piątek, 5 kwietnia 2013

Powrót do Edenu...

Przeglądając ostatnio zaprzyjaźnione blogi, odkryłam link do strony kanadyjskiego fotografa Gregory`ego Colberta, kliknęłam i znalazłam się w odległym czasie, prapoczątkach, może ogrodach Edenu, gdzie człowiek i natura trwają blisko siebie, a z tego stanu harmonii płynie wielki spokój i najgłębsza satysfakcja.

Oglądanie fotografii i filmów z wystawy "Ashes and Snow" z doskonale dobraną muzyką jest jak medytacja. Otwiera zapomniane przestrzenie. Dotyka zagłuszonej przez hałas miast tęsknoty za falującą, miękką łąką, pachnącym lasem, błogim poczuciem równowagi, jakie potrafi dać uważny kontakt z przyrodą. Przypomina, co człowiek może stracić, jeśli nie zadba o środowisko naturalne, wymierające gatunki roślin i zwierząt.

Fotograf wykonał pracę niezwykłą koncepcyjnie i estetycznie, potwornie trudną technicznie. Wyobrażam sobie, że niełatwo skłonić do współpracy słonie, pantery, goryle czy orły i uchwycić TEN magiczny moment współistnienia. Efekty są hipnotyzujące. Wystawa Colberta została po raz pierwszy zaprezentowana w 2002 w Wenecji, od tamtej pory podróżuje po świecie jako Wędrujące Muzeum (Nomadic Museum). Odwiedziła USA, Japonię, Meksyk, może kiedyś zawita do Polski.

Zajrzyjcie, jeśli macie wolne przynajmniej dziesięć minut, w przeciwnym razie poczekajcie na lepszy moment. Grzech śpieszyć się w raju.





9 komentarzy:

  1. Obejrzałam z muzycznym podkładem (Gregorian) - piękne i obejrzałam bez podkładu- chyba jeszcze piękniejsze. Cisza do mnie przemawia. Myślę, że towarzyszyć oglądaniu powinien śpiew ptaków, szum wiatru, odgłos deszczu. Skojarzenia- ja w pustym (bezludnym) muzeum - sam na sam z ulubionym obrazem- marzenie, które mogłam realizować pracując kiedyś w MNG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guciu, mnie urzekło medytacyjne tło muzyczne w tym przypadku, po części być może za względu na automatyczne i bardzo pozytywne skojarzenia z jogą. Ciche, puste muzea, kina, teatry uwielbiam i zawsze kombinuję, na którą godzinę się wybrać, żeby trafić na bezludzie. Praca w MN umożliwiająca, ba!, wymagająca samotnego kontaktu z dziełem, toż to namiastka raju! Twoje skojarzenie jak najbardziej na temat :)

      Usuń
    2. Tak- muzyka medytacyjna jak najbardziej na miejscu. Co do pustych świątyń sztuki- też kombinuję. Jest taki film- ekranizacja powieści Wiśniewskiego Samotność w sieci - książka zresztą mocno krytykowana, że płaska i literacki hamburger, ale nie o nią mi chodzi. Jest tam taka scena, kiedy Magda Cielecka przemierza puste sale Orsay. Kiedy na to patrzę to dosłownie zżera mnie zazdrość, bo Orsay bez ludzi to niestety marzenie nierealne. Podobna scena w Paryżu o północy jest już bardziej realna, choć bowiem w Oranżerii nie byłam sama zdarzało mi się mieć pustą salę z Nenufarami wyłącznie dla siebie :)Pozdrawiam

      Usuń
    3. Oranżeria, choć położona o rzut camembertem od Orsay i pełna wspaniałości, rzeczywiście nie jest zbytnio oblegana. W nenufarowych salach także miałam szczęście rozpłynąć się w ciszy. Tam, chyba ze względu na specyficzną architekturę oraz onieśmielającą wielkim formatem, mieniącą się światłem urodę dzieła, udziela się ludziom nastrój trochę jak w świątyni... Guciu, my tu wychodzimy na kompletnie nawiedzone, sekciary jakieś... ;)
      Nie pamiętam tej sceny w Orsay z "Samotności w sieci", nie pamiętam również, czy była takowa w książce (raczej nie), ale jej niewiarygodność wpisuje się doskonale w efekciarski styl Wiśniewskiego... Przy okazji polecam mistrzowsko ironiczny artykuł "Ostra Jazda z Januszem L. Wiśniewskim" w ostatnich "Wysokich obcasach ekstra".
      Miłego wieczoru :)

      Usuń
    4. Być z Tobą w jednym klubie- choćby i nawiedzonych to dla mnie wielka przyjemność. Wywiad przeczytałam i sama nie wiem, co o nim myśleć. Czy on tak na poważnie plecie takie dyrdymały, czy kogoś podpuszcza. Nie miałam do faceta stosunku nabożnego, ale mimo wszystko nie wydawał się aż tak malutki

      Usuń
    5. Wzajemnie - czysta przyjemność :)
      Wiśniewskiego widziałam ostatnio w "Małej czarnej", gdzie nie wypadł tak źle, mimo iż rozkładał pawi ogon ;) Natomiast dziennikarka "Wysokich obcasów" konsekwentnie i bezlitośnie wypunktowała jego narcyzm, snobizm, pozerstwo przy okazji delikatnie parodiując styl pisarstwa. Januszowi L.W. raczej nie spodobał się ten artykuł...

      Usuń
  2. Przepiękne zdjęcia! Koniecznie pozaglądam do Pana Fotografa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znakomity Fotograf, do tego z misją :)

      Usuń
  3. Kilka lat temu odkryłam zdjęcia tego fotografa a cykl "Ashes and Snow" sprawił, że długo nie oderwałam się od ekranu.

    Z tego co wiem wyruszył w podróż sam, tymczasowo pozostawiając swoją ukochaną kobietę a te słowa, które słychać w tle podczas przeglądania zdjęć do jego wiadomości nagrywane do niej.

    Piękne. Ja mam ciarki na skórze kiedy oglądam te fotografie.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...