Na niedzielnym targu pod młynem wymieniam z panem handlującym obrazami "od 10 do 50 zł", jak głosił napis na kawałku kartonu, uwagi na temat dzieła wybijającego się na tle innych tematyką. Przedstawia ono coś jakby opalonych greckich bogów, być może Posejdona i jego syna Trytona, zasadzających się na bladolice nimfy morskie. Malarz niespecjalnie radził sobie z proporcjami ciała, kobiece siedzenie fascynowało go do tego stopnia, że umieścił je na pierwszym planie i powiększył aż do łopatek, ale był niewątpliwie mistrzem ekspresji twarzy.
Chcę zrobić zdjęcie obrazu telefonem, lecz przez dłuższą chwilę nie mogę go włączyć. - Zbuntował się - mówię. Pan na to: Widać zna się na sztuce. :)
Gdyby załączyć do obrazu Twój tekst, to znaleźliby się z pewnością chętni:)
OdpowiedzUsuńHolly, :*
OdpowiedzUsuńO Mamo.. gdzie Ty wynajdujesz takie perełki:):):)?
OdpowiedzUsuńMa się to oko wytrenowane w paryskich muzeach ;) Żeby nie wyszło z wprawy, regularnie latam pod młyn ;)
Usuń