W ogrodzie botanicznym było zatrzęsienie irysów w tym roku. Dziesiątkami gatunków i odmian, falujących zalotnie rokokowymi sukienkami, skrzących się drobinami złota i srebra, obsadzono długie rabaty wzdłuż ścieżek i trawników. Chowajcie się wschodnie kobierce i siedmiobarwne tęcze!

Nie ostałam się sama w rozczarowaniu i niepocieszeniu. Mój ogrodowy znajomy, długowłosy malarz-amator, raczej odklejony od rzeczywistości, nie dokończył przez te porządki obrazu. Zamówiła go jedna pani dając nawet zaliczkę. Oglądałam wczoraj bladobłękitne irysy na białym tle zajmujące środek i lewą stronę płótna. Prawą miały wypełnić ciemnofioletowe, ale
ten artysta maluje tylko z natury, więc obecnie ma problem, gdyż ukatrupiono mu modeli. "Jakbym wiedział, że zetną, to bym poprosił dyrekcję o dwa dodatkowe dni." Ba, gdybym wiedziała, wynajęłabym agencję ochrony. Chcąc jakoś pomóc post strasznem factum, rzekłam, iż uchował się brązowy irys na klombie najbliższym kościoła św. Krzyża, więc może by tak ten brązowy... Ale nie. Zleceniodawczyni życzyła sobie fioletowe, będzie musiała rok poczekać. Sztuka wymaga konsekwencji i poświęceń.
Owego malarza widywałam w ogrodzie w zeszłym roku. Wpatrywał się w kwitnące słoneczniki. Z bardzo bliska, z natężeniem, wplątany w wysokie łodygi, schowany w bezruchu. Można się było przestraszyć niczym gigantycznego owada.
"Współczesne wcielenie van Gogha......" - pomyślałam.
W maju rozmawialiśmy po raz pierwszy. Malował peonię drzewiastą. Powiedział, że śni mu się Gauguin i daje jakieś wskazówki. Wszystko się zgadza...
Chyba powinnam też złożyć zamówienie na parę płócien...
Piękna bajka! A może rzeczywiście można coś u Pana zamówić, jakieś kwiaty, których jeszcze nie obcięli nadgorliwi ogrodnicy! Dziś przechodziłam przez ogród Pałacu Królewskiego, kwitło zatrzęsienie róż, ale też takich trochę zmarniałych po dzisiejszym bardzo ulewnym deszczu.Przepięknie napisałaś o "rokokowych sukienkach" irysów...
OdpowiedzUsuńZamykając to irracjonalne koło powinnam zamówić słoneczniki... Byle tylko szpaki ich nie podziobały, deszcz nie usiekł, ogrodnik oszczędził.
OdpowiedzUsuńMasz wrażenie, Holly, że na dziedziniec Palais Royal wchodzi się trochę jak w inny wymiar, jakby czas tam wolniej płynął?
Tamtejszy ogródek różany już zawsze chyba będzie mi się kojarzył z parą namiętnie całujących się na ławce panów. Ach, Paris, Paris...
Czy to bajka, czy nie bajka...są więc jeszcze artyści dla których natura (taka jaką jest) to jedyny właściwy punkt odniesienia.
OdpowiedzUsuńChoćby po to, by spotkać tam niezwykłego pana ze sztalugami, trzeba wybrać się do botanicznego...
W Paryżu, bardzo lubię MontSouris w 14-ce. 15 ha niespodzianek na bardzo zróżnicowanym topograficznie terenie. Kwiatów tam bez liku, może zabrałybyśmy na wspólną wycieczkę - i - 'współczesne wcielenia van Gogh'a'?
W swojej autentycznej fascynacji przyrodą, kolorem, światłem Pan Malarz przypomina impresjonistów. Spodobałoby Mu się w Prowansji... W Montsouris pewnie też.
OdpowiedzUsuńNie znam tego ostatniego! Na wspólny spacer - z przyjemnością, a na razie palcem po mapie, czyli okiem po googlu :)