poniedziałek, 3 grudnia 2012

O samotności i świetle...

... czyli niezwykła retrospektywa Edwarda Hoppera w Grand Palais.
Bilet zakupiony przez internet miesiąc wcześniej, żeby uniknąć tupania na mrozie jak na Moneta. Z biletami na prawo, bez biletów na lewo. Kolejka szczęśliwców z przepustką okazuje się dłuższa, ale posuwa się błyskawicznie.
Szybko znajduję się w ciepłym wnętrzu, oddaję kurtkę, żeby nie być jak pośpieszny przechodzień, żeby się rozgościć. Wyjmuję kartkę i długopis. 

Trzeba notować wrażenia, kiedy przychodzą, zapisywać na gorąco pierwsze myśli i spontaniczne odczucia. Rekonstruowane przy biurku chowają się pod niewłaściwymi słowami, nadymają w literacką interpretację.

Wolę chaotyczne bazgroły poczynione na papierze na podłożonej torebce. Tylko odrobinę je wygładzę.

Ekspozycję otwiera czarno-biały, poetycki film, pokazujący Manhattan w latach 20., do którego inspiracją stały się fragmenty wierszy Walta Whitmana. Wprowadza w amerykańską rzeczywistość i w klimat wystawy.


Wpływy nauczycieli, malarzy francuskich i amerykańskich.

"To find beauty we`ve got to be honest and fearless. We have got to be men first of all; the artist can come later." Robert Henri (profesor Hoppera)

Obrazy młodego Hoppera z czasu pobytu w Paryżu, poszukujące, zdradzające przyszłą prostotę i siłę wyrazu.
Jego słowa po powrocie do kraju: "It seemed awfully crude and raw when I got back. It took me 10 years to get over Europe."

Długie lata pracował jako ilustrator, projektując okładki czasopism poświęconych turystyce, marynistyce, zanim wystawa jego akwarel przedstawiających domy z nadmorskiego Gloucester odniosła sukces i mógł zająć się wyłącznie malowaniem.



Znakomite technicznie, kompozycyjnie akwarele i ryciny podejmują tę samą tematykę, która będzie przewijać się w całej późniejszej twórczości.
Ukryty za sztalugami obserwator, introwertyczny, niewiedzący narrator opowiada o kosmicznej samotności pejzaży, domów na prowincji, wielkich miast i ludzi.







Bohaterów wydobywa z cienia światło słońca, lamp, neonów

Obnaża i potęguje samotność
Osobność czytających i palących papierosy, siedzących w pokojach hotelowych, salach kinowych i teatralnych, w 
mieszkaniach i biurach

Wpatrzonych w dal, oddzielonych niewidocznym murem od otoczenia

Małżeństwa, pary, razem, ale oddzielnie

nieprzeniknione nieobecne twarze
uczucia nie do nazwania
pozorna obojętność
rezygnacja
pustka

wystawiają twarze do słońca
szukają schronienia, odpowiedzi w świetle

hopper.sun-empty-room

1 komentarz:

  1. Wpis o Hopperze opublikowałam na blogu z początkiem grudnia, a po kilku tygodniach moja przeglądarka zablokowała dostęp do bloga... z powodu niebezpiecznego oprogramowania ściągniętego z americanartimages (ostrzegam przed wrednymi typkami) wraz ze zdjęciami obrazów czy rycin Hoppera… Tak się przeraziłam, że korzystając z innej przeglądarki na wszelki wypadek usunęłam całą notkę, naprawiło się i zapomniałam o sprawie. Dopiero wyczerpująca recenzja wystawy na blogu Czary przypomniała mi o moich skromnych spostrzeżeniach, pokrywających się kurzem archiwum. Omiotłam, uzupełniłam, trzymając się z dala od americanartimages, choć kontynuując proceder zapożyczania z netu.

