środa, 18 grudnia 2013

Życie jest podróżą

Słowo się rzekło, wracamy do Marsylii (jak tak dalej pójdzie, będę musiała wcisnąć ją do tytułu bloga;) by dokonać prezentacji:


Monsieur Bruno Catalano

artysta rzeźbiarz urodzony w 1960 na południu Francji i tutaj nadal tworzący (bo któż by się chciał stąd wyprowadzać?:)

Na jego hipnotyzujące, pojemne znaczeniowo dzieła z cyklu "Podróżnicy" natknęliśmy się na placyku przy Starym Porcie. Nie można przejść koło nich obojętnie, trzeba próbować wypełnić te puste miejsca...


Można oczywiście pozwolić pięknemu, frapującemu otoczeniu wykonać za nas robotę i mieć chwilę satysfakcji (czyt. krótkotrwały efekt zasypanej dziury;) Zresztą kto powiedział, że życie nie może być kolekcją takich właśnie momentów? Kilku mędrców, którzy nigdy nie byli w Prowansji? ;)


Ktoś zapytał zasadnie, czy te rzeźby są do połowy puste, czy do połowy pełne... Wiele zależy od tego, z jakim "bagażem" się podróżuje (z torebeczką od Hermesa pewnie przyjemniej niż z plecakiem emigranta czy tobołem uchodźcy).




Najbardziej zafascynowało mnie chyba genialne przenikanie się dzieła sztuki i realnego świata, co odzwierciedlają moje niezdecydowane zdjęcia.

9 komentarzy:

  1. Świetne. Naprawdę świetne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam pojęcia jak powstają takie instalacje, jeszcze mniej mam pojęcia o robieniu aż tak spektakularnych zdjęć, nawet w Marsylii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak robić wystawy i zdjęcia, to tylko w Marsylii! Sukces u odbiorców gwarantowany :) Dzięki :)
      Marsylia była wizualnym rajem. Nie pisałam jeszcze o wystawie Wielkie Atelier Południa, na której robiłam maślane oczy do impresjonistów, pointylistów i fowistów.

      Usuń
  3. Cieszę się, że Marsylia tak przypadła Ci do gustu, bo znam wielu turystów, którzy nie znaleźli tego "wizualnego raju", o którym piszesz. Ja... cóż. Byłam w Marsylii wieczorem, niewiele widziałam, zjadłam tylko ogromną i pyszną zupę bouillabaisse! A potem, o północy, ponieważ nie znaleźliśmy noclegu ani w okolicy, ani w centrum miasta (to był 15 sierpnia, o naiwni), musieliśmy się ewakuować dwieście kilometrów do rodziców D., bo wakacje i tak się kończyły. Więc oprócz pysznej zupy i korka o północy, mam mało wrażeń.
    Rzeźby są świetne, zawsze mnie ten artysta fascynował, ale Twoje marsylskie fotki nadają jego dziełom klimatu.
    A poza tym - będę nudna - cykl marsylski fascynujący, ale... kiedy paryski? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paryskie oczarowania wymagają odświeżenia :) Tymczasem będę w święta przeglądać STARE zdjęcia...

      Jadąc do Marsylii miałam także w pamięci negatywną opinię na blogu Katasi, tym bardziej jestem zadowolona, że zaryzykowaliśmy.
      Niedawno trafiłam w końcu na wpis usatysfakcjonowanego turysty (ze zdjęciami, które uświadomiły mi moje totalne amatorstwo):
      http://obszary.com/2013/09/17/marsylia-nie-jest-przereklamowana-1/

      Bouillabaisse nie zdążyliśmy skosztować w Marsylii, a w sumie wypadałoby u źródła, natomiast delektowaliśmy się nią w ... Paryżu i w wykonaniu Jeana-Louisa. Wydębiłam nawet jego przepis, ale do tej pory się nie porwałam...

      Usuń
  4. Niesamowite są te rzeźby! Cieszę się, że podzieliłaś się nimi na blogu, gdyby nie Ty pewnie bym się o nich jeszcze długo (lub wcale) nie dowiedziała :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dzieła Catalano (mniejszego formatu, choć wykorzystujące ten sam pomysł rozdarcia ludzkich postaci "pustą" przestrzenią) zwróciłam uwagę już dwa lata wcześniej w galerii w uroczym Saint-Paul-de-Vence, ale dopiero wielkie gabaryty zmusiły mnie do "podzielenia się" :)

      Usuń
    2. Czieszę się, że to zrobiłaś. Jeśli chodzi o rzeźbę gabaryt ma ogromne znaczenie, czasem właśnie dzięki niemu rzeźba zyskuje (albo też jest w stanie przekazać) odpowiedni ładunek emocjonalny. :-)

      Takie tam. :-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...