poniedziałek, 31 grudnia 2012

Dobrego Roku!!!!!!!!



































Fajerwerki o północy nad wrocławskim Rynkiem z powodzeniem konkurowały z mrugającą Eifflą sprzed dwóch lat czy wielką choinką przed Notre Dame, pod którą witaliśmy ubiegły rok. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że wespół z rozbawionymi, roztańczonymi w rytm koncertowych przebojów wrocławianami pobiły na głowę nasze paryskie sylwestry pod ciemnym niebem.






10 komentarzy:

  1. Ale bajka! my oglądaliśmy kreskówki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajerwerki przenoszą na chwilę w lepszy świat, podobnie jak filmy rysunkowe :) A pierwsze sztuczne ognie widziałam bodajże w disnejowskich animacjach...

      Usuń
  2. Na twoich zdjęciach, bajeczne. Oryginału nie widziałam (z okna), nasze Krzyckie fajerwerki zakryły całe niebo.
    150 tys. Sylwestra w Rynku, chwalą nieliczni. Dla większości komentujących na forach, była to 'szmira dla motłochu'.
    Ciekawe; dla zjadliwców, wiecznie niezadowolonych, wylewających żółć w sieci - 1/5 mieszkańców to bezrefleksyjne 'byle co'.
    Jak ci beznadziejnie 'udręczeni' każdą inicjatywą w mieście - zdołają przeżyć kolejny rok z tak 'bezrozumną tłuszczą'?
    Może są jakie medykamenty dla frustratów ? Czego, pozostałej, zadowolonej części mieszkańców życzę, na ten Nowy Rok !

    OdpowiedzUsuń
  3. Ewuniu, na forach niezmiernie rzadko bywam, gdyż na czytanie "refleksji" sfrustrowanych malkontentów, których jedynym celem jest brutalna negacja, szkoda mi czasu. (Ulewanie nagromadzonej żółci, puszczanie złej krwi w sieć to rodzaj złudnej, narodowej netoterapii?)

    Przebywaliśmy w Rynku ponad godzinę, w pierzei niepokazywanej przez telewizję (uf...), gdzie było znacznie luźniej niż przed sceną. I ani śladu motłochu, atmosfera życzliwa, widać ci naburmuszeni, nabzdyczeni zostali w domach, aby komentować na forach...

    Magia fajerwerków nad pięknym wrocławskim Rynkiem zadziałała na tyle skutecznie, że poczułam, iż znajduję się we właściwym czasie we właściwym miejscu :)
    Towarzystwo dookoła, w różnym wieku, z zimnymi ogniami w rękach, świecącymi diablimi różkami na głowach, rozkołysało się i roztańczyło po północy. Spostrzeżenie, iż żabojady mogłyby brać nauki od kartoflojadów w temacie "jak się bawić w sylwester", nasunęło się natychmiast.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bee, to wspaniałe, takie poczucie "we właściwym czasie we właściwym miejscu". Cieszę się, że szybko odnalazłaś się we Wrocławiu (ale mam nadzieję, że Paryż w związku z tym już nie stał się "bee";)
    Ja jako jadacz i kartofli, i żab (choć raczej ślimaków) raczej stronię od sylwestrowych zabaw, nie licząc ewentualnie tych w domach przyjaciół. W tym roku, w górach, nawet nie wyjrzałam na fajerwerki, myślałam raczej co czują sarny w lasach Kotliny Kłodzkiej, które często wieczorem podchodzą pod nasz dom. (I w ogóle włączył mi się taki klimat Tokarczuk i jej kości umarłych, że chyba pobiegnę na saint germain po jej francuską wersję).
    Ale byłam Wrocławia blisko i myślałam o moich wrocławskich blogowych znajomych, czy w domowym zaciszu, czy z różkami na Rynku. I cieszę się, że Wasza zabawa się udała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czaro, także pamiętałam o Tobie i D. w ostatnim dniu roku, więc kontakt telepatyczny na linii leśna głusza zagłuszona fajerwerkami - duże miasto huczące petardami zaistniał :)

      Paryż pozostaje "cacy". Przebywanie zbyt długo w tak niezwyczajnym i urodziwym miejscu, niesie ze sobą pewne pułapki egzystencjalne. Zaczyna się je traktować jak drugi dom, widzieć w wyobraźni ze szczegółami ulubione ulice, parki, place i tęsknić... "I`ll be back" - pozwolę sobie zacytować klasyka :)

      Na Kości Tokarczuk rzucę się na pewno w Nowym Roku.

      Usuń
  5. Bee,
    Jako stała czytelniczka, dziękuję za życzenia! Oczywiście podziwiam fajerwerki, które po prostu uwielbiam i za każdym razem, gdy jest okazja, wgapiam się jak dziecko w niebo i patrzę, patrzę, patrzę...Jak zawsze Wrocław się popisał i przygotował wspaniałe Swięto Nowego Roku.To tak niewiele, a przecież sprawia wszystkim tyle radości. W Paryżu nie było w tym roku fajerwerków, jedynie spragniona ich młodzież paliła samochody i udało jej się ich spalić w całej Francji ponoć ponad tysiąc...Tym bardziej trzeba się cieszyć z inicjatyw waszego prezydenta. I jeszcze jedno, my się chyba potrafimy cieszyć i bawić bardzo spontanicznie. To nasza narodowa, cudowna, cecha!

    OdpowiedzUsuń
  6. Holly, do pokazów ogni mam podobny stosunek. Zawsze mi mało.

    Wrocławski koncert okazał się dla tysięcy ludzi ciekawszą opcją spędzenia sylwestrowej nocy niż przeniesienie się w alkoholowe raje, piekła czy niebyty - to również duży sukces ;) O ile zorientowałam się z fragmentów telewizyjnych powtórek, dobór repertuaru i wykonawców stanowił kompletny misz-masz, podporządkowany ludycznemu charakterowi imprezy. (Ale też chyba nikt znający preferencje TVP2, współorganizatora koncertu, nie spodziewał się poziomu MTV unplugged.) Od popijającego eliksir młodości podczas gdy cała sala śpiewa Połomskiego, niezniszczalnej Maryli i niezatapialnego jak jego parostatek Krawczyka, po Riedla Juniora, kolorowego Szpaka, o którego istnieniu właśnie się dowiedziałam, i Anię Rusowicz.
    Było kilka perełek do wysłuchania, cała reszta nadawała się do radosnych pląsów, jak najbardziej uprawnionych, gdy wita się nowe z nadzieją na lepsze.
    Strasznie gadatliwa zrobiłam się w tym roku...

    OdpowiedzUsuń
  7. Bee, wrocławskie sztuczne ognie wyglądają cudownie i potwierdzają moją opinię, że Wrocław to wspaniałe miasto, pewnie najciekawsze w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  8. Katasiu, fajnie, że Ci się podobają i że udało się uchwycić odrobinę fajerwerkowej magii. Liczę na to z czysto egoistycznych pobudek, że w bieżącym roku Wrocław zasłuży na liczne pochwały i peany :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...