czwartek, 25 października 2012

Smak Belle Epoque

Korzystając z rzadkiej okazji, że akurat nie padało, dopadłam podmiejskiego pociągu i udałam się do centrum miasta Paryża celem obejrzenia kolejnej wystawy. Przystanek Most d`Alma i kilka kroków do avenue Marceau do siedziby Fundacji Pierre Berger Yves Saint Laurent, założonej po śmierci projektanta przez Bergera, jego wieloletniego partnera i współpracownika.

Fundacja zajmuje się spuścizną Laurenta w postaci kilku tysięcy kreacji, kilkunastu tysięcy dodatków haute couture, rysunków stworzonych przez niego na przestrzeni 40 lat. Realizuje projekty kulturalne i edukacyjne. W Palais de Tokyo można do 19 listopada zobaczyć świetne prace powstałe dzięki jej finansowemu wsparciu. Organizuje również czasowe wystawy poświęcone nie tylko modzie. W 2010 roku w Petit Palais pokazano przygotowaną z wyobraźnią, rozmachem i profesjonalizmem Retrospektywę YSL. To wtedy uznałam, że moda może być sztuką, a projektanci bywają artystami. Roku Pańskiego 2012 Fundacja zabiera w podróż w czasy Belle Epoque.



Ekspozycja W stronę Jacquesa Emile`a Blanche`a nawiązuje tytułem do powieści Prousta W stronę Swanna i pozwala przez moment poczuć ducha i materię pięknej epoki. Ze ścian zainscenizowanych salonów i oranżerii patrzą na nas ludzie, którzy byli jej częścią. Kreowali rzeczywistość i sztukęPisarze, poeci, kompozytorzy, tancerze, melancholijne panie z towarzystwa przy fortepianach i lustrach, dandysi z włosami "na przedziałek", wywiniętymi rogami kołnierzyków i kwiatami w butonierkach.


Portret Desiree Manfred pożyczony z internetu. Byłam grzeczna i prawie nie robiłam zdjęć wbrew zakazom. Tylko jedno pamiątkowe, ciemne jak sto diabłów umazanych sadzą.
Blanche (1861-1942) był rozchwytywanym we Francji i Anglii portrecistą, bywalcem bulwarów oraz salonów, przyjacielem artystów i arystokratów. Na wystawie zgromadzono głównie portrety jego pędzla. Pędzla zbyt rzadko oryginalnego zdaniem znawców. (Mnie się podobało, szczególnie kilka zamyślonych kobiet we wnętrzach.) Do cenionych dzieł należy wizerunek zaprzyjaźnionego z malarzem Marcela Prousta. To ulubiony przez autora W poszukiwaniu straconego czasu portret, z którym nie rozstał się do końca życia. Niechaj ów fakt będzie ostateczną rekomendacją ekspozycji, jeśli świeża magdalenka nie zanęciła dostatecznie :)


Odnaleziony w necie

4 komentarze:

  1. Pada, pada, do dlatego Paryż taki czyściutki i świeży na kolejnym wielce udanym zdjęciu Waćpani!
    Kreatorzy mody bywają artystami, święta prawda. Jednak gdy, nas damy, usiłują wciskać później w wytwory swojej kreatywności nie czujemy się jak dzieło sztuki. Cohabitation rozmiaru 36 z rozmiarem 42 - Auć!

    OdpowiedzUsuń
  2. ...I właśnie dla tego nie kupuję u kreatorów! A wracając do wystawy, to sądząc po tym jednym (ciemnym) zdjęciu oraz portrecie Prousta, był to człowiek niezwykle utalentowany...a dzięki Tobie go odkrywam. Maluje troszkę jak Renoir albo równie ciekawy malarz Belle Epoque, Jean-Louis Forain, którego odkryłam w ubiegłym roku w Petit Palais. Portret Prousta niezwykły, przepiękny, nie dziwię się więc, że podobał się pisarzowi.
    A zasobna Fundacja YSL -Pierre Berger to miejsce niezwykłe! Zawsze potrafi wyszperać coś oryginalnego, innego...z nostalgią wspominam widzianą tam niezwykłą wystawę Kabuki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ewo, optymistko-pozytywistko (od pozytywu, choć nie tylko), potrafisz znaleźć zalety wrednej pogody :)
    Z 36 trochę przesadziłaś. Najwyżej 34...

    Czasy w modzie zaiste kreatywne. Dzieła haute couture nadają się do oglądania na wybiegach, w muzeach, fundacjach i na Lady Gadze. Pret-a-porter na wystawach ;)

    Holly, sprawdzam Foraina, pamiętam Twój wpis o kabuki, u kreatorów nie kupuję z zupełnie innych względów ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bee, furkocząc (przy sobocie) pralką, odkurzaczem i mopem, zerkam sobie na Fashion TV Paris Spring-2013. ZACHWYCAJĄCE! Wszystko chcę, wszystko założyłabym natychmiast. Struktura, luksusowe materiały, kolory. Chyba przestanę popatrywać, bo jeszcze zaplączę się w mopa.
    Rozmiar garderoby tych dziewczynek to mniej niż 34?
    Na szczęście TV pogrubia nie czuję się więc tak bezkształtna w aksamitnych (plączących się) spodniach i czerwonym t-shirt'cie z napisem "I live lute!".
    'Wstawiam' więc tu 'kit' (bo nie grę na lutni - reklamuję) odziana w strój 'wikendowy' aranżacji własnej. Od zacnej 'Fruit of the Loom', zaledwie :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...