piątek, 7 sierpnia 2015

Po co jechać do Genui...


W rozłożonej na liguryjskich wzgórzach Genui było... bardzo włosko ;) Prosty, aczkolwiek natrętny wniosek po dwóch tygodniach we Francji. Wiekowe budowle pęcznieją okazale przy każdym placu i pysznią się wzdłuż historycznych ulic. Wszyscy jedzą lody, w kawiarniach tłoczno od rana do wieczora, cukiernie kuszą tradycyjnymi słodkościami. Psy sikają na chodnikach w centrum miasta, nikt nie zawraca sobie głowy ich myciem (chodników; nie wiem, jak z psami...), ale w końcu, gdzie je wyprowadzać (psy, nie chodniki;), skoro w centrum nie uświadczysz żadnego skweru ani nawet samotnego drzewa. Kępa zieleni przed Dworcem Głównym (widoczna na zdjęciu powyżej) jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, wyjątkiem dostrzeżonym i docenionym przez szczury, trzeba dodać. Dziewczyny uśmiechają się tu znacznie częściej niż we Francji, kierowcy chętniej trąbią i skuterów jest zatrzęsienie. W cudownych, pięćsetletnich pałacach mieszczą się banki, restauracje, puby oraz sklepy z antykami. W niektórych również muzea :)

Światło i atmosfera w mieście Krzysztofa Kolumba wyjątkowo sprzyjały fotografowaniu albo miałam nadmiar energii po obfitym hotelowym śniadaniu, podczas którego zajęłam się ochoczo tłuściutką genueńską foccacią, więc narobiłam zdjęć co niemiara, również Spiderowi, a to na lwie, a to na schodach pasiastej katedry, a to maszerującemu z moją ważącą tonę torebką, którą ofiarnie nosił. Te ostatnie zaprezentowałam Teściowej, Szanownym Niespokrewnionym pozostaje Genua :)













Uliczki Starego Miasta

Antykwariat na Starym Mieście
Palazzo Ducale
Katedra San Lorenzo
Palazzo Reale


6 komentarzy:

  1. Wow, się rozwijasz fotograficznie...
    Dobrze, że chociaż od czasu do czasu trafia się pod arkady, czyli, i bez drzew można przeżyć we wrzątku. Ta idea, zdać się może, przyświeca zarządzającym nie tylko w Genui. Niespokrewniona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Niespokrewniona. Powinnam się w końcu rozwinąć sprzętowo, tylko kto mi te kilogramy będzie nosił...

      Nad Wrockiem trzeba jeszcze trochę popracować, ale rzeczywiście natchnieniem i ideałem dla miejskich urzędników wydaje się być Genua - wyciąć jak najwięcej kłopotliwych drzew (a wszystkie są kłopotliwe). W ramach rekompensaty - każde drzewo zastąpić galerią handlową, bo one skuteczniej chłodzą mieszkańców... ;)

      Usuń
  2. Patrząc na zdjęcia poczułam to rozleniwiające włoskie słońce i zew wakacji, bo choć i u nas pogoda w tym roku dopisała (albo nie dopisała- to kwestia preferencji, ja skłoniłabym się ku tej drugiej opcji:) to jednak spacer uliczkami mojego miasta rzadko ma posmak wakacji, choć ilość gości jest przerażająca (efekt Euro daje o sobie znać- stety albo i nie..:). Żałuję niespokrewnienia, choćby z powodu nieobejrzenia zdjęcia Spidera z przygniatającą do ziemi torebką Bee:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytoczę uroczą definicję mojej przyjaciółki, która wakacjami nazywa wyłącznie pobyty zagraniczne, urlopem określa wyjazdy krajowe. Wg tych kryteriów nie masz prawa poczuć się w Trójmieście jak na wakacjach, ale... zawsze może Ci się trafić przyjemna chwila relaksu w odludnej uliczce ;)

      Na nadmiar słońca narzekają w tym roku nawet zahartowani w bojach mieszkańcy Lazurowego Wybrzeża. Gospodarze naszego pensjonatu twierdzili, że tak upalnego lata dawno nie było.

      Jakby Ci bardzo zależało na zobaczeniu Spidera z babską torebką, możemy z Ciebie zrobić przyszywaną kuzynkę :)

      Usuń
  3. Być kuzynką, nawet przyszywaną to zaszczyt. Tylko Twoją czy Spidera:) tu mam dylemat, czy chciałabym aby spłynęło na mnie trochę intelektu, czy trochę czaru i nie dodam od kogo miałoby co spłynąć, bo to mogłoby się źle dla mnie skończyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma znaczenia czyją, oboje mamy jedno i drugie ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...