sobota, 29 stycznia 2011

Uzurpatorka i Pomazaniec Boży

Zaczęło się od tego, że właściciele naszego mieszkania, Dominique i Bernard, zaprosili nas na ciasto i szampana w pierwszy dzień 2011. W kamiennym domu z 1902 roku, przy dużym stole w salonie z kominkiem zgromadziła się liczna rodzina. Sędziwi, eleganccy rodzice pana domu, siostra pani domu z mężem i dwoma synami, dwudziestolatkiem o półdługich, malowniczo zaczesanych na czoło, lekko zmierzwionych włosach (obowiązujący trend we fryzach wczesnomęskich w regionie Ile de France) oraz nastolatkiem z telefonem przyrośniętym do ręki (podobno zrobił postępy od ubiegłego roku, kiedy to przeleżał całe spotkanie na kanapie :). Obecny był także starszy syn gospodarzy - radiolog na stażu. Brakowało młodszego, umęczonego studenta, którego zbliżająca się sesja egzaminacyjna pociągnęła w miejsce udręki.

Trochę nas w progu onieśmielił ten rodzinny krąg, ale wkrótce poczuliśmy się jak należące do niego pociotki i powujki. Nieco kłopotliwe, gdyż tonące w burzliwym morzu języka francuskiego, trzymające się rozpaczliwie angielskiej tratwy, dostępnej nielicznym członkom tej miłej rodziny.


Gospodyni wniosła dwa okrągłe ciasta francuskie z owocami i dwie korony ze złotego papieru. Wyjaśniła, że w plackach ukryto niespodziankę, ten kto znajdzie ją w swoim kawałku zostanie królem spotkania i będzie mu się darzyło jak rok długi. Po naradach czy podać na ciepło, czy na zimno, uroczym i bardzo francuskim żachnięciu* Dominique, gdyż bien sur każdy miał własne zdanie na temat temperatury serwowania, po podgrzaniu jednego, następnie także drugiego, Bernard zabrał się za krojenie i pierwsza porcja trafiła do Bee. Nie było talerzyków, więc wzięła ją na serwetkę. Radiolog naświetlił brak organizacji rodziców, Dominique puuuchchnęła, ale po chwili przybiegła z górą talerzy.

Bee przełożyła swój kawałek, jednak według jej zawyżonych standardów higieny, został skażony dotykiem granatowej serwetki. Szepnęła do Spidera, czyby się nie zamienił. Znał przyczynę prośby i nie miał nic przeciwko. Jakby było z podłogi, również by mu nie wadziło ;)  Aby jakoś wytłumaczyć przekładanie talerzyków, powiedzieli, że wymieniają się szczęściami…

A w kawałku wydębionym od Spidera Bee znalazła figurkę leśnego ludka i w taki oto podstępny sposób została królową - uzurpatorką.
Walka o koronę zawsze była bezlitosna i nie przebierano w środkach…
Historia ma swój ciąg dalszy.


W Polsce 6. stycznia był dniem wolnym od pracy, we Francji „ciężko” pracowano, ale nie zapomniano o święcie Trzech Króli. W instytucie Spidera w porze lunchu odbyła się impreza z winem i ciastem, w którym tradycyjnie schowano mały, twardy gadżet. Reguły tej zabawy skądinąd znamy. Spośród pięćdziesięciu osób czyją głowę ukoronowano? SPIDERA!!!! Korona jest mu po prostu pisana w tym roku... Zaczął się rozglądać za królestwem.

Wieczorem w domu stwierdził:
- Jako koronowana głowa przestaję sprzątać, również po sobie.
- W takim razie ja, jako prawomocna królowa i małżonka króla, przestaję gotować.
Aktualnie szukamy służby :)

Historia znalazła ciąg dalszy.
Kilka dni później w ramach dogadzania podniebieniom i zaokrąglania kształtów zakupiliśmy opakowanie czterech dużych francuskich ciastek z nadzieniem. Nie zwróciliśmy uwagi na opis zawierający słowo roi, czyli król. Następnego dnia, gdy Bee wróciła wieczorem z Paryża, Spider zakrzyknął:
- Mam już tego dosyć!! To zaczyna być niebezpieczne dla mojego uzębienia...
I wskazał na białą figurkę króla leżącą na talerzu. Znowu zazgrzytał zębami o królestwo.

Cóż, wygląda na to, że mamy tu do czynienia z Pomazańcem Bożym.
* Krótki instruktaż żachnięcia się po francusku: należy wziąć dość głęboki wdech, a następnie wypuszczać powietrze nadymając wargi i wydając charakterystyczny dźwięk puuuchch.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...