    Komentarze również skopiowałam, oto są:

    czara 3 grudnia 2012 14:15
    Dziękuję Ci za ten tekst. Taki ze mnie głuptas, że nie zarezerwowałam biletów na początku listopada bo... "były na grudzień". A ja chciałam iść od razu. A "od razu" to się zaczęło chorowanie, pilniejsze wystawy i tak się zrobił grudzień. A ja ani biletów, ani wystawy ;)

    Bee 3 grudnia 2012 17:59
    Cała przyjemność...
    Rezerwacje internetowe znikały w zastraszającym tempie. Co dzień ubywał tydzień. Mam nadzieję, że uda Ci się wybrać do końca stycznia. Szkoda przepuścić taką okazję. Obrazy pościągano z przeróżnych muzeów amerykańskich i kilku europejskich. We Francji nie ma za wielu Hopperów. Pozdrawiam serdecznie :)

    Anex 4 grudnia 2012 00:29
    Cześć Bee:) Bardzo Ci dziękuję za tą relację bo nie ma szans, żeby obejrzeć wystawę na żywo.. A Hoppera zawsze warto:) Serdeczności!

    Bee 4 grudnia 2012 03:07
    Bonjour i proszę uprzejmie :) Hopper to moim zdaniem najlepsza wystawa tego sezonu w Paryżu. Zdystansował nawet mojego ukochanego van Gogha i Hiroshige w Pinakotece. Nie widziałam co prawda jeszcze Rafaela w Luwrze, ale sądząc po wcześniejszych interakcjach z jego dziełem nie zagrozi faworytowi :)

    MolikZygmuntEWA 4 grudnia 2012 03:58
    Podziwiam Hoppera, zmusza do myślenia, 'boli'.
    Bardzo podoba mi się też sposób malowania; fotograficzny, 'płaski'. Żadnego obrazu, niestety, nie widziałam na żywo.
    Wczoraj byłam tu, przeczytałam, pooglądałam i ... uciekłam. Wróciłam, ale uczuć nadal nie potrafię nazwać... Pozdrawiam

    Bee 4 grudnia 2012 04:36
    Ewuniu, nie można pozostać obojętnym... Hopper stawia najtrudniejsze, fundamentalne i najbardziej zagłuszane przez codzienność pytania. Wypracowany przez niego styl malowania w doskonały sposób komunikuje treść. Właściwie forma i znaczenie stanowią jedność. Serdecznie :)

    holly 4 grudnia 2012 13:36
    Bee,
    Przyznam Ci się szczerze, że niczego specjalnego nie spodziewałam się po tej wystawie, na początku nie robiła na mnie większego wrażenia i stopniowo, sala za salą, Hopper zaczynał mnie pochłaniać, wciągać, zachwycać. Nawet teraz, gdy oglądam zdjęcia prac, które zamieściłaś dreszcze przechodzą mi po plecach. Nie wiem, może to ten bezemocjonalny chłód ziejący z każdego obrazu tak nas przyciąga jak magnes, że nie możemy od jego obrazów oderwać wzroku?

    Bee 4 grudnia 2012 14:42
    Holly, w moim przypadku było odwrotnie. Spodziewałam się bardzo wiele po tej wystawie, a dostałam jeszcze więcej. Przerosła oczekiwania.
    Na tym polega niezwykłość Hoppera, że z pozornego uczuciowego chłodu i dystansu odczytujemy przejmujące ludzkie historie.

    czara 5 grudnia 2012 07:28
    Bee, nie uwierzysz, ale po tym co napisałam u Ciebie, wieczorem przyszedł D. z dwoma biletami na nadzielę w kieszeni. Nawet nie wiem skąd jej wytrzasnął. Lubię jak się spełniają moje marzenia :)

    Bee 5 grudnia 2012 13:39
    D. to prawdziwy skarb :) Spełnianie kobiecych marzeń to zajęcie dla empatycznych i uważnie słuchających :) Koniecznie podziel się wrażeniami.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...