sobota, 16 listopada 2013

Jak odczarowaliśmy Marsylię

Strzelanina i kolacja

- Wiecie, że w Marsylii była strzelanina kilka dni temu? - zapytała nasza przyjaciółka z Paryża, gdy dowiedziała się, że wybieramy się tam nazajutrz.

- Jean-Louis, słyszałeś o strzelaninie w Marsylii? - zagadnęłam gospodarza pensjonatu przy śniadaniu.

- Nie bójcie się, nie zastrzelą was - odparł z szelmowskim uśmieszkiem. - Do turystów nie strzelali, tylko bandyci do bandytów... Zresztą musicie być o 21 na kolacji.

Skoro tak, nie było się czego obawiać.

Choć niezbyt nam odpowiadał wczesny powrót z wyprawy, zadeklarowaliśmy udział w kolacji, żeby nie robić afrontu mistrzowi ceremonii, któremu wyraźnie zależało na naszej obecności. Od dwóch dni dopytywał i reklamował danie wieczoru, czyli byka w pomidorach, czosnku i rozmarynie. Poza tym za każdym razem jest to wydarzenie kulinarno-towarzyskie, które zostawia kolorową plamę na biało-szarej substancji mózgu. Jean-Louis z naturalną swadą panuje nad przebiegiem wieczerzy, a rozmowy na zaskakujące tematy (od życia młodych muzyków jazzowych po bujność roślinności wokół Czarnobyla) zależne od nieprzewidywalnego składu ucztujących toczą się do późnej nocy. Na pewno nie damy się zastrzelić.

Wszystko przeciwko Marsylii

Byliśmy studentami na naszej pierwszej (i ostatniej) wycieczce autokarowej. W Marsylii pilotki spuściły nas ze smyczy na godzinę (!). Pamiętam ponury, wietrzny dzień w środku lata, opustoszałe bulwary i ulice. Prawdopodobnie miasto zagarnął mistral i niedziela. Pamiętam, jak z gorliwością początkujących turystów z językami na brodach pędziliśmy pod górę do jakiegoś kościoła (nie wzięliśmy papierowego przewodnika, pilotki okopały się na wygodnych pozycjach, na poszukiwania biura turystycznego nie było czasu, organizacyjne dno; prędzej, prędzej, zwiedźmy cokolwiek!!!!). Kościół był zamknięty, a może otwarty, ale nie wywarł większego wrażenia, co dla wspomnianej wcześniej substancji biało-szarej oznacza to samo - powolne, lecz skuteczne zassanie przez czarną dziurę.

W pamięć przybyszki z mało zróżnicowanego rasowo, kulturowo i religijnie społeczeństwa wdarli się natomiast i zostali na dłużej gestykulujący mułłowie, mężczyźni arabskiego pochodzenia o ponurych wejrzeniach, okupujący uliczne kawiarnie, liczni bezdomni leżący na chodnikach, rozczochrany szaleniec obcinający paznokcie u nóg na krawężniku, kolejny krzyczący w pustym porcie. Prawie zupełny brak kobiet wśród tego męskiego żywiołu.

Przez lata z premedytacją omijałam szarą, groźną i obcą Marsylię.

Odczarowanie

W tym roku postanowiliśmy dać drugiemu co do wielkości i najstarszemu miastu we Francji szansę. Tytuł europejskiej stolicy kultury i wystawa Wielkie Atelier Południa w Muzeum Sztuk Pięknych w imponującym Pałacu Longchamp przyczynił się do podjęcia decyzji, ale w równym stopniu chęć skonfrontowania skostniałych obrazów z pamięci i żywego miasta, ciekawość, jakie będzie zderzenie naszych aktualnych stanów świadomości z teraźniejszością metropolii.

W intensywnym słońcu zobaczyłam inne miasto. Śródziemnomorskie i bardzo francuskie z kamienicami przypominającymi paryskie-haussmannowskie, z rozległymi platanowymi alejami i tasiemkami wąskich ulic wspinającymi się na odległe wzgórza. Miasto pulsujące energią piątkowego popołudnia, zaludnione przez barwny tłum miejscowych i przyjezdnych. Z przyjemnością, spotęgowaną przez spokój i homogeniczność langwedockiej prowincji, patrzyłam na wielość ras, egzotyczną urodę twarzy, umykających zbyt szybko ze swoimi historiami, których nigdy nie poznam.




