poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Letnio w stolicy i wokoło

W weekend wznowiliśmy stare praktyki - podróże nieduże. Żadnego sprzątania, zakupów, byczenia się na kanapie, choć niektórzy z nas uważają tę ostatnią "aktywność" za godną uwagi:) Odwiedziliśmy Paryż, Narodowe Muzeum Ceramiki w Sevres :D, bazylikę Saint Denis i opactwo Royaumont.

W Paryżu zapanowały wakacyjne klimaty. Zdziesiątkowana populacja, mniej samochodów, nawet turystów jakby ubyło, choć to akurat mogło być kwestią wrednej pogody i ukrycia się tych ostatnich w suchych wnętrzach Luwru i Muzeum d`Orsay. Wiele restauracji, co drugi sklep z antykami, co trzecia galeria sztuki są okratowane, zamknięte na trzy spusty, a na drzwiach wisi karteczka "Wracam we wrześniu".

Paryżanie stadnie porzucają kamienną metropolię w sierpniu. W zamierzchłych czasach, gdy lato miewało cechy właściwe tej porze roku, taki wyjazd był ucieczką przed uciążliwym miejskim upałem. Obecnie jest raczej desperackim poszukiwaniem cudownego miejsca na ziemi, gdzie temperatura powyżej 25C utrzymuje się dłużej niż jeden dzień. Dlatego trzy czwarte mieszkańców Ile de France można obecnie spotkać w Prowansji lub na Lazurowym Wybrzeżu.

Tym, których nie stać na wakacje na Południu, pozostaje plaża usypana na nabrzeżach Sekwany i zawsze mogą liczyć na słoneczne kolory klombów w Ogrodzie Luksemburskim. Zdjęcia zrobiono przy łaskawszej aurze.




Muzeum Ceramiki... Piękna kolekcja fajansów i porcelany. Trzeba by tam spędzić tydzień i mieć pamięć z gumy, żeby zapamiętać każdą misternie wymalowaną filiżankę, talerz, wazę... Tu przerwę, gdyż mam litość dla Czytelnika...

W bazylice Saint Denis na północ od Paryża znajdują się imponujące grobowce większości francuskich królów. Artystyczny wyraz wielu rzeźb robi wrażenie na wrażliwym śmiertelniku. Miasto Saint Denis również wywarło na nas wrażenie wielością ras, tonami papierów i śmieci, pozostałych po niedzielnym targowisku, położonym niedaleko bazyliki ponurym, betonowym centrum handlowym-osiedlem mieszkaniowym w stylu wrocławskiego Manhattanu, no i dookolnymi blokowiskami, na których często gotuje się młoda krew... Mieszkać to bym w Saint Denis nie chciała... W samo południe nie czułam się zbyt pewnie...



Cysterskie opactwo Royaumont pięknie położone wśród lasów, jeszcze dalej na północ. Ulga dla oczu, płuc i wyobraźni. Powstało w 1228, ale czas nie obszedł się z nim łaskawie. Budynki jak ludzie, każdy ma swój los. Nieliczne dożywają sędziwego wieku w dobrej kondycji. W czasie rewolucji część zabudowań zniszczono, reszta służyła za przędzalnię, sierociniec. W latach 30. ubiegłego wieku prywatni właściciele podarowali opactwo państwu, działająca tam obecnie fundacja organizuje warsztaty muzyczne, koncerty.

Harmonijna fasada ze sklepioną bramą prowadzącą na wewnętrzny dziedziniec emanuje spokojem. Bramę główną zamykają o 18, ale nikt nie ponagla do wyjścia, więc zalegliśmy na ławce, pogryzając gorzką czekoladę na zmianę z serem Beaumont de Savoie i gapiliśmy się - Bee w przeszłość, Spider w przyszłość.

Harmonia symetrii

Refektarz
Tyle zostało z klasztornego kościoła

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...