wtorek, 8 lutego 2011

Duch Komercji

Obok wysokiej sztuki i wyrafinowanej kultury w Paryżu panoszy się zakupoholizm w ostatnim stadium uzależnienia i skrajny konsumpcjonizm.
Komercja sięga szczytu wspaniałej secesyjnej kopuły w Galeries Lafayette. Rzeki ludzi płyną z butiku Gucciego do Prady, przelewają się od Vuittona do Diora. Latem wśród pływaków przeważają turyści amerykańscy i chińscy, którzy prędzej zrezygnowaliby z wizyty w Luwrze niż z zakupów w Lafayette. Niektórzy z trudem utrzymują się na powierzchni, ciągnięci na dno przez ogromne papierowe torby z logo sławnych domów mody.

Bee lubi wyławiać poszczególne osobniki z tłumu i dopisywać im etykietki. Może to być "młoda żona groźnie wyglądającego Rosjanina", „Amerykanin, który przyleciał pierwszy i ostatni raz zaszaleć w mitycznym Paryżu, oglądanym w setkach hollywoodzkich musicali, komedii romantycznych, thrillerów i seriali i wydaje oszczędności życia na znane marki, żeby pokazywać je sąsiadom zamiast zdjęć na tle wieży Eiffla”. W przypadku Chinek - „córka właściciela 50. szwalni podrabiających sportowe kurtki firmy znanej górołazom i miastołazom” albo „żona członka partii i dyrektora kopalni węgla brunatnego zatrudniającej wieśniaków za 5 dolarów miesięcznie”.
Żeby wejść do butiku Chanel w Lafayette należy grzecznie poczekać w kolejce przed szklanymi drzwiami. Porządku pilnuje elegancki, młody, czarnoskóry ochroniarz-odźwierny. Tłum kłębiący się przy ladach i półkach spospolitowałby świątynię mody. W środku niczym w kościele, panuje przyjemny chłód, obsługa w ciemnych uniformach, nieliczni klienci mówią przytłumionymi głosami „proszę mi pokazać te buty za 12 000 euro”, z nabożeństwem oglądają torebki z podwójnym C. Bee chciała nawet przyklęknąć przed plazmą, na której wyświetlano pokaz najświeższej kolekcji domu mody Chanel.

Towaru na półkach niewiele. Tu liczy się jakość, nie ilość, a celebracja marki jest ważniejsza od produktu.
Po wizycie w Lafayette Spider i Bee przysiedli na metalowych krzesłach w parku Tuileries, gdyż działo się to upalnego letniego dnia. I wtedy przez usta Bee przemówił potężny Duch Komercji:
- Kochanie, na razie ustnie, ale w domu sporządzę Ci pisemną listę rzeczy, na których ogromnie by mi zależało. Zacznę od markowych okularów przeciwsłonecznych, preferowałabym Chanel lub Yves Saint Laurenta, następnie perły, mogą być krótkie, ale nie za krótkie, torebka Diora ... Luis Vuitton jest zbyt oklepany. Lista może ulec, na pewno ulegnie, rozszerzeniu…
- Kochanie, na chwilę obecną mogę Cię wrzucić dla ochłody do markowej fontanny z logo Tuileries.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...