Najprzyjemniejsza jest stara część miasteczka z niewielkimi domami, sklepikami i restauracjami, położona nad kanałem. Wzdłuż piaszczystych plaż ciągnących się po obu jego stronach, pobudowano duże, bezosobowe pensjonaty i hotele, które wprowadzają odstręczającą dla mnie atmosferę masowego wypoczynku.
Na szczęście około godziny 19. plaże we Francji pustoszeją, gdyż opalona i zgłodniała armia przemieszcza się w kierunku restauracji. Zresztą na przełomie sierpnia i września doszło już do znaczących przegrupowań w głąb lądu. Zachody słońca zdarzało nam się oglądać samotnie lub w towarzystwie kilku zapatrzonych w spławiki wędkarzy.
![]() |
Widok z mostu na kanał dzielący miasto na pół |
![]() |
Tradycje rybackie znajdują kontynuację |
![]() |
Barwy i nastrój niczym z płócien Paula Signaca, którego wystawę obejrzeliśmy kilka godzin wcześniej w Montpellier |
Piękny zachód słońca. Pozazdrościć wakacyjnych klimatów, gdy inne armie pracują w pocie czoła :)
OdpowiedzUsuńGrunt to się zaciągnąć do odpowiednich wojsk ;)
UsuńZdecydowanie po obejrzeniu takiego widoku nie wracałabym już chyba do domu...może poprosiła o azyl w Le-Grau-du Roi, albo dała się złapać jakiemuś rybakowi na wędkę?
OdpowiedzUsuńHolly, niestety, na moje ogłoszenia o zamianie mieszkania we Wrocławiu na chateau lub chaoyce (czyt. szałas) w Prowansji na razie nikt nie odpowiedział ;)
UsuńZ rybakami byłabym ostrożna. Domagaliby się zaraz, żeby spełniać ich marzenia... ;)
Jaaa... A u nas szaro, buro i zimno... Pierwsze zdjęcie - cudo! Pozdrowienia serdeczne!
OdpowiedzUsuń