Warto byłoby pojechać do Marsylii tylko po to, żeby spojrzeć z punktu widokowego na Stary Port i unoszące się na jego wodach setki jachtów oraz las białych masztów, rozłożone na wzgórzach miasto i wyłaniające się za nim góry w zamglonym odcieniu beżu. A wszystko pod delikatnie błękitnym niebem i pierzastymi chmurami.

Ten widok, poczucie wysokości, przestrzeni, głębi przyprawiły mnie o dreszcz ekscytacji i uniesienia. Jakbym stała przed obrazem ukazującym idealne połączenie wspaniałości natury i geniuszu cywilizacji.

Patrzenie z położonego wysoko rogu tarasu, niczym z dziobu transatlantyku, sprawiało, że miało się ochotę krzyczeć wzorem bohatera pewnego hitu "I am the king of the world!!!" ;)

Oczywiście zachwycającej Marsylii towarzyszy nieodłącznie ta zapuszczona, smutna, szemrana. Druga połowa twarzy. Mnóstwo tu bezdomnych, jeszcze więcej typów spod ciemnej gwiazdy. Klimatyczne stare miasto jest zaniedbane i martwe w porównaniu z wypieszczonymi starówkami innych miejscowości południa Francji.

W każdym razie zły czar prysł, a przypadek Marsylii przypomniał mi, jak kapryśnie subiektywne bywają wrażenia i osądy, zależne od momentu w życiu, chwilowego nastroju, sekwencji zdarzeń, plam na słońcu... Warto je weryfikować i dawać szansę na zmianę.


Pałac Longchamp z Muzeum Sztuk Pięknych
Stary Port, na wzgórzu bazylika Notre-Dame de la Garde

Stare Miasto

Odrestaurowany kompleks dawnego przytułku z kaplicą pośrodku dziedzińca, obecnie mieści muzeum i centrum kultury
Katedra de la Major

O wystawie rzeźb Bruno Catalano napiszę wkrótce, czyli za miesiąc ;)
cdn.

8 komentarzy:

  1. Pomyślę zatem komu/czemu dać jednak szansę na zmianę i odczarowanie.
    Pomyślę jutro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyśl, Scarlett ;) Ja mam już swoją listę...

      Usuń
  2. O jakże to prawdziwe, że nasz odbiór świata zależy od tylu tak subiektywno-nieprzewidywalnych czynników, szansę zawsze warto dawać, tylko jak pisze Pani Ewa - jest tylu chętnych, komu ją dać należałoby chyba zrobić losowanie. Ze zdjęć wnoszę, że przebudowa portu już się zakończyła, kiedy byłam rok temu we wrześniu młoty pneumatyczne zakłócały każdą chwilę przycupnięcia w jednym z ogródków knajpek nadmorskich i chyba najbardziej to sprzysięgło się przeciw Marsylii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, że nie przyszło nam do głowy odczarowywać w ubiegłym roku, bo zamiana szaleńca z portu na młoty pneumatyczne mogłaby nie zadziałać... Niestety, trafiłaś Guciu w czasie, gdy Marsylia stroiła się na przyjęcie tytułu stolicy kultury. W związku z tym masz dodatkową pozycję na liście "wrócić po remoncie". Na mojej - katedra w Chartres i Rouen. Pozdrowienia :)

      Usuń
  3. Pięknie tam! To zdjęcie portu i żaglówek - cudo:) Ja niezmiennie daję taką szansę Wwie, majowa, tegoroczna urzekła mnie, bo przebywałam w okolicach Ujazdowa.. Ale ubiegłotygodniowa z Centrum.. Brrr... Pozdrowienia serdeczne i napisz, napisz o rzeźbach koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) A skoro o Warszawie mowa... do stycznia na Zamku Królewskim można zobaczyć podobno niezłą wystawę - "Wersal Marii Leszczyńskiej
      Sztuka dworska we Francji XVIII wieku". Mogłaby Ci umilić pobyt w centrum następnym razem :)

      Usuń
  4. Marsylia jest jak najbardziej na liscie "moich miast do odwiedzenia" - choc moj Luby bardzo sie opiera. Poki co znam ja tylko z okna TGV i z pieknych zdjec :) w kazdym razie slyszalam, ze przyjazd do Marsylii w koszulkach PSG moze zakonczyc sie ...kiepsko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ostrzeżenie :) Nie posiadam na razie tego twarzowego T-shirtu, ale dobrze wiedzieć o czyhających niebezpieczeństwach. Mam jednak wspomnienia związane z drużyną Paris St. Germain - stało się na Peripherique nie raz z powodu korków przed i po meczach! :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...