielkie biblioteki... Mieszkańców widuję rzadziej z racji różnicy poziomów... ;)

    Z porównywalną przyjemnością wertuję album "Interieurs parisiens", który zakupiłam miesiąc temu na brocancie przy Nation :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Udało Ci się wypatrzyć tyle urokliwych miejsc...chyba to one tworzą klimat miasta, tam gdzie ich brakuje ( a brakuje np. w Warszawie) tych malusieńkich pracowni, galeryjek, zagraconych antykwariatów, tam jest jakoś mało przytulnie i pusto. Osobiście kocham najbardziej takie zagracone sklepiczki z różnymi specjałami kulinarnymi i słodkościami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moi faworyci to wypchane po brzegi sklepiki z antykami. W tych najmniejszych należy się poruszać ostrożnie, nie wykonywać żadnych nieprzemyślanych, zbyt gwałtownych ruchów, żeby nie trącić np. torebką empirowego świecznika, który mógłby upaść na lampkę art deco, a ta z kolei na chińską wazę. Chyba zbyt gorliwie zwizualizowałam tę katastrofę, oby nie przeniosła się do nocnych koszmarów... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, tak, lubię to. Lubię zaglądać do rozświetlonych wnętrz. Apartamenty też widać. Wystarczy przejechać się po zmroku M.2, w miejscach gdzie jeździ po estakadach, szczególnie bliżej Sekwany. Tam, to bywa cudnie i wytwornie w środku.

    Czesanie czerwonego sumity (suma?) - bomba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawia mnie, czy paryżanie nie boją się złodziei, którzy mogą sobie typować z okien takiego metra dajmy na to lokale do skrojenia...

      Usuń
  6. Przypomina mi to poświąteczne powroty skm-ką z Gdyni do Gdańska i zaglądanie do oświetlonych mieszkań. Jakie ciekawe historie można było tam podpatrzeć. A podglądacz mógł swój proceder prowadzić zupełnie bez skrępowania, bowiem przemykał anonimowo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewuniu, Guciu, jak miło, że przystąpiłyście do towarzystwa voyerystek!! Legitymacje prześlemy pocztą.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...