wtorek, 11 grudnia 2012

Podglądania cd.

Słowo się rzekło.
Mam przyjemność zaprezentować jedno z moich ważniejszych paryskich odkryć. I nie chodzi o nieco staroświecką wystawę w Saint Germain des Pres, ale o cud piekarni Poilane wytwarzającej tradycyjne chleby na naturalnym zakwasie, pieczone w opalanych drewnem piecach. Ich razowy, ciężki, zwarty i wilgotny, chleb mój powszedni od trzech miesięcy, sprawił, że przestałam jęczeć "Jakie prawdziwe sery i jakie sztuczne pieczywo w tej Francji... jak ciężko bez polskiego chleba i jak to będzie w Polsce bez wielości francuskich serów, ojojoj..." Teraz będę tęsknić i za serem, i za chlebem...
Wyeksponowane w dużej witrynie, w charakterze "dźwigni handlu", młode cukierniczki przygotowują torty bezowe w cukierni w Auteil. Słodkości schodzą jak świeże bułeczki. Kolejka łasuchów wylewa się na zewnątrz. Zimą, szczególnie w okresie przedświątecznym, człowiek po prostu czuje, że słodycze są bardziej na miejscu niż sałata...
W drodze wyjątku zdjęcie wykonane bez pośrednictwa szyby, jako medium ograniczające tudzież zapewniające anonimowość potraktujmy monitory, które dzielą Was od smakołyków, mniam, mniam.
Wróćmy do Marais, które może się pochwalić największą chyba liczbą urokliwych miejsc, choćby to była tylko pasmanteria w podwórzu. Ale jak oświetlona! Jak wyeksponowana! Zwabi nawet klienta, który jednej igły w domu nie posiada, a szydełko uznaje za przyrząd dentystyczny.



Nie wiem, kto te krzykliwe i cudownie ciepłe oranże oraz czerwienie kupuje, gdyż na paryskich ulicach nadal szepczą nierzucające się w oczy kolory...
Dobry adres dla zwolenników kuchni śródziemnomorskiej czy szerzej stylu życia południowca - oliwy, oliwki, tapenady, również naturalne kosmetyki.
Nicolas - największa francuska sieć sklepów z winem, można je spotkać na co drugiej ulicy, oplotły pajęczyną uzależnień również Anglię, Belgię, ich szczękoczułki sięgają rzekomo Polski. Idąc w gości w dobrym tonie jest nabyć butelkę wina w Nicolasie, w naszych sferach w każdym razie. W wyższych, koneserskich pewnie lepiej wylicytować omszałą butelczynę z na poły zatartą etykietą, ale widoczną datą 1959 lub 1964 na aukcji w Drouot-Richelieu.


Zaczęłam od chleba, kończę na winie, gdy dopisują te dwa, środek jest mniej istotny.

8 komentarzy:

  1. Bee, tylko łapać najbliższe połączenie lotnicze z Paryżem. Ruszyły kubki smakowe, tym bardziej, że jestem jeszcze przed śniadaniem.

    Tak się rozentuzjazmowałam, że nawet wino z 1959 (a co tam), piłabym do śniadania.
    Dziękuję za udostępnienie wglądu w 'paryskie mroczne zakamarki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę uprzejmie, Ewciu. Już po śniadaniu? Zdecydowałaś się na kieliszeczek Merlota?

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć Bee:) Dzięki za kolejną cudną porcję Paryża:) Wystawy tam, to poezja sama w sobie:) Jaaa.. A te torty, mniam..
    Pozdrowienia cieplutkie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Halo Anex :) Dzięki paryskim witrynom nawet szybko zapadające zimowe ciemności zyskują jakąś zaletę. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż mam napisać jeśli dla mnie chleb z Poilane jest "przereklamowany" (polecam ponownie porównanie z "pur seigle" z sieci Naturalia, może się mylę), a wino kupuję, jeśli nie w zwykłym supermarkecie, to w "Repaire de Bacchus"? Głównie ze względu na miłą obsługę, ale też nazwę, która jakoś bardziej do mnie przemawia ;)
    Może napiszę to, że się zgadzam - dobry chleb i wino (może jeszcze kawałeczek sera), reszta ma mniejsze znaczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czaro, nie wyjadę, póki nie spróbuję chleba z Naturalii. Właśnie wynotowałam adresy sklepów przy bulwarze Raspail i ulicy Renard. Jeśli posmakuje, a pewnie tak się stanie, zabiorę tygodniowy zapas do Wro i będę pluć w brodę, że nie posłuchałam Cię wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bee, podczas ostatniej wizyty w Polsce byłam zaskoczona właśnie bardzo niedobrym pieczywem, które w lokalnej piekarni kupują moi rodzice. Chleby z mojej piekarni w Juan les Pins są o niebo lepsze! Poza tym można podejrzeć pana piekarza, jak wyciąga nieregularne, kostropate, bardzo naturalne bochenki z pieca.

    Sklepy Olivier & Co występują również i u nas, to duża międzynarodowa sieć, podobnie jak Nicolas.

    OdpowiedzUsuń
  8. Katasiu, obawiam się, że polscy piekarze coraz mocniej zachłystują się oszczędnościowymi właściwościami chemicznych dodatków, zaś francuscy powoli wracają do naturalnych korzeni, przynajmniej niektórzy :) Słyszałam ostatnio od studentki biochemii, która na zajęciach przeprowadzała stosowne analizy, że moja ulubiona do tej pory wrocławska sieć piekarni, również ma wiele na sumieniu...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...