sobota, 24 lipca 2021

Narodziny poety

Wychodzi Spider z łazienki w kłębach pary po zwyczajowo gorącym i szybkim prysznicu (tym razem musiał być jeszcze gorętszy i nieco dłuższy;) i oznajmia:

- Jestem taki czysty i jasny... jak światełko w tunelu.
















Od momentu tego odkrycia nasze życie stało się nieco znośniejsze. ;)

sobota, 10 lipca 2021

Sztuka życia ;)

Racuchy z jabłkami na kolację. Spider wpycha dwa na raz do jamy ustnej, choć nie są to mini placuszki.

- Więcej nie wejdzie? - zapytuje ironicznie Bee.

- Wejdzie, ale nauczyłaś mnie delektować się jedzeniem.
















Nie jestem pewna, czy przyznawać się do tego kursanta...

    

środa, 16 czerwca 2021

Sam tego chciał :D

Wędrujemy po Parku Szczytnickim podziwiając potężne stare drzewa, falujące nieskoszonymi trawami cudowne wiosenne łąki... lub towarzysząc w podziwianiu. Zauważamy wiewiórkę, która budzi zainteresowanie nas obojga i wywołuje dyskusję na temat inteligencji tych pięknych stworzeń. Spider po-wąt-pie-wa, co budzi zdecydowany sprzeciw Bee.

- Wiewiórki są bardzo inteligentne!! Pamiętasz ten film dokumentalny, w którym stworzono im tor przeszkód prowadzący do orzecha? Jak szybko uczyły się na błędach i zapamiętywały właściwą ścieżkę dostępu?! Szalenie inteligentne!! Mój drogi... Ty od lat nie potrafisz zapamiętać kilku ścieżek dostępu...

- Aha! W takim razie napisz na blogu, że masz męża głupszego od wiewiórki.

Pół parku usłyszało mój gromki śmiech.

No i napisałam.




czwartek, 3 czerwca 2021

Pogwarki przed Bożym Ciałem

- Jakie masz plany na jutro? Idziesz na procesję sypać kwiatki? - zapytuje niewinnie Spider.

- Pod warunkiem, że ty będziesz niósł poduszkę z laptopem - rzecze słodko Bee.

- A dzwoniłaś do księdza, żeby nie zaczynali za wcześnie?

 Tak sobie nadal gwarzymy...

:)

P.S. Pozdrawiamy Czytelników w ten nareszcie satysfakcjonujący cieplnie i świetlnie dzionek.


środa, 5 maja 2021

Pisane nocą, na trzeźwo, choć to niewiele zmienia ;)


Wielkanoc przeminęła z wiatrem (szkoda, że wiatr nie chce również przeminąć), a u nas na stole w salonie wciąż wylegują się w ludowej misce pisanki huculskie. Nie żebym czekała, aż coś się z nich wykluje, bo to tradycyjne wydmuszki. (Choć aktualnie wysiaduje je żuraw origami, więc kto wie...) Po prostu tak mi się podobają, że szukam pretekstu, aby nie schować ich do szafy na rok. Autorstwa ludowej artystki pani Marii Kieleczawy, zakupione przez internet w księgarni Muzeum Narodowego, są to prawdziwe dziełka sztuki. Piękne, kolorowe, optymistyczne, "zrobiły" mi tegoroczne święta.

Miesiąc później nadal mrugają wesoło i nie pozwalają na obojętne omiecenie wzrokiem. Najpierw twierdziłam, że dopóki drzewa pod naszymi oknami się nie zazielenią, pisanki, symbol odradzającego się życia, muszą podtrzymywać nas na duchu. Kiedy lipa i wierzba pokryły się pierwszymi liśćmi, słusznie zauważyłam, że przecież nieco dalej na skwerze jesiony są nadal łyse. Potem temperatura na dworze w dzień spadła do 10C, w nocy do 0C, więc obecność barwnych jaj na stole stała się równie oczywista jak czapki na głowie. W długi weekend nadeszło niespodziewane wsparcie - przykłady podobnych zachowań zarówno w teraźniejszości, jak w przeszłości. Podczas wizyty u znajomych wypatrzyłam na kominku urocze pisanki. Poza tym przypomniały mi się całoroczne drewniane, które moja babcia trzymała w kryształowej wazie.

Do Bożego Narodzenia raczej ich nie utrzymam, ale tak sobie myślę, że przy obecnych anomaliach pogodowych trudno uznać wiosnę za cud odrodzenia, zatem poczekamy do cudu lata i krótkich rękawków, aby zapakować nasze cacka z dwoma dziurkami do plastikowych osłonek i włożyć do szafy. Niezbyt głęboko, bliżej skraju półki.



niedziela, 14 lutego 2021

Życzymy

Mili,

Walentynkowego wieczoru słodkiego jak ta parka ciągniona przez łabędzia...

P.S. Mam potrzebę dodania kilku słów na temat grupy figuralnej ze zdjęcia. Zamieszkała z nami prawie dwa lata temu. Zobaczyłam ją w jednym z wrocławskich antykwariatów, nastąpił afekt nagły i nieodwołalny, domagający się jak najszybszego spełnienia. Obiekt okazał się wdzięczny, nadal cieszy i bawi. A w potwornie upalne lato, które nastało krótko po zakupie, nawet... nieco chłodził. Wystarczyło skoncentrować się na rześkości wodnej toni, przez którą łabędź ciągnie zadumane maluchy. Przyznaję, zazdrościłam im tych "sportów" wodnych. ;)

Fajnie jest otaczać się przedmiotami, które wywołują uśmiech, ilekroć się na nie popatrzy. Nieużytkowe, a jednak użyteczne. Gorąco polecam taką taktykę zakupową.


niedziela, 7 lutego 2021

Uzes wita

Dla zrównoważenia zimnego białego tygodnia proponuję kilka kadrów o odmiennej palecie barwnej i temperaturowej - z Uzes położonego w sąsiadującej z Prowansją Langwedocji. Miasteczka w migocącym naszyjniku platanów, o pustawych wąskich uliczkach i zaludnionych placach, ślicznego jak z kiczowatej widokówki, atrakcyjnego dla miłośników historii i zabytków, pozwalającego również poczuć lokalny koloryt Południa Francji.




















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...