wtorek, 26 listopada 2013

Fryzjer z Marsylii

Pomyślałam, że wypadałoby nadmienić, iż strona z ryciną przedstawiającą groźny, męski żywioł marsylski sprzed lat została przewrócona. A na świeżej znalazł się niewysoki, szczupły młodzieniec o orientalnej urodzie i jego ujmująca, bezinteresowna i nieco zabawna uprzejmość oraz pewien brodacz znający kilka słów.

***

Zaparkowaliśmy auto w wąskiej uliczce tuż obok Pałacu Longchamp i zostałam wysłana przez Spidera z misją poszukiwania parkometru. Nie widząc takowego w promieniu piętnastu metrów weszłam do najbliższego pustego salonu fryzjerskiego i zapytałam bezczynnego młodego człowieka, gdzie znajdę pożądane urządzenie. Odparł z nieśmiałym uśmiechem, że za rogiem, a gdy już udawałam się we wskazanym kierunku, wybiegł w swoim białym fartuchu, gdyż postanowił jednak doprowadzić mnie na miejsce. Drobnym truchtem dotarliśmy do stojącego tuż za winklem parkometru, grzecznie podziękowałam i pan popędził po pozostawionego samopas salonu.

***

W zatłoczonym biurze turystycznym trafiliśmy do jedynego wśród sfeminizowanej obsługi mężczyzny - uśmiechniętego brodatego Araba, który obdarował nas mapami i dobrymi radami, zaś po zwyczajowej wymianie statystycznych informacji "skąd jesteście?", "z Polski" uradował się jeszcze szerzej i zupełnie wyraźnie wyartykułował "dziekuje, do widzenia".

***

Gdy po kilku godzinach syci wrażeń wróciliśmy do samochodu z pomysłem udania się do pobliskiego Cassis, Spider znów przydzielił mi zadanie specjalne.

- Idź, dowiedz się, którędy jechać, żeby nie utknąć w korkach.
- Ale przecież mamy dżipiesa - protestowałam słabo.
- Idź, idź. Miejscowi wiedzą lepiej.

Poszłam... do salonu fryzjerskiego. Znajomy młody człowiek mył akurat resztki włosów na głowie klienta, więc niezręcznie było przeszkadzać, ale misja to misja. Jak na uczynnego mężczyznę przystało, zawiesił wykonywaną pracę i spokojnym, cichym głosem udzielił wskazówek "w prawo, prosto, w prawo, prosto, a potem pytać" (innych fryzjerów:). A żeby potwierdzić, iż nie istnieje lepsza trasa, zostawił klienta ze spienionym czołem i pobiegł swoim truchtem skonsultować się z kolegami pracującymi w barze dwie kamienice dalej. Wrócił po chwili w rozwianym fartuchu i jeszcze raz powtórzył w prawo, prosto... Klient z głową w miednicy nie protestował, za to Spider zaczął już nerwowymi gestami przywoływać swojego zwiadowcę. Podziękowałam miłemu panu, pożyczyliśmy sobie wzajemnie "bonne journee", "bonne weekend" i "bon voyager".

- Gps sugeruje to samo rozwiązanie, co miejscowi - rzekł Spider, gdy ruszyliśmy.

Gdy Jean-Louis dowiedział się, iż w godzinach wieczornego piątkowego szczytu przejechaliśmy przez całą Marsylię, żeby zobaczyć skały w Cassis i posiedzieć na kamienistej plaży w zatoczce, stwierdził, że jesteśmy stuknięci, ale najważniejsze, że nie spóźniliśmy się na kolację.




6 komentarzy:

  1. Pięknie tam i dziko! I ludzie jacyś tacy uczynni, mimo, iż okolica przecież bardzo turystyczna. Czuje się, nawet w tych małych scenkach, że to nie Paryż!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Holly, widzieliśmy tylko mały fragment tego urzekająco pięknego skalistego wybrzeża pomiędzy Marsylią a Cassis, objętego częściowo ochroną jako Park Narodowy Calanques. Mam doskonały powód, żeby wrócić znów na południe Francji :)

      Przeżyliśmy prawdziwy szok, gdy zamiast spodziewanych bandytów z bronią spotkaliśmy wyjątkowo sympatycznych marsylczyków ;) Nie napisałam jeszcze o obsłudze w Muzeum Sztuk Pięknych, która pomagała mi szukać zagubionej karteczki z nabazgrolonymi notatkami... W Paryżu co najwyżej wzruszyłby ramionami lub prychnął pogardliwie jeden z drugim ;)

      Usuń
  2. Dziwne, są więc ludzie tak mili jak pan fryzjer z Marsylii i jego cierpliwi klienci?
    Do opowieści proponuję dodać jeszcze tag z cyklu "Pogwarki". Coś ten kawałek południa Francji 'nie służy', uprzejmemu najczęściej dla Bee, Spiderowi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafnie zauważyłaś i należy to podkreślić - spotkaliśmy cierpliwych Francuzów!!! Dwóch cierpliwych z Marsylii - toż to prawdziwa atrakcja turystyczna! :)) (Właściwość ta występuje rzadko u wspomnianej nacji, na krewkim Południu jest podobno w zaniku. Jakby kto nie wiedział.)

      Sugestię tagową wykorzystałam :) A Spider... Perspektywa zwiedzania wielkich miast z ich przepastnymi muzeami wydobywa na wierzch najpotworniejsze cechy jego charakteru ;)

      Usuń
  3. Nalezy zawsze sprawdzic urzadzenie informacyjno-miernicze jakim jest GPS z analiza tubylczo-krajoznawcza :) Skrupulatnosc nie zna granic... Piekne zdjecia - wiec ja mysle, ze warto bylo jechac na te skałki :) pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed zakupem gpsa należy sprawdzić, czy żona będzie kompatybilna z urządzeniem, tzn. czy będzie pamiętać o zabieraniu map i czy zechce kontaktować się z tubylcami ;)

      Zdjęcia fajnie oddały kolorystykę tego zakątka. Było warto :)
      Pozdrawiam równie serdecznie :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...