niedziela, 6 stycznia 2013

Provins

To była jedna z nielicznych niedziel tej jesieni i zimy w Ile de France, gdy nad głową nie wisiały szare opony, lecz rozpościerało się wysokie, błękitne niebo. Z rana zwyczajowo pojawił się ośli dylemat nadmiaru i obfitości, "i Paryż nęci, i okolice wabią". Pomimo magnetycznej siły oraz zaborczości tego pierwszego, postanowiliśmy dać odpocząć wzrokowi od kamienicznych wąwozów, spuścić oczy ze smyczy wysokiej zabudowy, żeby poigrały z linią horyzontu, pohasały na polach szerokich. Krótko mówiąc, wyrwaliśmy się do miasteczka Provins, położonego 90 km od Łuku Triumfalnego i Pól Elizejskich, wśród łagodnych wzgórz Szampanii.

O Provins czytałam w przewodnikach, iż należy do najlepiej zachowanych średniowiecznych miast Francji. Mniejsza o superlatywy, których nadużywają poradniki dla turystów w manii klasyfikowania i tworzenia rankingów. Provins jest piękne, a jednocześnie skromne, nie epatuje wiekiem... średnim, nie narzuca się w efekciarski sposób. By użyć stopnia najwyższego - najprzyjemniej odkrywać je uważnie, smakować nieśpiesznie, czemu ogromnie sprzyja wizyta zimową porą, gdy ilość ciekawych jednego z "najlepiej zachowanych...", pikuje w dół osiągając poziom bliski zeru. Nad miastem górują wspaniałe średniowieczne konstrukcje - mury obronne, Wieża Cezara, kolegiata, w której Joanna d`Arc uczestniczyła w mszy. Jednak paradoksalnie to zejście pod ziemię uświadomiło mi w pełni niezwykłość miejsca...


Mury obronne
Wieża Cezara na trzecim planie...
... i w pełni okazałości
Wiele skromnych, kamiennych domów mieszkalnych wygląda jakby wzniesiono je przed dwustu czy trzystu laty. Dopiero zajrzenie do położonych pod nimi piwnic pozwoliło mi ogarnąć rozumem wiek i autentyczność zabudowy prawie całego Provins, poczuć dreszczyk dziewięciuset lat historii na plecach.
Przez drzwi, wiodące bezpośrednio z ulicy, po stromych, kamiennych schodach schodzi się do zaskakująco głębokich, obszernych podpiwniczeń o wysokich, łukowatych sklepieniach wspartych na smukłych, rzeźbionych filarach. Te pomieszczenia krzyczą o kunszcie ówczesnych budowniczych, solidności konstrukcji i zupełnie nie przystają do prostej części naziemnej, gdyż przypominają raczej komnaty gotyckich zamków.

Miasto skryło swoje skarby (i powaby) kilka metrów pod ziemią. Piwnice służyły do przechowywania lub ekspozycji towarów, w tym cennej wełny, przypraw m.in. podczas dorocznych Jarmarków szampańskich, jakie odbywały się tu w wiekach XII i XIII, przyciągając kupców z całej Europy i przyczyniając się do rozkwitu Provins.

W razie potrzeby podziemne miasto dawało schronienie domownikom, nocleg przybyłym na targi kupcom, niektóre sale wykorzystano na przytułki dla chorych i ubogich, miejsca spotkań przeróżnych stowarzyszeń. Obecnie część z nich została zagospodarowana przez miejscowych na sklepy, restauracje. Zachowały się również kilkunastometrowe podziemne galerie wykorzystywane być może do bezpiecznego przemieszczania się przez bankierów i bogatych kupców, gdy Provins było ważnym centrum finansowym, siedzibą hrabstwa Szampanii.


Domy o konstrukcji szkieletowej, zdradzającej średniowieczną proweniencję
na pierwszy rzut oka...
... i te niepozorne
Budynek z "salą balową"
Zeszliśmy do wielu otwartych piwnic, zajrzałam przez wybite okienka do kilku opuszczonych. Pod jednym z budynków, okazalszym od pozostałych, trwa w półmroku istna sala balowa...

W księgarni historycznej wdałam się w pogawędkę z młodym sprzedawcą, który potwierdził sędziwy wiek "lokalu". Jedynym współczesnym elementem były płytki na podłodze. Brak oryginalnych wynikał z faktu, że w większości piwnic pozostawiano klepisko.

Wędrowaliśmy cały dzień z góry na dół, z ciemności w światło, z teraźniejszości w czas miniony... Bardzo udana wycieczka.

Narożnik Placu Zamkowego - centrum górnego miasta
Kościół św. Ayoula (??) w dolnym mieście



Fragment bramy św. Jana

6 komentarzy:

  1. My byliśmy w Provins latem, ale też nie spotkaliśmy zbyt wielu osób. Minęły niestety lata świetności dla miasta, które przecież w Średniowieczu (i to mnie chyba najbardziej zaintrygowało!) było trzecim największym miastem we Francji, po Paryżu i Rouen. Świetnie się zachowało jak na swój dostojny wiek!

    OdpowiedzUsuń
  2. Holly, zawsze można liczyć na to, że dorzucisz garść ciekawych informacji. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie znałam Provins! Dziękuję więc za świetny wpis i wpisuję to miasteczko na listę moich następnych wycieczek. Na zdjęciach bardzo mi się podoba, przypomina trochę stare Lille. Poza tym wygląda na to, że piękna pogoda się Wam trafiła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czaro, gorąco rekomenduję, a skoro Holly twierdzi, że latem nie ma tam mrowia ludzi, poczekaj z wizytą aż zakwitną róże w tamtejszym rozarium, nawiązującym do Thibauda IV - hrabiego Szampanii i poety wzdychającego do Blanki Kastylijskiej, który z wyprawy krzyżowej miał przywieźć różę damasceńską.

      Usuń
  4. Ślicznie tam:) i na pewno tam pojadę:) Wszystkiego dobrego Bee w Nowym Roku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anex, dziękuję i życzę w takim razie, żeby Twój rok 2013 obfitował w fascynujące podróże:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...