czwartek, 3 marca 2011

Dzień w Harajuku, cz. I

Wszystkich zainteresowanych Krajem Kwitnącej Wiśni zapraszam na wycieczkę po Harajuku (czyt. Haradziuku), dzielnicy Tokio tłumnie odwiedzanej przez dziwaków, przebierańców, muzyków wszelkiej maści, młodzież i wścibskich fotografów z Dalekich Krajów.
Zaczynamy, Szanowna Wycieczko, na stacji Harajuku, do której przyjechaliśmy  oznaczoną kolorem jasnozielonym linią kolejki JR (Japan Railway) biegnącej dookoła centralnych dzielnic Tokio. Przy czym jedno kółko zajmuje około dwóch godzin.

Naprzeciwko stacji mamy widok przyjemny dla zagapionych oraz dla wielbicieli Kena Watanabe - aktora znanego z Ostatniego samuraja, nagrodzonego za tę rolę Oscarem - tutaj w reklamie telefonii komórkowej Docomo:

Niedaleko budynku stacji natykamy się na uczestników popularnej w Japonii zabawy - cosu preju (costume playing). Jeszcze kilka lat temu roiło się tu od postaci rodem z mang - księżniczek w odlotowych sukienkach, butach na koturnach.


Obecnie ten trend zdaje się wygasać na rzecz maskotkowego szaleństwa, popularnego głównie wśród nastolatek, ale zataczającego coraz szersze kręgi, obejmujące mężatki, garniturowych pracowników korporacji oraz emerytów. Na zdjęciu poniżej nieśmiała piętnastolatka:


oraz mori geru, jak same się przedstawiły, czyli leśne dzieweczki (mori=las, geru=girl=dziewczyna). W wolnym tłumaczeniu to będą chyba rusałki...:


Udajemy się na prawo, w stronę parku Yoyogi. Placyk przy wejściu opanował gang rodem z West Side Story. Panowie z nastroszonymi czubami w obcisłych skórzanych spodniach i zdartych od tańca butach posklejanych czarną taśmą izolacyjną nic sobie nie robili z pełnych niedowierzania uśmiechów otoczenia i dziesiątków skierowanych w nich aparatów fotograficznych. Ze śmiertelną powagą, przystojącą członkom groźnego gangu, odtańczyli rodzaj usztywnionego twista.




Idziemy dalej, Drodzy Wycieczkowicze, chodnikiem, który upodobali sobie aspirujący do kariery muzycy. Pani w kapciach nieźle śpiewała i dziękowała za oklaski uśmiechniętym domo arigato, domo arigato (dziękuję bardzo).




Romantyczne chłopaki z The Casablancas:


Rockerzy preferujący damskie salony fryzjerskie:


Zróżnicowana twórczość muzyczna trafia do różnych słuchaczy:


Spiderowi bardziej od rockowego zespołu przypadły do gustu wesołe licealistki:


Cdn.

4 komentarze:

  1. Muszę Ci powiedzieć Bee, że czuję, że wołami byś mnie stamtąd nie wyciągnęła i z aparatem przepadłabym tam bez wieści ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. W związku z tym, jak będziesz się wybierać do Japonii, to przynajmniej na 15 lat ;) bo wiesz, Honsiu, Kiusiu, Shikkoku, Hokkaido, Okinawa... Cztery pory roku... Festiwale... :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ŁoŁ. NiEwIeDzIaŁaM żE tAk SiĘ uBiErAjĄ w JaPoNi !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Japończycy, szczególnie młodzi, mają niezwykłą fantazję i inwencję! Wielu właściwie przebiera się jak na imprezę karnawałową idąc "na miasto" :) Polecam przejrzenie strony pełnej zdjęć odlotowej ulicznej mody w Tokio http://tokyofashion.com
      Pozdrowienia :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...