niedziela, 6 listopada 2011

Hrabina i jej teatr

Dzięki wizycie w ambasadzie Rumunii - rezydencji de Béhague - odkryłam szalenie interesującą postać jej byłej właścicielki - comtesse Martine Marie Pol de Béhague (1870-1939).

Była wielką admiratorką i koneserką sztuki, kolekcjonerką antyków, jedną z nielicznych kobiet w męskim świecie kolekcjonerów. Swoim jachtem Nirwana przemierzała morza i oceany w poszukiwaniu najcenniejszych, najbardziej niezwykłych okazów rzeźb, obrazów, mebli, perskich dywanów, monet, porcelany. Kolekcję zapisała w testamencie najprzystojniejszemu z bratanków, gdyż, jak twierdziła, "piękno przynależy pięknu".

Z mężem rozstała się po roku pożycia, wracając do panieńskiego nazwiska. Być może nie odznaczał się dość wyrafinowanym smakiem. Miała upodobanie do zielonych peruk, egzotycznych strojów. Przyjmowała gości leżąc na kanapie okryta skórami zwierząt, częstowała ich winem z antycznych pucharów. Przychodzili tłumnie znani malarze, rzeźbiarze, kompozytorzy, pisarze i poeci. Była egerią Paula Valery`ego, którego zatrudniła jako bibliotekarza. Marcel Proust utrwalił ją na kartach swojej powieści.

Rezydencję przy rue Saint Dominique odziedziczyła comtesse po przodkach i przebudowała tak, że współcześni okrzyknęli ją najpiękniejszym miejscem w mieście. Powstał tu m. in. największy w Paryżu prywatny teatr/sala koncertowa w przebogatym stylu bizantyjskim, w latach 50. ubiegłego wieku poddany przez ambasadę przeróbce, która polegała chyba głównie na pozbawieniu zdobień. Mimo wszystko a może dzięki ogołoceniu teatr robi ogromne wrażenie. Wchodzi się doń z wąskiego korytarza i nagle otwiera się zaskakująca perspektywa, wzrok rozbiega się na boki, frunie wysoko w górę pod ciemne wnętrze kopuły, głowa gorączkowo kalkuluje, jak ta olbrzymia sala pomieściła się w budynku?? A potem na przybysza z hałaśliwie pędzącego świata spada niespodzianie wielka cisza i spokój ducha (coraz bardziej anachroniczne określenie, które wciąż doskonale oddaje ten rzadki i pożądany stan wewnętrzny).


Oboje zgodnie a niezależnie poczuliśmy, że w teatrze hrabiny panuje atmosfera sprzyjająca wyciszeniu i koncentracji. Można by siedzieć godzinami, patrzeć w półmroczną przestrzeń i myśleć tylko o czarnym fortepianie:) Równie zgodnie stwierdziliśmy, że taki letarg wydaje się być stanem idealnym do słuchania muzyki klasycznej. Pracownik ambasady, z którym wdaliśmy się chwilę później w pogawędkę, wprawił nas niemal w euforię, informacją o koncertach, które odbywają się w sali. Chwała ambasadzie, że udostępnia to niezwykłe miejsce ludowi Paryża i okolic częściej niż raz do roku :) Hrabina byłaby ukontentowana, gdyż sama organizowała tu zarówno prywatne, jak i publiczne koncerty. Co by rzekła na temat przeróbki jej bizantyjskiego teatru, możemy się z dużym prawdopodobieństwem domyślać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...